Z rodziną najlepiej jest… umieć pogadać, czyli 4 najgorsze komunikacyjne zwyczaje, które psują relacje z najbliższymi

Mówi się, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Bo się nie rozumiemy. Bo mamy różne spojrzenia na życie, priorytety i poglądy. Tymczasem często nie w tym tkwi prawdziwy problem, ale w tym, że nie potrafimy się ze sobą skutecznie i z szacunkiem komunikować, spokojnie rozmawiać nie tylko o tym, w czym się zgadzamy, ale i o tym, w czym się różnimy. Ba! Często nawet błahych komunikatów, które dotyczą pozornie mało istotnych spraw życia codziennego nie potrafimy sformułować tak, by druga strona nie czuła się zraniona. A konflikty i urazy nawarstwiają się, prowadząc do nieuchronnej katastrofy.

Myślicie sobie teraz „mnie to na pewno nie dotyczy”… Mam dla Was złą wiadomość! Niestety najpewniej każdy z nas, przynajmniej czasami (a większość częściej) przyjmuje taki styl komunikacyjny, który działa destrukcyjnie na nasze relacje z najbliższymi. I nie ma co liczyć na to, że uda się nam wszystkie błędy wyeliminować na 100%. Warto jednak zdać sobie z nich sprawę i nieustannie próbować zmieniać przynajmniej te najbardziej szkodliwe nawyki.

Co zatem robimy nie tak?

„Domyśl się!”, czyli o tym, że dobre wróżki to tylko w bajkach

Teoretycznie do 5 roku życia przedstawiciele naszego gatunku powinni wykształcić umiejętność (zwaną teorią umysłu), dzięki której zdajemy sobie sprawę z tego, że inne osoby mają swój własny, charakterystyczny tylko dla nich, odmienny od naszego umysł i w związku tym mogą inaczej widzieć i rozumieć świat oraz mieć o nim inną wiedzę niż my. Okazuje się jednak, że jednocześnie towarzyszy nam często nieodparte (aczkolwiek zupełnie irracjonalne) poczucie, że inni powinni znać nasze zamierzenia, myśli i przede wszystkim oczekiwania, nawet wtedy, gdy nie powiemy im o nich wprost. A tu klops, bo niestety przeważnie to się nie dzieje. Owszem, są takie obszary naszego życia i sytuacje, w których dzięki temu, że znamy się z kimś bardzo dobrze i dużo o sobie wiemy, jesteśmy w stanie domyślać się, czego ta osoba mogłaby chcieć, co myśli na dany temat czy o czym marzy. Jednak nie zdarza się to tak często, jak byśmy chcieli. Mimo to, bardzo często nie komunikujemy pewnych rzeczy wprost, chociaż tak nam się wydaje. Prosty, może już trochę wyświechtany przykład, ale chyba dobrze obrazuje w czym tkwi sedno: gdy kobieta (bo mimo wszystko „domyśl się” jest nieco częściej domeną pań) mówi „trzeba odkurzyć, bo jest brudno” (albo co gorsza „muszę odkurzyć, bo jest brudno”), ale tak naprawdę chodzi jej o to, by to jej partner wykonał to zadanie, to wierzcie mi – odbiorca tego komunikatu naprawdę nie musi w tym zdaniu doszukać się drugiego dna i wyczytać oczekiwań nadawcy. Dlatego jeśli chcecie, żeby Rysiek odkurzył, bo jest brudno to powiedzcie mu po prostu: „Rysiek, chciałabym żebyś odkurzył, bo w domu jest już brudno”. I już! Konkretny, jasny przekaz to absolutna podstawa. Wiem, że szczególnie my kobiety, czasami marzymy o tym, by nasi bliscy rozumieli subtelne, zawoalowane sugestie i mieli wobec nas więcej empatii (żeby nie było – mężczyźni też marzą o wyrozumiałej, troskliwej i niezadającej zbędnych pytań partnerce), ale rzeczywistość jest taka, że wzajemne zrozumienie możliwe jest wtedy, gdy jasno mówimy o swoich uczuciach, potrzebach, oczekiwaniach czy marzeniach. Dlatego, gdy przychodzisz po całym dniu zmęczony do domu i po prostu nie chce Ci się gadać, to zamiast warczeć: „Grażyna, daj spokój, nie brzęcz mi nad uchem!” powiedz o tym swojej partnerce zawczasu (i najlepiej spokojnym, czułym tonem): „Kochanie, jestem zmęczony, miałem trudny dzień, nie mam ochoty na rozmowy, wolę pomilczeć. Pogadajmy jutro.”.

„Bo przez Ciebie…” czyli szukanie winnych

Codzienna bieganina dostarcza nam wielu stresujących sytuacji: mamy zbyt wiele zadań do wykonania, a za mało czasu. Nadmiar bodźców sprawia, że jesteśmy poddenerwowani i zwyczajnie zmęczeni. Do tego nierzadko dochodzi brak snu… Źródeł naszego rozdrażnienia i złego nastroju może być naprawdę wiele, jednak często (przeważnie nieświadomie) swoje złe emocje wyładowujemy na najbliższych (bo dających największe poczucie bezpieczeństwa) osobach. Zamiast szukać rozwiązania, gdy na naszej drodze pojawia się przeszkoda, tracimy energię na szukanie winnych tego stanu („Znowu się grzebiesz, przez Ciebie się spóźnimy!” albo „Przecież mogłeś wcześniej pomyśleć, żeby zabrać zapasową ładowarkę”, „To twoja wina, że auto się zepsuło. Trzeba było to sprawdzić u mechanika”, „Nawet drzwi nie potrafisz dobrze zamknąć”). Tymczasem takie zachowanie nie tylko, nie pomoże rozwiązać problemu, ale sprawia, że swoje zasoby marnujemy na przeżywanie negatywnych emocji i budowanie bariery między bliskimi. Bo przecież nikt nie czuje się komfortowo, gdy regularnie podważa się jego kompetencje, obarcza odpowiedzialnością za wszystkie niepowodzenia i ogólnie traktuje jak największe zło tego świata. A problem jak był, tak jest – tylko, że większy, bo dodatkowo obciążony konfliktem. Więc czy nie lepiej byłoby w tym czasie wspólnie zastanowić się, którą trasą najlepiej pojechać, żeby ominąć korki, sprawdzić, gdzie możemy awaryjnie podładować telefon czy kupić ładowarkę albo poszukać numeru ubezpieczyciela auta lub najbliższego mechanika? Nawet jeżeli faktycznie nasz problem wynika z zaniedbania czy niefrasobliwości bliskiej nam osoby (każdemu się to czasem zdarza), zdecydowanie lepiej pogadać o tym spokojnie później, a na bieżąco skoncentrować się na rozwiązaniu trudnej sytuacji i minimalizacji strat. Burczenie, kąśliwe odzywki i złośliwe komentarze odniosą zaś tylko jeden skutek – popsują nam nastrój na dłuższy czas i sprawią, że zamiast wsparcia i ciepłego słowa, w najbliższej osobie budujemy opór a między nami mur. W przypadku dzieci konsekwencje mogą być jeszcze gorsze, bo młody człowiek głównie w relacjach z bliskimi buduje swoje poczucie kontroli, sprawczości i własnej wartości. Jeśli więc ciągle słyszy, że jest winny całej masie niepowodzeń, to łatwo się domyślić, jaką postawę to u niego kształtuje. Krótko mówiąc, takie zachowanie w ogóle się nie opłaca, choć bywa, że ciężko nam się od niego powstrzymać. Warto jednak próbować – ze względu na szacunek do drugiej osoby, jak i swój własny interes 😉

Rozkazy to tylko w wojsku…

Jedni mniej, drudzy bardziej, ale każdy czasem lubi być dowódcą 😉 Co prawda są sytuacje, gdy rodzina potrzebuje takiego generała i stanowczego „tupnięcia nogą”, by dobrze się zorganizować, ale długofalowo nikt dobrze się nie czuje, gdy nieustannie słyszy tylko rozkazy, nakazy i zakazy. „Zrób to, nie rób tamtego” … Jednak nie tylko o tryb rozkazujący chodzi. Oczywiście świetnie byłoby, gdybyśmy do takiego przekazu dodali zawsze „proszę”, „jeśli możesz”, „chciałbym/chciałabym żebyś” albo „będę wdzięczny/wdzięczna, jeśli”. Ale tak naprawdę najważniejszy jest ton naszej wypowiedzi i ogólny niewerbalny charakter komunikatu. Treść to jedno, ale forma bywa jeszcze ważniejsza. Dlatego wierzcie mi, że pokrzykiwanie, lodowaty ton czy wręcz agresja w głosie bywają skuteczne tylko doraźnie, natomiast na relacje z ludźmi wpływają fatalnie. Czasem sami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak nieuprzejmi i niemili jesteśmy dla ważnych dla nas ludzi. Dlatego bliskim osób, które mają takie dyktatorskie zapędy polecam, by ich nagrali w takich sytuacjach a potem puścili im to nagranie. Konfrontacja z samym sobą może zadziałać jak „zimny prysznic”, który przyniesie oczyszczenie w relacji.

…a wyroki w sądzie

Ocenianie wpisane jest w nasze procesy poznawcze. Ma to swoje źródła ewolucyjne i wiem, że naprawdę ciężko jest w ogóle uświadomić sobie, że bardzo często oceniamy innych na postawie błędnych przesłanek (o zjawisku błędnej atrybucji napiszę kiedyś odrębny tekst) lub w sytuacjach, w których ta ocena nie jest nam (a już na pewno osobom jej poddawanym) do niczego potrzebna. Dlatego warto pracować nad tym, by nawet jeśli pewne myśli i opinie dotyczące innych ludzi (a szczególnie tych najbliższych) przychodzą nam do głowy, czasami po prostu utrzymać język za zębami. Zanim powiemy komuś, że wygląda beznadziejnie, jest nieudacznikiem, ofiarą lub idiotą, przez chwile zastanówmy się nad dwiema rzeczami. Po pierwsze, czy nasza opinia w jakiś sposób pomoże bliskiej nam osobie czy raczej tylko pogorszy jej samopoczucie? A po drugie – gdyby to nas miała dotyczyć taka ocena, to w jakiej formie byłaby najmniej dotkliwa? Czy poczulibyśmy się z nią dobrze czy źle? Nie chodzi o to, by być nieszczerym czy zakłamanym tylko po to, by sprawić komuś przyjemność. Z drugiej jednak strony trzeba uważać, by tak formułować krytyczny przekaz, aby faktycznie miał on konstruktywny charakter, a nie służył zaspokojeniu własnej potrzeby okazania wyższości  reperowaniu i w ten sposób własnego samopoczucia i samooceny.

I jeszcze jedno – naprawdę w wielu przypadkach, nawet naszych najbliższych nie musi interesować nasza opinia na jakiś temat. A „wkładanie nosa w nieswoje sprawy” to również jedna z przyczyn utrudnionych relacji w rodzinie – bo mimo, że jesteśmy partnerami, krewnymi lub przyjaciółmi, każdy z nas ma swoją przestrzeń i sferę, w której jest w pełni autonomiczny. Poszanowanie granic i prywatności innych – nawet najbliższych nam osób bywa naprawdę ogromnym wyzwaniem, ale jeśli uda nam się te granice jasno zaznaczyć a potem ich nie przekraczać, to jesteśmy na właściwej drodze do dobrych, zaufanych i pełnych pozytywnej energii relacji rodzinnych.

Życzę udanej komunikacji 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s