Dawanie i dostawanie prezentów jest tak samo przyjemne!

Prawdziwa umiejętność dawania prezentów polega na tym, że nie oczekujemy niczego w zamian. Szczególnie teraz, kiedy zaczyna się szaleństwo świątecznych podarunków, temat staje się bardzo aktualny. Dlatego dziś chciałam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami w tym temacie.

Pamiętam, jak byłam dzieckiem, też miałam swój własny „koncert życzeń”. Chodziłam za rodzicami i mówiłam, co mi się marzy i jakie mam pragnienia. Oczywiście pisałam listy do św. Mikołaja, wypisując całą litanię próśb, która zaczynała się i kończyła na klockach Lego, ewentualnie w środku pojawiały się puzzle, albo samochody. Jakoś nigdy nie miałam wewnętrznej obawy, że nie dostanę prezentu 🙂 Wiedziałam, że prezenty będą zawsze (te które dostaję i te które daję). Pozostawało tylko pytanie – jakie 😀 Później, gdy już „wyrosłam” i skończył się ten bajeczny czas Mikołaja, reniferów, śniegu i sań na niebie, przyszła szara bardziej „zmaterializowana” rzeczywistość. Jednak i w tej nowej rzeczywistości jest wiele uroku. W moim świecie oznacza to tyle, że każdy każdemu kupuje prezent (rodzina, znajomi). I również ten czas jest cudowny, szczególnie, gdy pojawiają się niespodzianki, zaskakujące pomysły, a co najważniejsze emocje, które temu towarzyszą…

Obdarowywanie prezentami i radość

Nie wiem, jak Wy (a jestem tego bardzo ciekawa), ale od małego miałam możliwość uczestniczenia w różnych sytuacjach, w których mogłam coś komuś dać. Pamiętam radość, kiedy szłam do szkoły w Mikołajki z zapakowanym prezentem i z myślą „czy się spodoba”. Owszem mówiono mi, że najważniejsze, że włożyłam dużo serduszka w wybieranie tej niespodzianki i to się liczy! No, ale przecież bardzo chciałam, żeby z tym prezentem trafić. Dzieci bywają szczere do bólu, więc domyślacie się, że bywało różnie, co też z perspektywy czasu uważam za ważne doświadczenie i naukę 😉 Raz usłyszałam, że super, innym razem wyśmiano mój prezent, a czasami, obdarowany mówił, że to, co dostał jest znośne i bez szału. Jak się domyślacie, towarzyszyły mi przeróżne emocje, w pełnym ich pakiecie. Od nadziei, radości po złość i smutek. Żeby nie było, muszę się przyznać, że oczywiście i ja brałam udział w takich zamieszaniach. Sama komentowałam, co dostawałam, więc można uznać, że równowaga została zachowana 😉 Teraz się z tego śmieję! Bo to wszystko kotłowało się między dziećmi (dorośli się nie wtrącali!). Było trochę kuksańców słownych, trochę miłych słów, cała masa emocji i wielka nauka budowania społecznych relacji. Fantastyczne doświadczenia! 

Pamiętam, jak robiłam laurki rodzicom i dziadkom, a później one stały wszędzie w domu, a każdy rozpływał się z zachwytu, co ta mała Beatka narysowała. Aż się rozczuliłam, wracając do tego. No właśnie, wracając do czego? Do obdarowywania „od serca”. Kiedy wkładałam tam cząstkę siebie i rysowałam, bo chciałam podarować obrazek najbliższym… Myślę, że takie pierwsze doświadczenia z dawania ma każdy z nas. Później było już bardziej dorośle i przyszedł czas kupowania prezentów przyjaciołom, najbliższym, rodzinie. Właśnie kluczowe jest to słowo „kupowania”. Nie raz złapałam się na tym, że głośno myślę, albo kogoś pytam „Co mogę jej kupić na prezent?”… Z tymi prezentami to jest tak, że dawanie ich sprawia nam radość. Cieszymy się, bo ktoś się cieszy albo po prostu robi się nam lepiej, bo myślimy o sobie w dobry sposób, jak o dobrych Mikołajach 🙂 Oczywiście można tutaj o tym się rozpisać, a jeszcze lepiej wrócić do tekstu Ewy sprzed roku: https:// psycholifestyle.blog/2018/12/13/dlaczego-tak-lubimy-byc-swietym-mikolajem/. Gdy już skończyłam magiczną 30-stkę, zaczęło mnie nurtować, dlaczego te prezenty są kupowane? Zapewne też dlatego, że tak się nauczyłam, bo tak robi większość, bo taki jest schemat w społeczeństwie. W sklepach zapachy cynamonu, dźwięki w stylu „jingle bells”, a neony w kształcie gwiazd świecą na kilometr. Coż, galerie handlowe pękają w szwach nafaszerowane promocjami, które podpowiadają, co kupić komu na prezent… Ehh to nam nie pomaga! Ja też lubię tam pójść i się w tym wszystkim trochę zagubić, nabywając upragnione rzeczy, którymi zaskoczę bliskich pod choinką. 

Ale uwielbiam również chwile, kiedy mogę dać coś od siebie, bo tak po prostu chcę! Tego typu prezenty wymagają ode mnie zdecydowanie więcej! Najpierw, kiedy decyduję, jak ma ten prezent wyglądać, później, jak go zrobić, a na każdym z tych etapów czuję emocje związane z relacją z tą konkretną osobą. Bo czy łatwo jest zrobić reportaż ze wspólnych zdjęć i zmieścić się na formacie A3, albo nagrać filmik, który trzeba złożyć albo zorganizować playlistę kolęd razem z tekstem? Może dlatego tak rzadko pojawią się tego typu prezenty, bo wymagają od nas więcej niż pójść, tylko kupić, zapakować i położyć pod choinką? I to dlatego te dziecięce laurki najbardziej zapamiętałam, zresztą tak, jak i czas spędzony wtedy z najbliższymi ❤

Dostawanie prezentów i wdzięczność

Pamiętam też, jak dużą radość sprawiało mi spędzanie wspólnie czasu z rodzicami. Nie mniejszą jednak radość dawały mi prezenty, które otrzymywałam od Mikołaja. Uwielbiałam szczególnie znajdować je pod choinką… Pisałam „dziękuję” i mini liścik do Mikołaja, w którym podkreślałam, jak fajnie, że do mnie zajrzał i zostawił mega zabawki, a później „męczyłam” mamę, żeby ze mną siedziała i patrzyła, jak ja rozbudowuję swoje zabawki tworząc całość z puzzli czy klocków. Dodatkowa „atrakcja” w postaci obecności mamy sprawiała, że te prezenty nabierały szczególnego znaczenia. Z jednej strony rzecz, która cieszy, a z drugiej mama, z którą spędzany czas w ten sposób był super. Teraz też jako psychoterapeuta, który pracuje z dziećmi myślę sobie, jak ważny jest ten czas podarowany dziecku… Zarówno z własnej perspektywy, jak i z tej książkowej, a teraz też i z punktu widzenia moich najmłodszych pacjentów. Ale to temat na oddzielny tekst. 

Dziękowanie i odczuwania wdzięczności zaczynamy doświadczać już w najmłodszych latach. Podobnie jak  uczymy się obdarowywać 🙂 Pewnie, jak wrócicie pamięcią to też sobie przypomnicie sytuacje, kiedy byliście wdzięczni, za to co otrzymaliście, tak jak ja za klocki LEGO i czas z najbliższymi ❤ W dorosłym życiu te umiejętności przezywania wdzięczności jest niezwykle istotna! Pozwala ona czerpać radość z tego, że otrzymujemy! Zdrowa wdzieczność nie ma w sobie napięcia i dyskomfortu. Daje nam możliwość docenienia zaangażowania i czasu, który otrzymujemy od innych. Umożliwia powiedzenie po prostu „dziękuję i kropka”. Ostatnio czytałam wywiad w kontekście wdzięczności z D. Golec: „Umiejętność przyjmowania czyni nas pełniejszymi ludźmi. Jeśli nie mamy w sobie wdzięczności, to wydaje się nam, że niczego nie warto brać”. Wtedy tacy ludzie mówią: „A to nie trzeba”, „Ja tego nie przyjmę, bo to za dużo” itd. U innych rosnie cisnienie, jak wezmą od razu kombinują, jak oddać. I tutaj dobrym przykładem są moje obserwacje ze szpitali… Mam na mysli takie sytuacje, kiedy pacjent kupuje czekoladki i próbuje dawać je personelowi medycznemu, np. lekarzowi, w ramach wdzięczności, za to, że  ten go leczył (sic!). Zaskakujące to jak dla mnie! Wynika to właśnie z tego, że pacjent nie potrafi po prostu przyjąć opieki lekarskiej, która mu się tak naprawdę należy, a lekarz wykonuje swoją pracę, za którą dobrze, jeśli otrzyma po prostu szczere podziękowanie i wdzięczność (oprócz wynagrodzenia, za które, jak zechce to sobie kupi czekoladki :)). Wierzcie mi,  to wystarczy. Przyjść i powiedzieć magiczne słowo: „dziękuję”! Tutaj może mniej świąteczny przykład, ale wydaje mi się, że życiowy, dlatego stwierdziłam, ze napiszę! Ale wracając do prezentów i klimatu mikołaja i choinki …

Z prezentami świątecznymi bywa podobnie… W sytuacji, kiedy ktoś daje prezent, u niektórych pojawia się zaraz poczucie przymusu, że „ja też muszę coś dać”, a temu wszystkiemu towarzyszy myśl „muszę się odwdzięczyć”. Pytanie dlaczego? Przecież nie daje się prezentu po to, żeby ktoś nam też coś dał! Obdarowujemy innych, bo na przykład chcemy im powiedzieć w ten sposób, że pamiętamy, bo chcemy sprawić im przyjemność czy po prostu dać spontanicznie, bez namysłu, idąc za bezinteresownym impulsem. Nie oczekujemy nic w zamian! Ludzie mający problem z przyjmowaniem prezentów, biorą je, ale od razu myślą, jak się z tego rozliczyć. Wspomniana wyżej D. Golec mówi tak: „We wdzięczności jest trudne to, że ona jest pewnego rodzaju długiem. I niektórzy nie są w stanie tego znieść. Jak coś dostaną i zaraz oddadzą to przynajmniej mają poczucie, że są kwita. W przeciwnym razie ich zależności się pogłębią i bardzo im z tym niewygodnie”. Niektórzy bez terapii, nie będą w stanie wejść „po prostu” na poziom „wdzięczności”… Mówi się nawet, że wdzięczność to jest takie uczucie, które osłabia. Ludzie, którzy są dojrzali emocjonalnie przyjmują i radzą sobie z tym, że w relacjach nie zawsze trzeba być kwita. Tutaj nie działa zasada „jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie”. Bo w życiu bywa różnie, a prowadzenie kalkulacji i próbowanie wywiązywania się z tego typu długów wdzięczności nie ma sensu. Takie myślenie wymaga poukładania wielu kwestii w sobie. Chociażby pogodzenia się z tym, że nie zawsze, wszystko będzie po równo. Że są obszary naszego życia, gdzie mamy braki, czy to materialne czy duchowe albo psychologiczne. Do nich może przyjść drugi człowiek, z otwartym, dobrym sercem i po prostu nam dać to, czego brakuje. I tu należy dodać, że trzeba robić tak, żeby nad sobą pracować i nie rekompensować swoich braków czy niezaspokojonych potrzeb innymi. Tak nie robimy! Ale kiedy zdarzają się momenty obdarowywania przez innych tym, co mogą nam dać tak po prostu bezinteresownie, od serca, dobrze, gdy umiemy je przyjąć z wdzięcznością! Sztuką jest bowiem nie tylko dawanie, ale i dostawanie bez poczucia presji, że muszę się zrewanżować…

Brać czy dawać?

Pewnie już wiecie, co powiem, bo najsłynniejsza odpowiedź psychologów brzmi: „to zależy” 😛 Tutaj też się sprawdza! Jeżeli czujemy, że chcemy komuś podarować prezent, to po prostu to zróbmy! Może jeszcze i na te Święta uda się stworzyć coś od siebie, bardziej osobistego? Jeśli czujesz taką potrzebę i możesz, to po prostu to zrób! Jeżeli wolisz, kupić prezent spróbj zadbać o jakiś osbisty element, kóry pokaze też ten element bycia w relacji z osobą, której to dasz. Ale kiedy to Ty dostajesz prezent, skoncentruj się na tym momencie, jakże pięknym i cennym! Otwórz go, doceń i po prostu bądź wdzięczna!

Udanych prezentowych chwil w te Święta ❤

Młodzieńczy bunt czy depresja – co może świadczyć o tym, że nastolatek potrzebuje pomocy?

Chwiejność nastroju, wybuchy złości, obrażanie się na cały świat (szczególnie rodziców), płacz a chwilę po nim euforia, próby zaznaczenia swojej odrębności i budowanie własnej niezależności – często poprzez zachowania buntownicze… Doskonale zna to większość rodziców nastolatków, a niemal każdy dorosły jest sobie w stanie przypomnieć to z własnego doświadczenia. I faktycznie, wszystko to może (a nawet powinno) być elementem prawidłowego procesu dojrzewania, tyle tylko, że utrzymane w pewnych granicach, które czasami trudno określić i zauważyć. Dlatego jest w tym jednak pewien haczyk, z powodu którego powstał ten tekst. Czytaj dalej „Młodzieńczy bunt czy depresja – co może świadczyć o tym, że nastolatek potrzebuje pomocy?”

Schizofrenia nie równa się agresja

Po ostatnich dramatycznych wydarzeniach w Gdańsku, w mediach na nowo rozgorzała dyskusja o chorobowych (tj. psychiatrycznych) źródłach agresji. Po ataku nożownika na Prezydenta Adamowicza pojawiło się wiele komentarzy głównie z ust polityków, ale nie tylko, zwykłych ludzi również – sugerujących, że osób chorych psychicznie należy się bać. Bo wariat, świr, psychol…

Wszystko to wzbudziło mój sprzeciw, bo takie generalizowanie może bardzo skrzywdzić wiele osób dotkniętych tym zaburzeniem i jeszcze bardziej odizolować je od świata, co w ich i tak już bardzo trudnej sytucji, może mieć dramatyczne konsekwencje. Dlatego dziś krótko o tym, czy faktycznie chorzy na schizofrenię stanowią dla nasszczęśliwie zdrowych – takie zagrożenie.

Kilka słów o chorobie

Przede wszystkim – choć wiele osób ma takie skojarzenia – schizofrenia wcale nie polega na posiadaniu wielu osobowości, ale charakteryzuje się nieadekwatnym i niespójnym postrzeganiem, przeżywaniem, odbiorem oraz oceną rzeczywistości. Osoby w epizodzie choroby mają znacznie upośledzoną umiejętność krytycznej, realistycznej oceny – zarówno własnej osoby, jak i otoczenia oraz relacji z innymi. Schizofrenia dotyka niecały 1% populacji i najczęściej ma swój początek we wczesnej dorosłości lub w wieku dojrzewania. Typów schorzenia jest kilka, jednak najczęstszą jest jej postać paranoidalna. I choć w ludziach już sama jej nazwa wzbudza ogromny lęk, to właśnie ta postać jest najbardziej podatna na leczenie.

Przebieg jest bardzo zróżnicowany, dlatego też u każdego może wyglądać nieco inaczej. Czytaj dalej „Schizofrenia nie równa się agresja”

Chcesz schudnąć? Zacznij od głowy!

Jedno z najczęstszych noworocznych postanowień dotyczy przejścia na dietę. Dlatego uznałam, że to najlepszy czas, by podzielić się z Wami swoją wiedzą i doświadczeniem z zakresu psychodietetyki. Nie jest to moja specjalizacja, jednak – jak sami zaraz się przekonacie – nie o samo jedzenie tutaj chodzi…

Fundamentem (mojej i nie tylko) pracy z pacjentem odchudzającym się są oddziaływania psychologiczne, które mają ogromny wpływ na powodzenie przedsięwzięcia, jakim jest zrzucanie zbędnych kilogramów.

Dlatego wszyscy, którzy właśnie podjęliście to trudne wyzwanie (lub właśnie zamierzacie to uczynić) – przeczytajcie! Postaram się bowiem przybliżyć Wam, jakie mechanizmy leżą u źródeł dietetycznych katastrof oraz jak skutecznie wytrwać w swoich postanowieniach. Czytaj dalej „Chcesz schudnąć? Zacznij od głowy!”