Mamo, tato skąd się biorą dzieci?! Czyli trudne pytania i proste odpowiedzi na pytania dotyczące seksualności najmłodszych.

 Idąc za zasadą świeżości (mówiącą o tym, że najbardziej zapamiętujemy to, co na początku) zacznę od najważniejszej kwestii: każdy z nas rodzi się istotą seksualną i pozostaje nią do śmierci! Nie ma od tego ucieczki, co często zaskoczeni rodzice zauważają wtedy, gdy ich ledwo odrosłe od ziemi pociechy zaczynają zadawać krępujące dorosłych pytania.

Dlatego dziś zajmiemy się najmłodszymi, czyli seksualnością dzieci do 6 roku życia (w fazie wczesnego dzieciństwa do 4 roku życia i dzieciństwa do wspomnianego 6 roku życia), a przede wszystkim odpowiedziami na nurtujące najmłodszych pytania.

Dzieciaki pytają „A co to? A dlaczego? A po co?”

Maluchy pytają o rzeczy, których nie znają lub mają niewielkie pojęcie (czyli prawie o wszystko 😉 ). Bywa też, że chcą zweryfikować swoją wiedzę z tym, co powie dorosły. W swojej ciekawości i spontaniczności są wzorem do naśladowania! Myślę sobie (to taka dygresja, która właśnie mi wpadła do głowy), że kreatywność i fajne pomysły zaczynają się właśnie wtedy, gdy dopuszczam do głosu swoje wewnętrzne Dziecko. Owszem nie zawsze jest na to czas i miejsce, zdarza się, że mówię „hola, hola poczekaj”, ale jeśli tylko mam przestrzeń, to ogarnia mnie „dziecięce wariactwo”, z którego często wynika wiele pozytywów.

Ale wracając do Dzieci!

Zalewanie pytaniami, na które niełatwo odpowiedzieć to jest to, co dzieci lubią najbardziej. Pamiętam, jak jeden chłopiec w Poradni zapytał „proszę Pani, a czemu rak chodzi do tyłu?”. I mówiąc szczerze, nie miałam bladego pojęcia dlaczego. Jakoś wybrnęłam szukając informacji w Internecie. Kolejne to pytanie dziewczynki „jadę do zakopanego miasta, a czemu ono jest zakopane?” Yyy… no w sumie nie wiem czemu! Tego typu pytania jednak, choć bywają dla dorosłych „zagwozdką”, najczęściej wywołują u nas zaskoczenie i uśmiech na twarzy.

Jednak kiedy dziecko zaczyna szukać informacji o swojej i innych seksualności zdarza się, że na rodziców pada blady strach …

Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo mogę namnożyć przykładów z gabinetu, kiedy to rodzice wpadali w panikę, bo ich maleństwo, noworodek wkładał ręce w pampersa i się cieszył, albo gdy nie wiedzieli, co robić, kiedy 5 latek pyta „skąd się wziąłem?”. Na jednym z prowadzonych przeze mnie szkoleń z zakresu podstaw seksuologii przygotowałam listę pytań dzieciaków i propozycje odpowiedzi, których mogliby udzielić rodzice. Pomyślałam, że to doskonała okazja, by było się z Wami tym podzielić i nieco bardziej szczegółowo je omówić.

Wczesne dzieciństwo

Już od samego początku maluch ma płeć, określone narządy płciowe i rozwojowe zachowania, które podejmuje, żeby eksplorować świat. Tę fazę określa się jako tzw. „matczyną”. Dziecko spędza najwięcej czasu przy mamie, ssie pierś, co daje mu poczucie ukojenia i bezpieczeństwa. Matka dzięki swoim pozytywnym reakcjom na karmienie daje informacje dziecku, że cieszy się z doświadczanej bliskości, a dziecko odczuwając to, jak matka reaguje tworzy sobie matryce na przyszłość – kontakt cielesny niesie dużo radości i przyjemności. Tutaj pojawia się pytanie: „a co, jeśli ja nie karmię piersią?” I na to jest rada, bo przecież nierzadko zdarza się, że okoliczności zmuszają do szybkiego odstawienia pokarmu matczynego i zastąpienia go butelką ze smoczkiem. Wtedy ważna jest bliskość matki, kontakt cielesny, przytulanie.

W tej fazie na pewno bardzo, ale to bardzo ważny moment, to słynny „trening czystości”. Co do trenowania, pytania pojawiają się już na starcie: „jak to zrobić, żeby dziecko sikało i robiło kupę do nocnika, a później toalety?” Doprecyzuję, że czas na ostateczne odpieluchowanie jest elastyczny (powinno to się zadziać między 24 a 32 miesiącem) i każde dziecko przechodzi to indywidualnie. Warto wybrać dobry, spokojny moment, np. wakacje, a w następnej kolejności zacząć oswajać dziecko  z nocnikiem. Dla malucha jest to gigantyczne wyzwanie i należy podejść do niego z wielką dozą wyrozumiałości, a zarazem konsekwencji połączonej ze spokojem. U dziecka kształtują się nowe umiejętności tj. musi zauważyć, że mu „się chce”, skojarzyć, co to znaczy, powstrzymać się na moment i dać znak, że „już czas i właśnie teraz potrzebny mi nocnik”. Warto, żeby rodzic analizował zachowanie dziecka przed załatwieniem potrzeby np. kuca, podchodzi do rodzica i robi minę itd., co ułatwi wcześniejszą reakcję. Należy zapamiętać, żeby nie robić nic na siłę! Żeby dziecko nie kojarzyło tego z negatywnymi emocjami i reakcjami rodziców. Poza tym, jak każdemu i we wszystkim zdarzają się dziecku gorsze dni i tzw. wpadki, czyli kupa do pieluchy lub w majtki… Wtedy należy zaopiekować się dzieckiem, dać informacje, że tak się zdarza i ewentualnie wspólnie zastanowić się (tzn. głownie rodzic po tym, co dziecko powie), jak temu zaradzić.

A! O mało bym nie zapomniała, omawiając kwestie istotne w tej fazie rozwoju! Tak – dzieci wkładają rączki do pieluchy i dotykają siebie, sprawdzając, co tam mają. Dotyk sprawia im przyjemność w znaczeniu poznawczym – mówiąc na skróty to dziecko myśli i reaguje w ten sposób: „wow, fajnie! dotykam siebie, poznaję swoje ciało”. Najgorsze, co można zrobić dziecku to wyjmować te rączki i siać niepokój „co to moje dziecko robi, w takim wieku masturbacja?!”. Konsekwencją niewiedzy i takich oto nerwowych reakcji rodzica może być uwarunkowanie zachowania dziecka, które w sytuacji braku odpowiedniej uwagi ze strony rodzica dziecko będzie wkładało ręce w majtki, pieluchę. I dopiero wtedy z braku problemu może wyniknąć problem…

 Dzieciństwo

Dziecko identyfikuje się z rodzicem tej samej płci, dużo obserwuje i jest bardzo ciekawe świata. Zaczyna też podkreślać swoją odrębność, np. chłopak chce bluzę z samochodem, a dziewczynka różowe spinki do włosów. Pojawiają się pierwsze głębsze relacje z rówieśnikami, zabawy w szkole i na dworze. W tym okresie erotyzm u dziecka przybiera różne formy. Pierwsza z nich jest określana jako ekshibicjonizm dziecięcy. Wygląda to najprościej rzecz ujmując tak, że dziecko staje i z ogromnym zaciekawieniem ogląda swoje genitalia. Tutaj pojawia się pytanie od rodzica: „jak mam na to reagować?”. Najlepiej nie reagować. Przyjąć do wiadomości, że to jest normalny etap rozwoju psychoseksualnego i że mam zdrowe dziecko. Kolejna to poznawanie ciała płci przeciwnej, która polega na tym, że maluchy kombinują na wszelkie możliwe sposoby, żeby porównać, co pod majtkami ma dziewczynka, a co chłopczyk. Prowokują też sytuacje, w których mogą zajrzeć np. do łazienki, kiedy rodzice biorą kąpiel, albo cichaczem zaglądają do przebieralni w sklepach odzieżowych. A co robić, jak dziecko podgląda rodziców? I znowu odpowiedź nie zaskoczy! Zachować się naturalnie i znowu ze spokojem przyjąć, że taka to kolej rozwoju, a dziecko to istota seksualna (chociaż taka malutka) i przede wszystkim ciekawa świata, a więc i ludzkiego ciała. Trzecią formą są zabawy erotyczne. To jest super sprawa, bo dzieciaki w swoim gronie zaspakajają własną poznawczą ciekawość dotyczącą różnić w budowie narządów płciowych kobiet i mężczyzn. Bawią się w lekarza, dom, dokonują transakcji „ja pokażę, co mam pod majtkami, jak ty mi też pokażesz”. Tutaj jest ryzyko, że rodzic wejdzie akurat w czasie takiej zabawy… i co robić?! Kluczowe jest niewpędzenie dzieci w poczucie winy i wstydu! Można np. przerzucić uwagę albo podjąć merytoryczną, adekwatną do możliwości rozwojowych dziecka rozmowę o różnicach między dziewczynami i chłopakami w budowie genitaliów.

W tym czasie dzieci się też w sobie zakochują. I to jest czwarta forma erotyzmu dziecięcego – miłość. Przypominacie sobie może też i swoje pierwsze motyle w brzuchu? Kiedy to w przedszkolu siadaliście obok siebie, albo jak w geście miłości dawaliście sobie np. bułkę na śniadanie? Ja pamiętam!!! Ważne, żeby dziecku dać przestrzeń do mówienia o tym i dzielenia się swoimi przeżyciami. Te miłości maluchów są urocze, a czasami i zabawne, ale należy pamiętać, że dla dziecka to bardzo ważne odkrycie i ogrom emocji! Naprawdę zachęcam do traktowania ich poważnie (nie śmiać się) i z szacunkiem (nie lekceważyć, bo to dziecko), empatią.

Ostatnia forma to masturbacja wczesnodziecięca. Pozostawiona na koniec, ale to właśnie jej dotyczy najwięcej pytań od rodziców. W ramach edukacji podkreślę, że masturbacja wczesnodziecięca może mieć różny charakter. Taka, która po prostu jest i należy do normalności to masturbacja rozwojowa. U jej podłoża leży zasada przyjemności z samej stymulacji obszarów erogennych. Ta aktywność przynosi przyjemność sama w sobie, co powoduje, że dziecko ją powtarza w ten sam sposób i stara się to robić w tajemnicy. Z czasem samoistnie przemija. Masturbacja eksperymentalna, jak sama nazwa wskazuje prowadzi do różnego rodzaju eksperymentów, które mogą prowadzić nawet do uszkodzenia ciała (np. wkładanie patyka do majtek, gumki do pochwy). Podstawą tego typu zachowań jest ciekawość poznawcza właściwości fizycznych narządów płciowych (na co oczywiście dziecko nie jest gotowe), a efektem ubocznym przeżycie pozytywnych doznań w związku ze stymulacją określonych okolic swojego ciała w tym genitaliów. Kiedy dziecko robi sobie krzywdę należy zareagować. Dać informacje zwrotną na temat szkodliwości tych zachowań i więcej czasu oraz uwagi poświęcać dziecku. Ostatni rodzaj to masturbacja instrumentalna. Ze względu na jej charakter, trzeba to powiedzieć wyraźnie: wymaga ona interwencji i terapii! Kluczowe w niej jest to, że poprzez zachowanie masturbacyjne dziecko realizuje inne potrzeby niż uzyskanie fizycznej przyjemności. Tą drogą próbuje bowiem zaspokoić potrzebę np. bliskości, bezpieczeństwa czy miłości. A tego typu zachowanie przynosi ulgę i redukcję napięcia emocjonalnego. Przypiera postać nałogu i szczególnie się nasila w sytuacji trudnej dla dziecka. Pojawia się np. gdy rodzi się koleje dziecko a uwaga matki jest skoncentrowana na noworodku i „zdetronizowany” maluch czuje się porzucony, osamotniony, niekochany. Dziecko np. siada na brzegu stołu i wykonuje ruchy uciskowe, albo wkłada ręce pomiędzy uda i napina mięśnie. Kiedy już doszło do tego typu masturbacji, należy udać się do psychoterapeuty i dotrzeć do źródła napięć dziecka. Wcześniej jednak należy rozpoznać, że z tego rodzaju masturbacją mamy właśnie do czynienia. A jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości w tej materii, warto skonsultować się ze specjalistą. Dla spokoju dziecka i własnego 🙂

Tysiąc pytań i jedna odpowiedź… 😉

Zasad, którymi warto się kierować przy odpowiadaniu na pytania dziecka jest trzy i wcale nie są tak skomplikowane jak mogłoby się to wydawać. Po pierwsze, mów na tyle prosto, by maluch zrozumiał, co do niego mówisz. Po drugie, na tyle zgodnie z prawdą, by nie musiało się później oduczać tego, czego nauczyło się dziś (i żeby dzieci nie wyśmiały go w przedszkolu) i odpowiadaj w sposób na tyle pozbawiony emocji, by nie koncentrowało nadmiernej uwagi na uzyskanej informacji. A po trzecie i najważniejsze! Mów w taki sposób, żeby w przyszłości dziecko poprosiło Cię o dalsze informacje, gdy tylko będzie ich potrzebować.

Zatem, czy już wiesz, co powiesz 5 – 6 letniemu dziecku, gdy zapyta „skąd się biorą dzieci?”. Mam nadzieję, że tak, ale na wszelki napiszę i swoją propozycję. Zachęcam do korzystania z książek, schematów oraz zadawania pytań i weryfikowania, co Wasz maluch już wie. Często się okazuje, że jest świetnie wyedukowany, tylko należy mu tę wiedzę poukładać i prawidłowo nazwać tj. penisa penisem, a nie sikawką, a pochwę i wargi sromowe właśnie tak, a nie jakimś pierogiem. Skoro już to wie i wie na dodatek, że istnieje komórka jajowa i plemnik (choć taka wiedza to raczej już na nieco późniejszym etapie rozwoju. Ale ponieważ dzieciaki to sprytne bestie, to wierzcie mi, że i kilkulatki potrafią dorosłych „zagiąć” taką wiedzą) to najlepiej na schemacie pokazać, że mężczyzna wkłada penisa do pochwy, łączą się komórki i dochodzi do zapłodnienia. Później ten zarodek rośnie aż wyrasta z niego malutki człowiek – dzidziuś, który gdy przychodzi czas, wychodzi na świat tędy, skąd przyszedł.

Najbardziej to zachęcam Was do rozmów z dzieckiem i dopasowania takiego przekazu, który wiecie, że dziecko będzie gotowe przyjąć (na przykład 3-latkowi zazwyczaj wystarcza odpowiedź, że dzieci biorą się z miłości rodziców, którzy bardzo chcą mieć dzidziusia). Zarazem odradzam posługiwania się opowiastkami o kapuście czy bocianach, bo jest niemal pewne, że takie dziecko w przedszkolu będzie obiektem żartów i kpin, a dźwiganie takiego ciężaru przez malucha nie jest łatwe i potrafi zostawić ślad na długo!

T jak trudny temat „TRANS”…

W mediach znów ostatnio bardzo głośna jest dyskusja o tzw. „ideologii LGBT”. Dlatego postanowiłam, że w związku z licznymi błędami merytorycznymi, które pojawiają się przy okazji podejmowania tego tematu przez media i wiele wypowiadających się w nich osób, istnieje potrzeba, by pewne pojęcia klarownie wytłumaczyć. Nie ma bowiem nic gorszego niż wyrabianie sobie opinii na dany temat bez wcześniejszej weryfikacji i zdobycia przynajmniej podstawowej wiedzy dotyczącej pojęć, o których się mówi. Tymczasem niestety mam wrażenie, że w przestrzeni publicznej dominuje postawa „nie znam się, ale się wypowiem”. Przyprawia mnie to o dreszcze, bo jestem przekonana, że najwięcej podziałów i napięć dotyczących odmiennych poglądów spowodowana jest właśnie niewiedzą oraz myleniem opinii z faktami i naukową wiedzą…

Dlatego w tym niedługim wpisie chciałabym wyjaśnić podstawowe różnice pomiędzy pojęciami, które sprawiają chyba najwięcej problemów i budzą najwieksze wątpliwości osób, których temat nie dotyczy osobiście lub zawodowo. Zatem, jaka jest różnica między transseksualistą a transwestytą? Otóż mniej więcej taka jak między słowami „przynajnniej” i „bynajmniej”. Słowa brzmią podobnie, ale problemy, z jakimi zmagają się takie osoby dotyczą innych sfer i mają zupełnie inne natężenie. Problemów nastręcza również nazewnictwo medyczne, które dodatkowo komplikuje sytuację, bowiem dwa odmienne zjawiska nazywa w bardzo podobny sposób – chodzi o transwestytyzm o typie podwójnej roli oraz transwestytyzm fetyszystyczny.

Zatem podsumowując – omawianych w tym tekście zjawisk z przedrostkiem „trans” jest łącznie trzy:

  • transseksualizm,
  • transwestytyzm o typie podwójnej roli oraz
  • transwestytyzm fetyszystyczny.

Czytaj dalej „T jak trudny temat „TRANS”…”