T jak trudny temat „TRANS”…

W mediach znów ostatnio bardzo głośna jest dyskusja o tzw. „ideologii LGBT”. Dlatego postanowiłam, że w związku z licznymi błędami merytorycznymi, które pojawiają się przy okazji podejmowania tego tematu przez media i wiele wypowiadających się w nich osób, istnieje potrzeba, by pewne pojęcia klarownie wytłumaczyć. Nie ma bowiem nic gorszego niż wyrabianie sobie opinii na dany temat bez wcześniejszej weryfikacji i zdobycia przynajmniej podstawowej wiedzy dotyczącej pojęć, o których się mówi. Tymczasem niestety mam wrażenie, że w przestrzeni publicznej dominuje postawa „nie znam się, ale się wypowiem”. Przyprawia mnie to o dreszcze, bo jestem przekonana, że najwięcej podziałów i napięć dotyczących odmiennych poglądów spowodowana jest właśnie niewiedzą oraz myleniem opinii z faktami i naukową wiedzą…

Dlatego w tym niedługim wpisie chciałabym wyjaśnić podstawowe różnice pomiędzy pojęciami, które sprawiają chyba najwięcej problemów i budzą najwieksze wątpliwości osób, których temat nie dotyczy osobiście lub zawodowo. Zatem, jaka jest różnica między transseksualistą a transwestytą? Otóż mniej więcej taka jak między słowami „przynajnniej” i „bynajmniej”. Słowa brzmią podobnie, ale problemy, z jakimi zmagają się takie osoby dotyczą innych sfer i mają zupełnie inne natężenie. Problemów nastręcza również nazewnictwo medyczne, które dodatkowo komplikuje sytuację, bowiem dwa odmienne zjawiska nazywa w bardzo podobny sposób – chodzi o transwestytyzm o typie podwójnej roli oraz transwestytyzm fetyszystyczny.

Zatem podsumowując – omawianych w tym tekście zjawisk z przedrostkiem „trans” jest łącznie trzy:

  • transseksualizm,
  • transwestytyzm o typie podwójnej roli oraz
  • transwestytyzm fetyszystyczny.

I na marginesie – nim jeszcze przejdę do głównego tematu tego wpisu – po prostu muszę się krótko odnieść do jednej kwestii, którą celowo zaznaczyłam we wstępie. Otóż chodzi mi o sformułowanie „ideologia LGBT” lub jeszcze częściej stosowane „ideologia gender”. Nie wiem kto wymyślił te kretyńskie hasła, ale świadomie bądź nie przyczynia się do nasilania konfliktu towarzyszącego społecznej dyskusji na temat praw mniejszości oraz edukacji seksualnej. Otóż o „gender” można mówić ewentualnie jako o pewnym kierunku badań naukowych dotyczących płciowości człowieka (i towarzyszącym ich wnioskach, na podstawie których podnoszone są pewne kwestie związane choćby z edukacją czy społecznym aspektem wychowania dzieci i młodzieży), zaś w przypadku LGBT możemy mówić o środowisku (mniej lub bardziej zgodnym co do pewnych poglądów na temat praw mniejszości seksualnych), ale na pewno nie o ideologii.

Ale wracając do sedna…

„Trans” nie jedno ma imię

Ponieważ blog to nie miejsce na wielowątkowy wykład z psychologii ani seksuologii, to postaram się wyjaśnić Wam różnicę pomiędzy transseksualizmem a transwestytyzmem możliwie krótko i jasno. Po pierwsze, zjawisko transseksualizmu (zwanego też niekiedy transgenderyzmem) dotyczy zaburzenia TOŻSAMOŚCI PŁCIOWEJ, a więc w przypadku takich osób występuje niezgodność pomiędzy płcią morfologiczną (najoględniej mówiąc- fizyczną/biologiczną) z identyfikacją płciową (czyli: „fizycznie jestem kobietą, ale czuję się mężczyzną” lub odwrotnie). Zaburzeniu towarzyszy silna niechęć do własnej pierwotnej fizyczności, a szczególnie cech charakterystycznych dla biologicznej płci. Osoby transseksualne chcą podejmować typowe dla odmiennej płci role społeczne, zachowują się w sposób charakterystyczny dla drugiej płci, przeważnie przejawiają też typowe dla niej zainteresowania itp.

Transseksualizm sam w sobie w ogóle nie odnosi się do orientacji seksualnej, czyli tego, w stronę której płci skierowany jest popęd seksualny konkretnej osoby. Przeważnie osoby te postrzegają siebie jako heteroseksualne – czyli przykładowo: biologiczna kobieta, która psychicznie czuje się mężczyzną będzie przejawiała zainteresowanie innymi kobietami, ale sama siebie w tej relacji widzi w roli męskiej – zatem nie można mówić w tym przypadku o homoseksualizmie. Wiem, że wielu osobom wszystko to wydaje się bardzo zawiłe i niektórzy na tym etapie powiedzą: „eee tam, co to za durne wymysły! Z nudów wymyślają, w głowach im się przewraca!” Otóż niestety nie są to wymysły i wierzcie mi, transseksualizm jest przypadłością, której żadna z osób nim dotknięta dla siebie nie chciała, ani nie wybrała. Więcej! Z pewnością z radością zamieniłaby się ze wszystkimi tymi, dla których własna płciowość nie stanowi żadnego problemu i nie jest źródłem dyskomfortu.

Jeśli macie w tej kwestii wątpliwości, to przez chwilę spróbujcie sobie tylko wyobrazić, jak czulibyście się, gdyby ktoś zdecydował za Was i zamknął Was w ciele osoby odmiennej płci. I jak?

Co ważne, aby przystąpić do procedury zmiany płci potrzebne są długotrwałe i bardzo szczegółowe badania – zarówno medyczne, jak i psychiatryczne oraz psychologiczne, a osoba decydująca się na zmianę musi być pełnoletnia. Zazwyczaj pierwsze oznaki transseksualizmu zauważalne są od dzieciństwa. Dzieje się tak z prostego powodu – identyfikacja z płcią jest jednym z najważniejszych elementów ludzkiej tożsamości i krystalizuje się dość wcześnie (krótko mówiąc, chodzi o to, że stosunkowo szybko zaczynamy patrzeć na siebie przez pryzmat płci – „jestem chłopcem” lub „jestem dziewczynką”). Zatem wewnętrzny konflikt tego rodzaju może w swej pierwszej odsłonie ujawniać się już u kilkuletnich dzieci (co oczywiście nie oznacza, że każda dziewczynka, która nie chce nosić sukienek albo chłopiec lubiący bawić się lalkami będzie transseksualistą! Przeciwnie – większość dzieci, nawet mimo swoich nietypowych upodobań, będzie rozwijać się prawidłowo). Transgenderyzm dotyka 4-5 na 100 000 osób i jego przyczyny nie zostały jeszcze do końca odkryte, jednak badacze rozpatrują przede wszystkim rolę czynników genetycznych, endokrynologicznych, neurorozwojowych i środowiskowych – również tych wpływających na jednostkę jeszcze w okresie prenatalnym.

Zatem czym różni się transseksualista od transwestyty? Teraz uwaga, bo tak jak wcześniej wspominałam, pod pojęciem transwestytyzmu ukrywają się de facto dwa zjawiska, które łączy jeden element, a mianowicie upodobanie do ubierania się w stroje charakterystyczne dla płci przeciwnej (oraz wykonanie makijażu i ewentualnych nieinwazyjnych zabiegów takich jak np. uczesanie odpowiedniej fryzury, depilacja itp.). W przypadku transwestytyzmu o typie podwójnej roli osoba czerpie satysfakcję z samego faktu czasowego „przeobrażenia” się w kogoś płci przeciwnej, jednak nie ma pragnienia, by na stałe zmieniać płeć i pozbywać się atrybutów charakterystycznych dla własnej płci biologicznej. Owa przyjemność, którą transwestyta czerpie z przebierania się nie ma charakteru seksualnego (czyli nie chodzi o tu to, że ktoś przebiera się, bo go to podnieca). Jest to zjawisko, które w odróżnieniu od transseksualizmu nie wiąże się z tak dużym cierpieniem i konfliktem wewnętrznym (chyba, że wynikającym z braku akceptacji społecznej lub niezgodności tego rodzaju potrzeb z własnymi poglądami). Wedle obowiązującej w Europie medycznej klasyfikacji chorób ICD-10 zaburzenie to dotyczy identyfikacji płciowej i jest to element łączący transseksualizm z transwestytyzmem o typie podwójnej roli. Żeby było ciekawiej, w amerykańskiej klasyfikacji DSM-V ten drugi w ogóle nie jest uznawany za zaburzenie.

Teraz więc jeszcze kilka słów o transwestytyzmie fetyszystycznym (TF), czyli o zaburzeniu preferencji seksualnych – zatem sfery zupełnie innej niż dwa powyżej omówione zjawiska. TF jest parafilią, popularnie nazywaną fetyszem i jako jedyne ze wszystkich dziś omawianych faktycznie tylko i wyłącznie związane jest z pobudzeniem seksualnym czy satysfakcją seksualną. Zaburzenia z tej grupy – jedne groźne i społecznie nieakceptowalne jak pedofilia, podglądactwo, zoofilia czy nekrofilia, a inne raczej lub wręcz zupełnie nieszkodliwe, jak sadomasochizm czy fetyszyzm dotyczący konkretnych części ciała (na przykład stóp) lub obiektów, elementów ubioru, akcesoriów itp. – łączy jedno – wszystkie one polegają na tym, że do osiągnięcia podniecenia i spełnienia seksualnego niezbędne jest wystąpienie konkretnego rodzaju bodźca (a preferencja taka ma charakter długotrwały i nawracający). W przypadku TF takim bodźcem jest właśnie przebranie się w strój płci odmiennej (przeważnie dotyczy to mężczyzn, których podnieca przebieranie są za kobiety). Jest to zatem przypadłość, która podobnie jak wiele innych fetyszy (które będziemy postrzegać raczej w kategorii niegroźnego dziwactwa, a nie poważnego zaburzenia), nie musi nawet wiązać się dyskomfortem dla osoby, której dotyczy ani jej otoczenia (które albo akceptuje tego rodzaju upodobania, albo nawet o nich nie wie – w końcu nie rozmawiamy ze wszystkimi o tym, co dzieje się w naszej sypialni). Problem pojawia się, jeśli takie upodobania paraliżują pewne obszary życia dotkniętej nimi osoby, wiążą się z wyrzutami sumienia, poczuciem winy, wstydem czy trudnościami w życiu społecznym albo sferze seksualnej – wtedy zaburzenie to wymaga interwencji terapeutycznej.

Na koniec jeszcze dodam, że wszystkie trzy dziś opisane zaburzenia nie mają żadnego związku z orientacją seksualną (no może poza takim, że każdy z nas jakąś orientację ma), która określa, w stronę której płci kierujemy swój pociąg seksualny, romantyczny i emocjonalny. I żeby było jasne, bo może niektórzy o tym nie wiedzą – zgodnie z obowiązującą wiedzą medyczną, każda orientacja odmienna od heteroseksualnej (zatem homo-, bi- oraz aseksualna) wg WHO nie jest zaburzeniem. Nie ma też wątpliwości, że orientacja seksualna jako element naszej ludzkiej tożsamości nie jest kwestią wyboru, ale jest wrodzona – krótko mówiąc, nie mamy opcji jej wyboru.

Zdaję sobie sprawę, że temat LGBT jest trudny i wywołuje wiele kontrowersji, ale niezależnie od poglądów, które mamy (i do których mamy prawo), najpierw warto pomyśleć o tym, że za każdą etykietą, społecznym ruchem czy banerem stoi człowiek – jednostka, która ma uczucia, swoje życie, swoją historię. Możemy się ze sobą zgadzać lub nie, ale powinniśmy się szanować a swoje opinie ustalać na postawie faktów – w tym tych naukowych i medycznych. Choć nie jest to proste i wymaga czasami wysiłku – na pewno warto, bo dzięki temu będzie nam łatwiej rozumieć siebie nawzajem 🙂

Dobra! Teraz kończę już naprawdę i w związku z tym wszystkich głębiej zainteresowanych tematem zachęcam do pobrania prezentacji autorstwa Beaty, w której znajdziecie kawał solidnej wiedzy dotyczącej ludzkiej seksualności. Wszystko to przedstawione w skondensowany i jednocześnie profesjonalny i klarowny sposób. Śpieszcie się, bo link do plikiem do pobrania aktywny będzie tylko 7 dni! Enjoy! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s