Coś co kręci i podnieca…

Seks, mimo naszego cywilizacyjnego i kulturowego „wyzwolenia” tak naprawdę wciąż pozostaje tematem tabu. I żeby nie było, to, co związane z naszym prywatnym, intymnym życiem, moim zdaniem prywatnym powinno pozostać (w tym sensie, że sami wyznaczamy granicę, czym chcemy się z otoczeniem w tej materii podzielić i co otoczenie jest w stanie przyjąć – bo wcale nie musi być zainteresowane naszym życiem seksualnym). Jednak dostępność medycznej i psychologicznej wiedzy w tym obszarze nie powinna nikogo gorszyć, szokować czy bulwersować.

Dlatego dziś kilka słów o tym, co wielu ciekawi i przyprawia o dreszczyk emocji, a niektórych po prostu dotyczy, choć często stanowi dla nich życiową trudność a czasami wręcz staje się przyczyną cierpienia – zarówno samych osób tym dotkniętych, jak i ich otoczenia. Mowa o parafiliach, które dawniej nazywano zboczeniami i dewiacjami, popularnie fetyszami a poprawnie stanowią one grupę ZABURZEŃ PREFERENCJI SEKSUALNYCH. Czy jednak wszystkie z nich muszą być czymś „nienormalnym”, złym i być powodem do społecznej stygmatyzacji? A no niekoniecznie. Warto bowiem zacząć od tego, czym jest NORMA w życiu seksualnym.

Ubolewam nad tym, że wciąż zdarza się, że ten temat wzbudza reakcje takie jak śmiech, kpiny czy złośliwości. Dlatego dziś chcę spróbować podzielić się z Wami tym, co i jak można nazwać oraz co z tym robić.

„Normalny” seks

Żeby zachowania seksualne uznać za prawidłowe, powinny one spełniać 5 warunków. Jeśli, któryś z nich spełniony nie jest, może to oznaczać, że mamy do czynienia z parafilią (choć nie w każdym przypadku tak jest). Zatem, jakie to warunki?

Po pierwsze, zachowania seksualne powinny odnosić się do partnera dojrzałego fizycznie i emocjonalnie, po drugie partner ten musi wyrażać na nie zgodę i być ich świadom. Po trzecie aktywność seksualna z założenia ma prowadzić do przyjemności i rozkoszy (a nie bólu lub upokorzenia) oraz nie powinna szkodzić zdrowiu – ani fizycznemu, ani psychicznemu. Ostatni warunek to nienaruszanie ogólnie przyjętych norm społecznych (np. zasady intymności).

Klasyfikacje medyczne zawierają opis konkretnych, najczęściej występujących parafilii – takich jak na przykład pedofilia (narusza warunek nr 1), oglądactwo/voyeryzm lub ocieractwo (naruszają warunek nr 2), sadomasochizm (często narusza warunek nr 3), ekshibicjonizm (narusza warunek nr 5). Warunek nr 4 naruszać mogą chociażby niektóre rodzaje fetyszyzmu, gdy bodźcem powodującym podniecenie są na przykład ryzykowne, zagrażające bezpieczeństwu sytuacje (np. seks w trakcie jazdy samochodem) lub użycie niebezpiecznych przedmiotów. To tylko przykłady niektórych zaburzeń preferencji seksualnych, w literaturze jest ich znacznie więcej, choć w praktyce niektóre występują bardzo rzadko – niektóre na tyle, że nie maja nawet swojej pozycji w klasyfikacjach takich jak ICD-10 czy DSM-V – zawierają się w kategoriach ogólnych takich jak „nieokreślone zaburzenia preferencji seksualnych”.

A kiedy pojawia się problem? Według kryteriow ICD – 10 powinny zostać spełnione nastepujące warunki: zachowania pojawiające się przez przynajmniej 6 miesięcy, mające charakter nawracający, silnie podniecające fantazje seksualne, impulsy lub zachowania dotyczące np. wykorzystania obiektów nieożywionych (fetysz), kontaktu z dzieckiem (pedofilia) itd. Fantazje, impulsy lub zachowania powodują znaczący dyskomfort lub upośledzenie w społecznym, zawodowym lub innym obszarze funkcjonowania.

Groźne zaburzenie czy może seksualna fantazja?

Zbiór przypadłości, które zaklasyfikować można jako parafilie jest tak szeroki, że odpowiedź na to pytanie zaczyna się od ulubionego sformułowania psychologów, czyli „to zależy”. Należy przede wszystkim podkreślić, że czym innym jest parafilia opcjonalna, preferencyjna i wyłączna. Zatem przyjrzyjmy się po krótce każdej z nich:

1. parafilia opcjonalna jest alternatywną drogą do seksualnej satysfakcji, stosowaną okazjonalnie. Jako przykład mogę podać parę, która od czasu do czasu wprowadzają jakieś eksperymenty, np. partnerka ubiera pończochy i szpilki (bo wtedy „podgrzewa” atmosferę), a partner zakłada jej kajdanki, co wzbudza w niej większe podniecenie.

2. parafilia preferencyjna występuje wtedy, gdy osoba przedkłada zachowania parafilne nad normatywne, ale przejawia też te drugie. Tutaj bodziec preferowany będzie miał o wiele większe nasilenie. Przykład? Oto i on: mężczyzna preferuje określoną budowę stóp, osiąga wzmożone pobudzenie, kiedy kobieta dotyka penisa właśnie takimi stopami i wtedy jego satysfakcja seksualna jest największa. Natomiast bedąc w relacji partnerskiej z kobietą, ma także inne zachowania seksualne, które również sprawiają, że dochodzi do pobudzenia seksualnego.

3. parafilia wyłączna to sytuacja, w której osoba nią dotknięta nie może osiągnąć podniecenia seksualnego bez zachowania parafilnego. W takim przypadku nie ma możliwości, by satysfakcję osiągnąć w inny sposób. I z taką właśnie przypadłością zgłosił się jeden z pacjentów, u którego diagnozą było zaburzenie preferencji pod postacią sadomasochistyczną. Mężczyzna, który ma tego typy zaburzenie nie osiągnie satysfakcji w inny sposób. Pacjent ten relacjonował, że to dla niego bardzo trudne i wzbudza w nim skrajne emocje, ale próbował i inaczej zwyczajnie nie potrafi – kobieta po prostu musi go „porządnie zlać”, żeby on mógł poczuć podniecenie i finalnie przeżyć orgazm.

Zatem wiemy już, że nasilenie zaburzeń parafilijnych może być zróżnicowane, co w znacznym stopniu – podobnie z resztą jak ich typ – wpływa na charakter i skuteczność ewentualnych działań terapeutycznych. Jeśli parafilia ma charakter okazjonalny i współwystępuje z zachowaniami normatywnymi, dość spora elastyczność w sposobach uzyskiwania satysfakcji seksualnej sprawia, że nasilenie problemu nie jest zazwyczaj duże. Jednak im sztywniejsze zachowania, a aktywności parafilijne stanowią trzon lub wręcz jedyną formę realizacji potrzeb seksualnych, zazwyczaj zaburzenie to staje się przyczyną cierpienia dotkniętej nim osoby lub jego najbliższego otoczenia, co stanowi podstawę do podjęcia leczenia. I właśnie owo cierpienie jest kluczowe w diagnostyce i formie podejmowanej terapii.

Terapia jako walka z cierpieniem

Oczywiście gdy chodzi o sytuacje, w których działania parafilijne prowadzą do cierpienia innych ludzi czy stworzeń lub wręcz są przestępstwem (pedofilia, zoofilia, nekrofilia, voyeryzm, ekshibicjonizm itd.) najważniejsze jest dobro skrzywdzonych lub potencjalnych ofiar. W takich przypadkach, poza penalizacją takich zachowań bardzo ważna jest jednak terapia sprawcy, której celem jest głównie doprowadzenie do tego, by nie podejmował on więcej tego rodzaju działa. Niestety ze względu na to, że całkowite usunięcie parafilii nie jest możliwe, formy leczenia mogą przebiegać wielotorowo – od farmakologii obniżającej popęd, przez terapię awersyjną po terapię poznawczą i behawioralną, która w dużym skrócie pozwala zwiększyć kontrolę nad własnym zachowaniem. Używam tutaj sformułowania sprawca, bo parafilie znacznie częściej dotyczą mężczyzn, choć oczywiście zdarzają się również u kobiet.

Co jednak, jeśli cierpienie jest wynikiem nie tyle konfliktu zewnętrznego (czyli z prawem lub społeczną umową), ale wewnętrznego czyli z własną moralnością i osobistym przekonaniem, że to co robimy jest nieodpowiednie lub złe? Co, jeśli parafilia nie jest co prawda źródłem cierpienia innych ludzi, ale sprawia, że ktoś nią dotknięty nie potrafi z jej powodu stworzyć lub utrzymać satysfakcjonujących relacji intymnych lub społecznych? Czuje się winny, osamotniony, popada w stany depresyjne? W takich przypadkach terapia służy nie tyle pracy z samymi nietypowymi preferencjami, ale raczej ze sposobem ich interpretacji przez samą dotkniętą nimi osobę i ma na celu stworzenie takich mechanizmów, które pozwolą jej zaakceptować siebie pomimo parafilii i dostosować się do życia z nią.

Czy zatem każde tego rodzaju zaburzenie należy leczyć lub terapeutyzować? Ja stoję na stanowisku, że nie, o ile nie pojawia się ten kluczowy związany z nim element, czyli cierpienie – jeśli jakaś osoba nie odczuwa dyskomfortu związanego ze swoimi zaburzonymi preferencjami i znalazła dojrzałego partnera, z którym jest w stanie zgodnie realizować swoje nietypowe upodobania i tworzyć związek, to moim zdaniem nie ma powodu, by myśleć o tego rodzaju parafilii jak o zaburzeniu wymagającym jakichkolwiek oddziaływań. Zdaję sobie jednak sprawę, że takie osoby rzadko trafiają do gabinetów lekarskich lub psychoterapeutycznych, bo nie odczuwają po prostu takiej potrzeby. Trzeba mieć jednak świadomość, że choć zaburzenia parafilijne nie są bardzo częste, to jednak znaczna część z nich istotnie – negatywnie wpływa na życie zarówno osób, które borykają się z nimi, jak i na ich otoczenie.

Na koniec jeszcze, wiedząc, że tematyka związana z różnego rodzaju „dewiacjami” wielu bardzo interesuje i stanowi pikantną ciekawostkę w ich uporządkowanym i często dość przewidywalnym życiu seksualnym, chętnym do zgłębienia tematu polecam lekturę książki autorstwa dr Andrzeja Depko i Ewy Wanat pt. „Chuć”. Jednocześnie zapraszamy Was do dyskusji i zadawania pytań – zarówno w komentarzach, jak i w wiadomościach prywatnych. Chętnie rozwiejemy Wasze wątpliwości lub po prostu podyskutujemy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s