TOP 5 nieskutecznej komunikacji z dzieckiem

Moje mądrzejsze z każdym dniem dziecko zaskakuje mnie co chwila swoją niezależnością i „silnym charakterem” 😉 Równolegle sama siebie zadziwiam tym, że – mimo tego iż wiem, że to bez sensu- odruchowo używam zwrotów, które choć stanowią kanon rodzicielskich „odzywek”, są kompletnie bezskuteczne a nawet szkodliwe. 

Oto moje top 5, które staram się wyplenić ze swojego języka, choć przyznaję, łatwo nie jest…

1. „Kochanie, bądź grzeczny!”

Czyli jaki? Co to właściwie znaczy? Tak naprawdę każdy dorosły mówiąc to, ma trochę co innego na myśli. W zależności od sytuacji, ten magiczny zwrot może oznaczać coś innego. Skąd zatem kilkulatek ma wiedzieć, o co nam chodzi i czego od niego oczekujemy? Dlatego, gdy już wypowiem to idiotyczne zaklęcie, reflektuję się i próbuję ten komunikat uczynić jak najbadziej konkretnym i prostym- czyli na przykład „mów ciszej”, „przestań skakać po kanapie”, „usiądź na krześle” itp. Zazwyczaj działa (co oczywiście nie oznacza, że zawsze – świat byłby wtedy zbyt piękny).

2. „Uważaj!” 


Ale na co? Co mam zrobić? Robimy to odruchowo, widząc zachowanie dziecka albo okoliczności, które mogą mu zagrażać. Tyle tylko, że samo „uważaj” nie wnosi nic poza tym, że wywołuje dezorientację. Najczęściej łapię się na „uważaniu” podczas spacerów, dlatego staram się zastąpić lub przynajmniej uzupełnić ten komunikat. Na przykład tak: „zjedź na chodnik”, „zatrzymaj się”/„stop”, „jedzie samochód”, „schyl głowę” itp. Im konkretniej (ale możliwie krótko), tym lepiej 😉 Na wyjaśnienia dlaczego tak należy robić i na co uważać, przyjdzie czas w bezpiecznych okolicznościach, gdy potencjalne zagrożenie minie 🙂

3. „Ile razy mam powtarzać?!”/„Tyle razy ci mówiłam, że…!”


Możesz powtarzać nawet milion razy. Tylko po co? Skoro nasz komunikat pozostaje bez reakcji, to najczęściej znaczy, że: 
– nie został usłyszany (czyli uwaga dziecka skupiona jest na czymś innym)W otoczeniu są dystraktory, które uniemożliwiają usłyszenie lub skoncentrowanie uwagi dziecka na naszym komunikacie 
– komunikat jest niezrozumiały albo zbyt abstrakcyjny (jak „bądź grzeczny”Dlatego ten zwrot najlepiej wykreślić ze słownika, chyba że lubimy się same sobie pożalić. To zdanie na dzieciach raczej nie zrobi żadnego wrażenia (nie wiem jak u Was, ale na moim mężu też nie robi 😉 ).


4. „Nie płacz, nic się nie stało!” 

To chyba jedno z najgorszych i szkodliwych z rodzicielskich sloganów. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że dajemy dziecku do zrozumienia, że jego emocje są dla nas kłopotliwe lub są wstydliwe, więc trzeba im zaprzeczyć i jak najszybciej zahamować. A po drugie zaklinamy rzeczywistość. Nawet jeśli to co się stało obiektywnie jest drobnostką, to jeśli wywołało u dziecka emocje, które spowodowały płacz, to jednak z jego perspektywy coś się musiało stać. Dlatego chcąc uspokoić dziecko (bo taki jest przeważnie nasz cel, gdy to mówimy),  znacznie lepiej jeśli przytulimy dziecko i opiszemy, to co się stało („przewróciłeś się”, „zabolało cię kolano”, „kolega był niemiły”) i nazwiemy uczucia malucha („jesteś smutny, „jest ci przykro”). Taka „parafraza” tego co się wydarzyło i towarzyszącym temu emocjom potrafi działać cuda. Dlaczego? Bo dziecko poczuło się zrozumiane. Jeśli chcemy dodatkowo wytłumaczyć dziecku, że to co się stało nie było faktycznie aż takim dramatem, po chwili możemy powiedzieć, że „rana się zagoi”, „za chwilę przestanie boleć” czy że „z kolegą zawsze można o tym porozmawiać  i się pogodzić”. Przydatne są równie historie z własnego dzieciństwa, bo buduje wspólnotę malucha z rodzicem. 

5. „Uspokój się!” 

Podobnie jak „Nie płacz!” pokazuje, że mamy kłopot z dziecięcymi emocjami. Wiec dajemy im do zrozumienia, że tym uczuciom trzeba zaprzeczyć albo je stłumić.A nie w tym rzecz – naszym zadaniem jest nauczyć dziecko nazywać (smutek, radość, złość, strach, wstręt, oczekiwanie, rozczarowanie itd.) i rozumieć emocje (zauważać kiedy i w jakich okolicznościach się pojawiają) oraz nauczyć takich form ich wyrażania i reakcji, które nie będą destrukcyjne i szkodliwe dla otoczenia („zamiast uderzyć kolegę, powiedz mu, żeby oddał ci zabawkę, bo chcesz się nią pobawić” albo „zamiast wykrzyczeć koleżance, że jest głupia, powiedz że złości cię, że cię przedrzeźnia”). A tak na marginesie, na Was działa, gdy jesteście wystraszona, złe, sfrustrowane albo smutne i ktoś każe Wam „się uspokoić”? Na mnie działa – jak płachta na byka 😉  

A u Was jakie zwroty są kwintesencją wychowawczej porażki? Co najtrudniej Wam wyeliminować, mimo że wiecie, że nie działa?
A może podzielicie się swoimi historiami, przykładami konstruktywnej zmiany i własnymi, wypracowanymi rodzicielskimi „patentami”? Z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s