W łóżku we trójkę… czyli słów kilka o spaniu z dzieckiem

Już od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, żeby napisać coś na ten (dość kontrowersyjny) temat. Skądinąd sama długo zastanawiałam się, dlaczego wzbudza on tak wiele skrajnych emocji – zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników spania razem z dzieckiem. Z drugiej jednak strony sama po sobie widzę, że opinie ekspertów i „obiektywna” wiedza to jedno, a własne doświadczenia to zupełnie co innego. I może akurat w tym przypadku właśnie to co subiektywne, instynktowne i wynikających z naszych (i dziecka) emocji jest kluczem do odpowiedzi na to niełatwe dla wielu pytanie: spać czy nie spać z dzieckiem?

W sumie sama ledwo to pamiętam 😉 ale w czasach, gdy na świecie nie było mojego syna, byłam niemal przekonana, że jeśli będę miała dziecko, to od początku będę je uczyć spania we własnym łóżeczku. Wydawało mi się, że to zapewni bezpieczeństwo maluchowi i komfort mnie. Muszę przyznać, że pewien lęk wzbudzała we mnie myśl, że po porodzie wszystko zmieni się tak bardzo, że nawet sen nie będzie już czasem tylko dla mnie, a do łózka miałby wkroczyć ktoś inny niż mój mąż i ja. Żeby było śmiesznie, sama byłam dzieckiem, które długo, bez pardonu ładowało się swoim rodzicom do łóżka :P. Nieobce były mi założenia rodzicielstwa bliskości, znałam teorie przywiązania, o których uczyłam się na zajęciach z psychologii rozwojowej, czytałam sporo artykułów na ten temat, ale nie do końca mnie one przekonywały. CZUŁAM, że w moim przypadku to się chyba nie sprawdzi. Jednak gdy urodził się mój syn, wraz z budującą się między nami więzią i z każdym dniem wspólnych doświadczeń, moje podejście i przede wszystkim emocje ulegały ewolucji. Początkowo bałam się kłaść go koło nas (bo go przygniotę, bo spadnie, bo było mi strasznie niewygodnie), jednak z czasem zaczęłam odczuwać przyjemność z tego, że synek część nocy przesypia z nami. Dziś (Młodzian ma obecnie 20 miesięcy) jest tak, że czas zasypiania to moment na przytulanie i czułości (w dzień też ich nie brakuje), potem synek ląduje w swoim łóżeczku, gdzie przesypia kilka godzin (coraz częściej całą noc) i w ciągu nocy przeważnie przychodzi do nas. I przyznam szczerze, że taki układ jest dla nas idealny – pozwala na to, byśmy my dorośli złapali trochę oddechu wieczorem i pierwszych kilka godzin mieli tylko dla siebie, zaś gdy mały pędrak poczuje w nocy potrzebę, by się do nas przytulić, z radością witamy go w naszym łóżku. I choć czasami nasze pozycje podczas snu nadawałyby się do cyrku i niekiedy budzimy się trochę „połamani”, to nic nie zastąpi tych chwil bliskości, czułości i fizycznego odzwierciedlenia tej wyjątkowej więzi. Powiem więcej, podczas tych nocy, gdy nasz synek śpi słodko i ani myśli opuścić swoje łóżeczko, sama wstaję do niego co jakiś czas i zerkam, czy aby na pewno wszystko jest w porządku… i troszkę jest mi żal, że tym razem nie uśnie ponownie wtulony w nas 😉

Żeby jednak nie było – to jest nasz przypadek, nasza rodzina, nasz układ. I wcale nie uważam, że jest to jedyna możliwa i słuszna opcja. Przeciwnie! Myślę, że tyle ile rodzin, tyle recept na to jak ułożyć temat spania tak, by wszyscy byli zadowoleni. Problem chyba jednak polega właśnie na tym, by wypracować rozwiązanie, które wszystkim – tj. obojgu rodzicom i dziecku pozwoli zrealizować wszystkie ich najważniejsze potrzeby – zarówno na poziomie fizjologicznym, jak i psychologicznym. I stąd wszystkie te kontrowersje, o których pisałam we wstępie.

Razem. Co mówi nauka?

Jak się okazuje, badacze przedstawiają coraz więcej dowodów na to, że spanie z dzieckiem niesie ze sobą bardzo wiele korzyści – przede wszystkim dla dziecka, ale dla rodziców również (oczywiście mówimy tu o niemowlaku lub kilkulatku a nie nastolatku. Ale umówmy się – to już raczej dość abstrakcyjna sytuacja – wyłączając przypadki, gdy warunki lokalowe wymuszają takie rozwiązania, ale to już temat na zupełnie inną dyskusję). Po pierwsze, choć często słyszymy ostrzeżenia, żeby nie spać z niemowlakiem, bo można zrobić mu krzywdę, to badania pokazują, że wspólne spanie obniża ryzyko wystąpienia śmierci łóżeczkowej, nie ma na natomiast dowodów na to że dorośli łatwo mogą „uszkodzić” dziecko. Wyjątkami są sytuacje, gdy rodzice spożywali alkohol lub cierpią na choroby, które w jakiś sposób przekładają się na rytm bądź głębokość ich snu. Co więcej, sama biologia podpowiada, że spanie z małym dzieckiem jest czymś naturalnym nie tylko dla naszego gatunku, ale i dla wszystkich ssaków. Dla ludzkości spanie osobno to w sumie dość młody „wynalazek” (rozpowszechniony dopiero w XIX i XX w.) i jak do tej pory tylko człowiek – jako jedyny ssak wpadł na takie rozwiązanie.

Tymczasem wspólne spanie pomaga zacieśnić więzi między opiekunami a dzieckiem, które szczególnie w pierwszych miesiącach i latach swojego życia często odczuwa lęk przed samotnością i potrzebuje fizycznego kontaktu, który po prostu daje mu poczucie bezpieczeństwa. Nie ma żadnych dowodów na to, że dzieci, które we wczesnym dzieciństwie spały z rodzicami (stale lub okazjonalnie) potem są mniej samodzielne. To mit, że wspólne spanie to jeden ze sposobów na wychowanie mamisynka albo życiowej niedojdy. O tym decydować mogą zupełnie inne czynniki wychowawcze i wierzcie mi, nie mają one nic wspólnego z tym, w jakim układzie śpimy. Więcej! Wiele wskazuje na to, że dzieciaki, które potrzebowały tego rodzaju bliskości z rodzicem i miały okazję tę potrzebę realizować, łatwiej budują tzw. bezpieczny wzorzec przywiązania, który w późniejszych latach ułatwia im społeczne funkcjonowanie, budowanie relacji i wzmacnia przekonanie o własnej wartości.

Ewolucyjnie wspólne spanie miało też oddalić zagrożenia płynące z otoczenia – dzikie zwierzęta, niska temperatura, inni niekoniecznie przyjaźnie nastawieni ludzie. Dobra, wiem, że ten argument dziś ma raczej kiepskie zastosowanie (przynajmiej w naszych realiach), jednak zapisane w genach naszego gatunku informacje i związane z nimi zachowania czy potrzeby nie modyfikują się tak szybko jak postęp cywilizacyjny. A badacze wskazują na jeszcze jeden „biologiczny” argument przemawiający za spaniem razem – otóż na kształtowanie odpowiedniej bariery i bardziej zróżnicowanej flory bakteryjnej, która buduje naszą odporność – zarówno w tych pierwszych, jak i późniejszych latach życia.

Na koniec jeszcze wspomnę o tym, że w przypadku najmniejszych dzieci istotna jest kwestia naturalnego karmienia, któremu wedle badań sprzyja wspólne spanie (wydłuża czas jego trwania, głównie ze względu na to, że matki dzięki temu zazwyczaj lepiej się wysypiają, bo bez konieczności wstawania, mogą karmić dziecko w nocy, jednocześnie same odpoczywając). Powiem szczerze, że akurat w moim przypadku ten argument nie do końca się sprawdził, tj. nie przepadałam za karmieniem na leżąco, miałam wrażenie, że ani mnie, ani dziecku wcale nie jest wygodnie (ja cała byłam zdrętwiała), poza tym i tak nie mogłam spać w czasie, gdy Mały jadł. Zdecydowanie wolałam karmić w pozycji siedzącej a radość ze wspólnego spania zaczęłam odczuwać tak naprawdę dopiero wtedy, gdy synek był już na tyle spory, a jego motoryka na tyle rozwinięta, by był w stanie sam dowolnie zmieniać pozycje podczas snu.

Tyle w obszarze korzyści natury fizycznej. Ale, ale… W końcu, gdyby to wspólne spanie miało wyłącznie zalety, to bez sensu byłoby pisanie tego tekstu, bo nikt nie zastanawiałby się nad innymi rozwiązaniami.

A może jednak osobno?

Każdy z nas jest inny i obiektywnie nie brak argumentów przeciw wspólnemu spaniu. Dla jednych bliskość dziecka to powód do tego, by się zrelaksować, bo nie trzeba co chwila wstawać – i dzięki temu sen jest lepszy. Dla innych, przeciwnie – niewygoda i stres związany ze strachem o to, czy „na pewno nic mu nie zrobię” sprawiają, że w ogóle nie potrafią spać z dzieckiem. W grę wchodzą też czysto praktyczne kwestie takie jak rozmiar łóżka, nasze przyzwyczajenia dotyczące snu i pozycji w jego trakcie. Rytm dobowy dorosłych (tj. bardziej ojca, bo szczególnie w pierwszych miesiacach życia maleństwa wiadomo, że nie istnieje coś takiego jak rytm dobowy matki :P) także może nie sprzyjać wspólnemu spaniu  – myślę o tym, że jedni drugich wzajemnie wybudzają. Wreszcie kwestie intymności i życia erotycznego rodziców. Moim zdaniem jest to akurat najmniejszy problem, bo dziecko śpi jednak kilka godzin dłużej niż rodzice, a łóżko w sypialni (nawet jeśli dziecko przesypia tam całą noc) nie musi być jedynym miejscem zbliżeń. W takiej sytuacji mamy okazję, żeby popisać się kreatywnością i zrealizować swoje fantazje o seksie w kuchni, pod prysznicem, czy gdzie tam Was jeszcze wyobraźnia poniesie 😉

A teraz najważniejsze – grunt to wrażliwość na emocjonalne potrzeby dziecka przy jednoczesnym respektowaniu jego i własnych granic.

Po pierwsze, może okazać się, że w niektórych przypadkach to bardziej rodzic naciska na wspólne spanie niż dziecko – są bowiem maluchy, które również potrzebują sporo własnej przestrzeni i po prostu lepiej śpią we własnym łóżeczku czy kołysce – znam osobiście rodzinę, w której pierwsze dziecko bardzo potrzebowało bliskości rodziców i przez kilka lat regularnie odwiedzało ich sypialnię lub wręcz tam przesypiało całe noce, drugie zaś – gdy po doświadczeniach z pierwszym dzieckiem próbowali wspólnym spaniem koić jego rozdrażnienie lub płacz – reagowało odwrotnie i zdecydowanie lepiej spało w oddzielnym łóżeczku a nawet pokoju.

Po drugie, słuchajmy własnych emocji i instynktów. Jeśli czujemy, że wspólne spanie nam służy, pozwólmy sobie na to niezależnie od opinii otoczenia. Ale jeżeli masz poczucie, że jest to frustrujące dla którejś ze stron, trzeba zastanowić się nad innym rozwiązaniem -w końcu możliwości jest kilka -od takiej, którą opisałam Wam na początku i sprawdza się u nas, po takie pomysły jak dostawki do łóżka rodziców czy kołyska postawiona tuż przy nim. Czasami dziecku wystarczy to, że rodzice są w tym samym pokoju. W przypadku starszaków, które potrzebują bliskości rodziców, a ci niekoniecznie chcieliby, by na stałe stacjonowały one w ich sypialni, warto rozważyć zakup łóżka dziecięcego z dostawką lub wysuwanym materacem, gdzie jeden z rodziców w razie potrzeby mógłby się w miarę komfortowo przespać.

W ogóle jestem zdania, że niezależnie od tego gdzie dziecko zasypia lub się budzi, warto żeby od najmłodszych lat miało swoją przestrzeń – pokój czy choćby kącik, który będzie tylko jego. Po to, by miało świadomość, że gdy zechce, zawsze może zdecydować o tym, by spać właśnie tam, gdzie jest „wyłącznie u siebie”. Z doświadczenia (głównie znajomych, którzy mają nieco starsze dzieci niż moje własne) wynika, że im mniej naciska się na oddzielne spanie, tym szybciej maluch się na nie zdecyduje. Szczególnie, gdy wiążą się z tym jakieś przyjemne okoliczności (na przykład samodzielnie wybrane łóżko, pościel, lampka itp.) i przede wszystkim przeświadczenie, że w razie czego – gdy tylko dziecko będzie tego potrzebowało, rodzice są dostępni i odpowiedzą na wszelkie lęki, poczucie osamotnienia, koszmary itd.

Na koniec jeszcze jedno (no, może dwa :P) zdanie o drugiej stronie medalu – choć mało kto się do tego przyzna, bywa i tak, że w pewnym momencie to rodzic bardziej niż samo dziecko potrzebuje wspólnego spania. Choć oczywiście pewien żal mam, które mogą podświadomie czuć się już „trochę niepotrzebne” jest zrozumiały, to jednak nie powinniśmy takim emocjom ulegać. Musimy pozwolić dzieciom wyprowadzić się do swojego łóżka lub pokoju wtedy, gdy one (a nie my) będą na to gotowe. Szczególnie słabo to wygląda, gdy zaczynamy wykorzystywać wspólne spanie z dzieckiem do realizacji innych swoich potrzeb (na przykład jako wymówki do zbliżeń z partnerem – wbrew pozorom szczególnie kobiety robią to dość często). Wspólne spanie, które motywowane jest czymś innym niż naturalna dziecięca potrzeba bycia blisko mamy i taty (i wynikająca z rodzicielskiej miłości chęć odpowiedzenia na te potrzeby) to powód przynajmniej do zastanowienia, a w niektórych przypadkach do konsultacji ze specjalistą czy wręcz do terapii.

Zatem jeśli macie jakieś pytania lub wątpliwości, które chcielibyście skonsultować albo po prostu chcecie podzielić się swoimi opiniami lub doświadczeniami, zapraszamy do kontaktu z nami na FB, Insta: psycholife.style albo mailowo: psycholifestyle.blog@gmail.com 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s