Co to jest seksoholizm?

W końcu wracam do pisania dla Was tekstów po miesiącu przerwy! Robię to z ogromną radością, chociaż temat, który dziś podejmę do przyjemnych nie należy… Seksoholizm! Niektórym kojarzy się m.in. z „facetem a la macho”, „kobietą lekkich obyczajów”, „życiem na Freestyle”, „fajnymi przygodami” … I owszem problemu nie trzeba szukać tam, gdzie go nie ma, czyli np. kiedy mężczyzna nie jest w związku, poznaje kobiety i dwie strony godzą na taki układ to pozostaje się tylko cieszyć! Natomiast dramat zaczyna się w momencie, gdy jedna ze stron będąca w związku, szuka innych partnerów do realizacji swojej potrzeby seksualnej. Krótko mówiąc, kiedy zaczyna jedno drugiego zdradzać! Z doświadczenia w pracy, w gabinecie mogę powiedzieć, że najczęściej przychodzą kobiety, które płaczą, proszą o pomoc, zapisują swoich mężów, albo mężczyźni, którym zostało postawione ultimatum „leczysz się, albo rozwód”. I chociaż kryteriów diagnostycznych wg ICD – 10 nie ma przypisanych do seksoholizmu, a w świecie nauki są prowadzone jeszcze debaty, gdzie jest mu bliżej, czy do zaburzeń obsesyjno – kompulsywnych, a może do uzależnień, to moim zdaniem do tych drugich.

Czy seksoholizm to nałóg?

Tak jak już zaczęłam pisać, że najbliższa mi jest teoria, która traktuje seksoholizm, jak uzależnienie behawioralne. Przejawia się ono silną potrzebą, wewnętrznym przymusem dokonywania zachowań, czynności o charakterze erotycznym bądź seksualnym, czynnikiem współwystępującym jest przymus myślenia o nich. I tutaj jest pułapka myślenia. Kiedy osoba nie doprowadza do realizacji tych swoich potrzeb, myśli stają się coraz bardziej natrętne, a towarzyszące im emocje tj. złość, rozdrażnienie pchają do realizacji tych potrzeb, pomimo wcześniejszych obietnic. Uzależnienie wiąże się też z częstymi zdradami partnera, który robi to mimo szkodliwych następstw. Z jednej strony zapewnia o miłości, obiecuje poprawę, a z drugiej znowu pisze, umawia się i uprawia seks… Najczęściej samodzielne próby, czy to kontrolowania, czy zaniechania tego rodzaju zachowań, kończą się fiaskiem. Miejsce centralne zajmuje seks, który daje chwilowe rozładowanie napięcia, ulgę i wytchnienie, a z czasem przynosi ból i cierpienie samemu uzależnionemu, jak i najbliższym… Pamiętam pacjentów, którzy przychodzili, twierdzili, że sami dadzą radę, a później wracali i odważyli się na zmianę, ale też i takich, co od razu wzięli się do roboty i działania. U jednych i drugich kluczowa była chęć pracy nad sobą! Życie w tzw. abstynencji od rozładowywania napięcia za pomocą seksu jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Dopóki osoba nie uświadomi sobie, dlaczego tak funkcjonuje to trudno w ogóle mówić o zdrowieniu! Do poszerzania wglądu niezbędna jest psychoterapia. Dlatego zawsze powtarzam kobietom, które przychodzą zapłakane i proszą o pomoc, że nie można nic zrobić dopóki partner sam nie zechce tu przyjść i pracować nad sobą. Poczucie bezradności i braku wpływu na swojego ukochanego często jest dla nich bardzo trudne. Pojawiają się przeróżne emocje od smutku, lęku, złości do nadziei i radości. To, co mogę wtedy zrobić to udzielić wsparcia, zachęcać do podjęcia terapii i przepracowania tego problemu.

A po czym poznać seksoholizm?

Troszkę napisałam wyżej odnosząc się do objawów uzależnienia. Natomiast warto tutaj wspomnieć o kryteriach, które stworzył Patrick Carnes. Moim zdaniem są one bardzo pomocne w diagnostyce, przy zbieraniu wywiadu oraz w terapii, kiedy pacjent sam mierzy się z tym, jak tak naprawdę funkcjonuje.

Kryteria seksoholizmu  proponowane przez Patrica Carnesa:

  1. Powtarzające się próby kontrolowania oraz ograniczania pewnych zachowań seksualnych
  2. Dłuższe i dalej idące zachowania niż planowane
  3. Chroniczne zmaganie się, nieudane próby zaprzestania, zmniejszenia oraz kontrolowania zachowań seksualnych
  4. Spędzanie ogromnej ilości czasu związanego z: poszukiwaniem seksualnych sytuacji, oddawaniu się seksualnym eskapadom oraz leczeniu moralnego kaca
  5. Częste myślenie, planowanie, fantazjowanie dotyczące seksualnych doświadczeń
  6. Zaprzestawanie ważnych obowiązków rodzinnych, zawodowych i towarzyskich na korzyść przyjemności seksualnych
  7. Kontynuowanie zachowań seksualnych pomimo oczywistych strat, trwałych i powtarzających się problemów
  8. Uczucie wzrastającego nienasycenia, potrzeba poddawania się kolejnym, bardziej ryzykownym i niebezpiecznym, bardziej intensywnym zachowaniom seksualnym w celu osiągnięcia tego samego poziomu euforii i zadowolenia seksualnego.
  9. Ograniczanie lub zaprzestawanie towarzyskich, zawodowych oraz innych przyjemnych/rozrywkowych zachowań – aby wygospodarować więcej czasu na zachowania seksualne
  10. Doświadczanie nieprzyjemnych emocjonalnych stanów (np.: niepokój, poddenerwowanie) gdy nie jest możliwe zrealizowanie kompulsywnego zachowania.

Kryteria jasno wskazują, że seksoholizm nie działa na zasadzie chcenia czy niechcenia. U jego podstaw leżą określone mechanizmy, nad którymi trzeba pracować psychoterapeutycznie, żeby wprowadzić zmianę! Dlatego teksty żony: „jak Ty możesz mi to robić, proszę obiecaj mi, że to ostatni raz”, absolutnie nic nie wnoszą, ponieważ nie wpływają na sam mechanizm problemu. Kiedy pojawia się napięcie emocjonalne oraz silny przymus rozładowania wszystkich emocji poprzez seks to niestety teksty nawet najbardziej i racjonalne, i emocjonalne wypowiadane przez ukochaną osobę schodzą na drugi plan. Często kobiety pytają: „jak on może tak robić, a później mówić, że kocha?”. Podobnie jak z innym uzależnieniem. Obietnice swoją drogą, a nałogowe regulowanie emocji swoją… Jeżeli ktoś nie potrafi poradzić sobie z emocjami w zdrowy sposób to jedynym wyjściem jest poznanie tego schematu funkcjonowania i wprowadzanie zmian. Dobrze jest zacząć od poobserwowania, czy jeżeli mam dużo obowiązków, stresu to zauważam zwiększoną chęć rozładowania tego napięcia poprzez seks/ masturbację? Jeżeli tak to, co mogę zrobić, żeby poradzić sobie z nagromadzonymi emocjami inaczej? I choć wydaje się to dość proste, to zmiana schematów już sama w sobie taka nie jest! Osoba dotknięta tym problemem cierpi w samotności. Zalewają ją emocje tj. poczucie winy, wstyd,  a te na zasadzie „błędnego koła” nakręcają poszukiwania opcji do ich rozładowania poprzez seks czy masturbacji. Seksoholizm niszczy zarówno relacje, jak i każdego z osobna, którego dotyczy… Ale, żeby było prawdziwe i optymistycznie to podkreślam (razy dwa!) seksoholizm się leczy!

A na koniec!

Temat poruszyłam dość ogólnie i zachęcam do szczegółowych pytań w komentarzach i wiadomościach prywatnych J Na zakończenie chciałam dodać, że czym innym jest zdrada, a czym innym seksoholizm. Bardzo często seksoholicy, którzy wchodzą w relacje partnerskie zdradzają, ale (!) nie każdy, kto zdradza jest seksoholikiem!

Dla tych, którzy chcą więcej poczytać o temacie zdrady:

Czy zdrady można uniknąć?

Kto ma problem z wiernością?

„I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską…” Czy zdrady można uniknąć?

Z dotrzymaniem przysięgi składanej wybrance lub wybrankowi życia niestety coraz więcej z nas ma spory problem i to w zasadzie w każdym jej aspekcie. I choć związek bez miłości, wierności i uczciwości trwać może nadal (ba! Sądzę, że większość związków ma pewne istotne braki w tych obszarach), to jednak coraz częściej decydujemy się na zakończenie relacji, która nas nie satysfakcjonuje – z różnych powodów. I mimo, że tak naprawdę zdrada jest przeważnie wynikiem a nie przyczyną małżeńskich problemów, to jednak wciąż ogromna cześć osób decydujących się na rozwód czy rozstanie właśnie niewierność wskazuje jako główny powód zakończenia związku. 

Jeśli więc wyłączność jest dla nas tak istotnym elementem relacji, to co może pomóc nam wytrwać (swoją drogą już samo to słowo wskazuje na trud tego zadania 😉 przez lata w uczciwym, lojalnym i dość udanym związku? Czy jest coś, co robimy źle, zwiększając prawdopodobieństwo dopuszczenia się zdrady? 

Jednoznacznych recept i odpowiedzi brak, ale kilka tropów mimo wszystko warto podjąć.

A na początku był… BRAK 

Poza związkiem zaczynamy rozglądać się (mniej lub bardziej świadomie) wtedy, gdy w relacji czegoś nam brakuje. Oczywiście mam tu na myśli w pełni subiektywne odczucia którejś (lub obu) stron – nie zawsze musi to oznaczać, że skoro czegoś nam w związku brakuje, to jest to „wina” partnera lub partnerki. Generalnie jednak podatność na zdradę zazwyczaj nierozerwalnie wiąże się z tym, że jakaś nasza potrzeba (emocjonalna, intelektualna, seksualna itd.) nie zostaje zaspokojona… „Bo on mi nie pomaga/nie docenia/ignoruje”, „bo ona ciągle jest zmęczona”, „bo nie mamy o czym pogadać – jego rajcuje tylko piłka nożna a ja poszłabym do teatru”, „bo ona musi codziennie pogadać z mamusią”, „bo ona by tylko ciągle w domu siedziała, zamiast gdzieś wyjść”.. itp., itd.

Mamy więc punkt zapalny. Iskra poszła. Pytanie jednak, co dalej z tym robimy. I tu ogromne znaczenie ma dojrzałość, empatia i komunikacyjne kompetencje partnerów – bo jeśli czegoś nam brakuje, ale nie potrafimy o tym szczerze powiedzieć, spokojnie porozmawiać i spróbować wzajemnie zrozumieć swoje argumenty, to kryzys mamy gotowy. Brak skutecznej komunikacji sprawia, że poczucie niezrozumienia i frustracja rosną. Coraz częściej się kłócimi, coraz mniej rozmawiamy. Nie wiadomo kiedy para zakochanych przeobraża się w przeciwników na ringu, którzy wzajemnie okładają się ciosami składającymi się z wyrzutów, fochów i wzajemnego żalu. Każdy okopuje się na swoich pozycjach i o otwartym, skoncentrowanym na porozumieniu dialogu nie ma nawet już co marzyć. Dlatego szukamy odskoczni albo alternatywy gdzieś na zewnątrz.

Bo w nowej relacji nie będzie monotnii codziennego życia, wyzwań i domowych obowiązków. Będą za to (przynajmniej przez chwilę) motyle w brzuchu, różowe okulary na oczach i ekscytacja.

Tych miłosnych uniesień i „haju” zakochania pragnie niemal każdy z nas. Dlatego wielu osobom (jednym częściej, niektórym tylko incydentalnie) tak trudno oprzeć się pokusie – romansu, jednorazowego skoku w bok czy małego, pozornie niewinnego flirtu.

Gwóźdź do trumny

Kryzysy zdarzają sie w każdym związku. Nie ma się co oszukiwać, że zawsze będzie idealnie. Po kilku latach wspólnego życia każdy z nas miewa czasem dość swojego partnera czy partnerki. Możemy być sobą zmęczeni, mogą wkurzać nas nasze wzajemne wady, możemy mieć do siebie pretensje o różne sprawy. W tym wszystkim jednak duże znaczenie ma „kaliber” spraw, co do których nie możemy się zgodzić i które nam przeszkadzają. Co innego, gdy źródłem nieporozumień są niepozbierane z podłogi gacie, a co innego, gdy siedząca w nas głęboko zazdrość (np. o osiągnięcia partnera, jego/jej relacje z rodziną pochodzenia) i siedzące za nią poczucie krzywdy i bycia gorszym. Czym innym będą kłótnie o to, że on znów wyskoczył na piwo z kolegami, a czym innym głębokie nieporozumienia dotyczące kwestii posiadania potomstwa i życiowych priorytetów. Krótko mówiąc, problem problemowi nie jest równy.

Jednak łączy je jedno – o wszystkim trzeba próbować rozmawiać, nie wstydzić się swoich uczuć, myśli i wątpliwości. Nawet i to nie daje gwarancji sukcesu, ale pewne jest, że jeśli nawet nie spróbujemy nawiązać nici porozumienia z partnerem, to rozkład związku mamy murowany. Jeśli zaś nie czujemy, że w drugiej osobie nie mamy sprzymierzeńca i przyjaciela, to trudno nam będzie się porozumieć. Dlatego brak przyjaźni między partnerami uznałabym za jednen z kluczowych czynników ryzyka.

Za bardzo ważną determinantę pchającą nas do zdrady uważam też nudę i monotonię. I żeby ktoś sobie nie pomyślał, że chcę Was przekonywać, że fajwerki mają być w związku przez cały czas. Osobiście mam przekonanie, że nie ma takiej opcji. Jednak pomiędzy „szałem ciał” i karuzelą emocji a totalną stagnacją i poczuciem beznadziejnej nudy jest dość sporo przestrzeni. Cała trudność polega na tym, by w obliczu codziennych życiowych obowiązków i wyzwań związanych z wychowaniem dzieci, utrzymaniem domu i wywiązaniem się z zawodowych zadań, umieć znaleźć wspólny mianownik i tak zorganizować rodzinne życie, by oboje partnerzy czuli, że wspólnie przeżywają coś fajnego, interesującego – coś co łączy ich w pozytywnych wrażeniach i doświadczeniach. Coś, o czym będą mogli rozmawiać, wspólnie wspominać, razem się z tego śmiać.

Mam wrażenie, że chyba wszystko co napisałam powyżej brzmi dość wymagająco i co za tym idzie, pesymistycznie. Ale to wcale nie tak do końca! Teoria o strzale Amora jest atrakcyjna, ale mocno naciągna, dlatego grunt, to przyjąć do wiadomości, że miłość (ta wieloletnia) wymaga nie tylko odpowieniego dobrania się partnerów (Nobel dla tego, który wyjaśni dokładnie, co to w zasadzie oznacza), ale też (a może przede wszystkim) dużej dojrzałości i świadomości, że nad związkiem trzeba stale pracować i się starać.

Co zatem powinniśmy zrobić, by zwiększyć swoje szanse na długoletnią i satysfakcjonującą relację „na wyłączność”?

Poniższa lista jest w sumie niedługa i pozornie oczywista – w praktyce jednak dość trudna do realizacji. Ale w końcu – kto, jak nie my? 😉 Próbować zawsze warto!

Moim zadaniem żelażne punkty na liście stabilnego i szczęśliwego związku to:

  1. wzajemny szacunek
  2. próby komunikacji w dwie strony – czyli mówimy, SŁUCHAMY i staramy się ZROZUMIEĆ
  3. wsparcie w istotnych kwestiach i trudnych sytuacjach, dzięki któremu czujemy, że w obliczu różnych życiowych katastrof, nie zostaniemy sami
  4. opiekuńczość w stosunku do partnera/partnerki (drobne gesty, myślenie o tym, czego by potrzebował, czego chciała)
  5. sprawianie małych przyjemności i robienie nawet bardzo drobnych, ale miłych niespodzianek, które daje poczucie, że wciąż jest się dla kogoś ważnym i że ten ktoś chce dla nas dobrze
  6. poszanowanie wzajemnej odrębności, własnej przestrzeni i zaufanie – że nawet jeśli partner/partnerka robi coś beze mnie, to ma do tego pełne prawo i z pewnością nie robi nic przeciw mnie, a raczej coś, co służy jego/jej rozwojowi i dobremu samopoczuciu

U podstaw tego wszystkiego leżeć musi jednak przekonanie, że związek nigdy nie jest idealny. To nie bajka. Fundamentem „dobrej miłości” są natomiast realistyczne oczekiwania wobec partnera i siebie samej/samego oraz poczucie, że nic nie jest nam dane na zawsze i aby utrzymać dobry związek, konieczny jest wysiłek i zaangażowanie. CODZIENNIE! 🙂

Jak wyjść z nieudanego związku?

Postanowiłam w końcu o tym napisać, bo temat w gabinecie wraca jak boomerang! Praktycznie nie ma miesiąca, żeby jakiś pacjent nie zgłosił się z tego typu problemem.

 Owszem, są osoby, które potrzebują długoterminowej psychoterapii, bo… I teraz uwaga: bo są współuzależnione, są ofiarami przemocy, mają zaburzenie osobowości zależnej. Ale dzisiaj nie o nich! Każde z tych 3 wymienionych pojęć wymaga szczegółowego omówienia, dlatego nie będę o tym pisać pobieżnie. Jeśli będzie Was to szczególnie interesowało, zachęcam do wstawienia komentarza pod postem, a na pewno wezmę to pod uwagę przy planowaniu kolejnego tematu artykułu. Czytaj dalej „Jak wyjść z nieudanego związku?”

Jak zaradzić kryzysowi w związku?

Mam nadzieję, że pamiętacie, jak tydzień temu pisałam o trzech schematach konfliktów w parze, które wymieniają badacze. Tych, którzy jeszcze nie czytali – gorąco zachęcam do lektury, bo będzie temu będziecie mogli ze zrozumieniem przeczytać i wykonać zadania oraz zastosować wskazówki, którymi podzielę się z Wami dzisiaj. Tutaj umieszczam link do zeszłotygodniowego tekstu: https://psycholifestyle.blog/2019/10/03/772/

Pewnie już zastanawialiście się, jaki schemat zachowania partnerów dominuje podczas kłótni i konfliktu w Waszej relacji. Żeby teraz to usystematyzować, zachęcam do następującego zadania:

Uzupełnij poniższy schemat razem ze swoim partnerem. Opiszcie te sytuacje w następujący sposób: co robisz, kiedy się kłócicie (krzyczysz, obwiniasz, milczysz, itd.). Druga strona tak samo. Później niech każdy z Was zapisze, co w zachowaniu partnera wyzwala wasze emocje i zachowanie np. gdy ja krzyczę, to on wychodzi z pokoju (milczy, unika). Podzielcie się ze sobą tym, co czujecie podczas kłótni, opowiedzcie o tym jasno partnerowi/partnerce. Czytaj dalej „Jak zaradzić kryzysowi w związku?”

Utartą ścieżką wprost do kryzysu, czyli kilka słów o schematach zachowania par w konflikcie

We wczesnych etapach związku większość z Was miało poczucie wzajemnej atrakcyjności, zrozumienia i bliskości. Jednak im dalej w las… Przychodzą kolejne wspólne doświadczenia, konieczność podejmowania decyzji, wreszcie problemy, które przynosi życie… Z czasem takich ciężkich „cegiełek” przybywa mur niezrozumienia, żalu i wzajemnych pretensji rośnie, nawet nie wiadomo kiedy… Pary mówią wtedy o zmieszaniu, zawodzie oraz zniechęceniu.

Jeżeli jesteś w związku, w którym ewidentnie trwacie w jakimś konflikcie, wasze stosunki są napięte i chcecie to zmienić, warto przyjrzeć się schematowi, który obniża jakość waszej relacji. Eksperci od związków opisali 3 wzorce, które ujawniają się u par w kryzysie: „Protest-ucieczka, by pozostać razem”, „Mów głośno, by cię usłyszano” oraz „Unikanie konfliktu za wszelką cenę”. W tych schematach widać, jak każde z was reaguje, kiedy czuje się zagrożone w relacji. Bo czy bycie blisko i jednoczesne dbanie o własną odrębność jest takie proste? A no niestety nie… Bo jak to w życiu – najtrudniej jest znaleźć „złoty środek”. Czytaj dalej „Utartą ścieżką wprost do kryzysu, czyli kilka słów o schematach zachowania par w konflikcie”

Blisko, bliżej… uważaj! Czyli dlatego intymność może zabić dobry seks?

Nie tylko intuicja, ale i naukowe dowody podpowiadają nam, że miłość w swojej kompletnej postaci składa się z intymności i zaangażowania oraz namiętności. W modelowym związku wszystkie te elementy przenikają się wzajemnie. I jeśli już taki związek się zdarza, to jest on raczej wynikiem dojrzałej pracy nad relacją, a nie efektem celnego strzału Amora.

Niestety, „real life is brutal” i przeważnie pierwotną namiętność oraz ognisty seks dość szybko wypiera bliskość (która generalnie jest super i bardzo dobrze nam w życiu robi, może jednak niekiedy stać się małą pułapką) oraz zaangażowanie (też niezbędne w trwałym związku, jednak samo w sobie niewystarczające do szczęścia). Brzmi mało optymistycznie, prawda? Jest jednak światełko w tunelu. Trzeba po prostu odrobinę wysiłku. Przyda się też refleksja nad samym/samą sobą i własnym zachowaniem wobec i w obecności drugiej połówki 😉 Czytaj dalej „Blisko, bliżej… uważaj! Czyli dlatego intymność może zabić dobry seks?”