Śmierć, umieranie, przebudzenie…

Śmierć zawsze jest nie na miejscu, za wcześnie, nie tutaj, nie teraz… Kiedy by nie przyszła, nie ma na nią dobrego czasu. Na co dzień żyjemy, jakby jej nie było. Tkwimy w zapomnieniu, biegnąc sprintem w maratonie konsumpcjonizmu. Robimy złudne zabiegi (dieta, botoks, suplementy) dające iluzję przedłużania życia (zawsze piękni, młodzi, niezniszczalni). A świat? Karmi nas z każdej strony przekazem „pracuj i kupuj”, wciskając kit, że potrzebujemy dosłownie wszystkiego. Tylko na to wszystko często kasy brak, albo jak już jest kasa, to później brak czasu. I tak w kółko. Gdzie miejsce na śmierć, która dotyczy nas wszystkich? Jak pisał Seneka: „Różnimy się jedynie długością życia, co do śmierci wszyscy jesteśmy sobie równi”.

Lęk przed śmiercią

Pamiętam takie zajęcia w ramach kursu z seksuologii z dr Moniką, która mówiła, że lubi chodzić na cmentarz, bo tam jest cisza, pozwalająca na zatrzymanie się i skupienie. Dla mnie był to szok! „Co ona gada, przecież cmentarz to coś okropnego!”. Teraz rozumiem to inaczej… Trochę czasu minęło (żeby nie powiedzieć: lat), a wraz z nim częściej mam chwile, w których myślę o śmierci, a cmentarz- o ironio! stał się miejscem, który rzeczywiście daje przestrzeń do refleksji na temat życia i umierania.

Zatem dlaczego tak rzadko o niej myślimy?

Na pewno dlatego, że codzienność przynosi dużo wyzwań, które nie pozostawiają czasu na tego typu rozważania. I owszem, rozmyślania na temat umierania, odchodzenia i końca będące jedynie pokarmem dla lęku niczego dobrego do życia nie wnoszą. Stają się bardziej blokadą do dalszego rozwoju, czy korzystania z tych talentów, które każdy nas otrzymał, a w konsekwencji nawet prowadzą do przekonania: „to po co to wszystko, skoro i tak umrę?!”.

Boimy się tego, co nieznane. To, co jest po śmierci opiera się na wierze. Ja wierzę głęboko, że poza tym jest inny, lepszy świat określany pięknie jako niebo 🙂 Daje mi to ogromną nadzieję i poczucie sensu życia. Inni wierzą inaczej, np. że jest reinkarnacja, Allah, czy po prostu czarna dziura. W pełni to akceptuję i szanuję! Bez względu na wierzenia, wobec śmierci tu na ziemi jesteśmy równi! Przychodzi i zabiera…

Czy w ogóle można oswoić się ze śmiercią? Czy lepiej myśli o niej zakopać daleko w nieświadomości? Skoro mówimy tyle o narodzinach, czytamy, dzielimy się tym z innymi, to czemu na pogadanki o śmierci mamy nie mieć ani chwili? Przecież świadomość skończoności życia na ziemi daje ogromną szansę na zmianę perspektywy widzenia dotychczasowych spraw. Dzisiejszy świat, tak jak już zresztą pisałam wyżej, nie sprzyja tego typu dyskusjom. Raczej powiedziałabym, że stara się nas odciągnąć od tematów ważnych takich jak śmierć, umieranie, duchowość (dla każdego z nas mogą być czym innym). Wpycha za to potrzebę konsumowania i posiadania, zarazem próbując udowodnić, jak bardzo jesteś nieszczęśliwym człowiekiem, skoro nie masz tego wszystkiego, czego niby „potrzebujesz”.

Przebudzenie, oprzytomnienie, przejrzenie na oczy

Ciekawe zawsze są dla mnie rozmowy z ludźmi, którzy doświadczyli czegoś, co spowodowało w nich przemianę, coś na zasadzie „przebudzenia”, „przejrzenia na oczy”, „oprzytomnienia”. Dzieje się tak wtedy, gdy wydarza się nagle „rewolucja” niosąca za sobą ogromne wyzwanie. Można tu mnożyć konkretne przykłady takich wydarzeń będących, jak „kubeł zimnej wody”, ale kategoryzując je należy przede wszystkim wymienić: śmierć kogoś bliskiego, choroba własna lub wśród najbliższych, utrata pracy, rozwód… Wtedy życie często już nigdy nie jest takie samo. Żałobę i stratę należy opłakać, poczuć smutek, tęsknotę, żal czy złość. Pobyć w tym wszystkim jakiś czas i dzięki temu zyskać siły na to, co jeszcze dla nas szykuje życie. Pozostawanie w żałobie, ciągłe wracanie do śmierci najbliższych, przeżywanie tego na nowo i niepogodzenie się z tym, że ich z nami już nie ma jest – moim zdaniem – formą uśmiercania siebie na ziemi. O życiu po stracie zachęcam do przeczytania tutaj: https://psycholifestyle.blog/2019/01/15/zycie-po-stracie/, dlatego ten obszar już zostawiam, bo możecie do niego zajrzeć klikając w ten link.

„Przejrzenie na oczy” nie pojawia się w komfortowych warunkach, ale paradoksalnie przynosi wiele dobrego i przyjemnego. Pozwala skierować naszą uwagę na te obszary, które są dla każdego z nas naprawdę ważne. Stajemy się ich świadomi, poprzez zwiększenie samoświadomości. Temat skończoności życia na ziemi daje duże możliwości do zastanowienia się nad sobą i sensem własnego życia. Z jednej strony sytuacje, które prowadzą do takiego „przebudzenia” często są wręcz traumatyczne, a niektórzy je określają jako „nie do przejścia”, z drugiej powodują, że człowiek wydobywa z siebie takie zasoby, o których nigdy nie wiedział, że ma i zaczyna dostrzegać rzeczy, które mu wcześniejszej umykały w codziennej gonitwie za kasą, pracą, przyszłością. Bo kiedy miałaś/-eś czas na leżenie i patrzenie w chmury, na spacery z rodziną, uśmiechanie się do siebie w lustrze?

Wracając do samej śmierci, myśli i lęku przed nią…

Warto podejmować rozważania na temat śmierci, czytać, a nawet mierzyć się z myślą „jak to będzie, kiedy będę odchodzić?”. Owszem, jest to bardzo trudne. Często sama myśl napawa nas ogromnym lękiem, żalem, czy nawet złością: „dlaczego w ogóle jest ta śmierć, przecież mogło by jej nie być?!”. Mogłoby nie być, ale jest… Myślę sobie, że dobrze, jeśli ta nieuchronność śmierci wnosi w życie myślenie: „skoro nie mam wpływu na to, że umrę, to przeżyję życie najlepiej, jak potrafię, bo to jest coś, co zrobić mogę!”.

 

Jedna myśl w temacie “Śmierć, umieranie, przebudzenie…

  1. Zawsze lubiłam tę ciszę na cmentarzu, odkąd pamiętam. Nigdy nie bałam się tam umarłych, ale żywych. Nawet, gdyby jakiś duch stanął nagle przede mną, to nie bałam się tam wejść. Wiedziałam, że umarli mi krzywdy nie zrobią. Czułam to w duszy. Uwielbiałam przychodzić tam po ciemku, nawet bardzo późno, bo ludzi już nie było. Zostawali sami wariaci, jak ja. 🙂 Przemykali po dróżkach bez celu. Dawno temu zabrał mnie tam kolega. Wracaliśmy przed północą. To najlepsze chyba spotkanie, jakie zapamiętałam. Mnóstwo światełek i ten klimat… Zostanie we mnie na zawsze, jak i ta cisza… To był taki pierwszy epizod, kiedy poczułam ją też w duszy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s