Bądź grzeczny – czyli jaki? Uważaj na kosmiczne oczekiwania wobec dziecka.

 

Jako matka „temperamentnego” brzdąca, wchodzącego właśnie w etap rozwoju, który daje mu już pewną autonomię (głównie motoryczną, ale oczywiście nie tylko) i co za tym idzie wiąże się z coraz częstszym „konfliktem interesów” na linii rodzic-maluch, zastanawiam się co to właściwie znaczy wychować GRZECZNE dziecko? Obawiam się niestety, że odpowiedź – jak całe rodzicielstwo – nie jest prosta a interpretacji tyle, ilu rodziców. Co gorsza, na każdym kolejnym etapie rozwoju, owa „grzeczność” oznacza co innego. Ale nie ma rady! Przyszedł czas, w którym muszę tę odpowiedź odnaleźć – sama dla siebie i dla mojego Syna 😉 A mam nadzieję, że też i dla Was.

My, dorośli bardzo często mamy skłonność, by patrzeć na dzieci (a dokładniej oceniać je na skali grzeczne-niegrzeczne) z perspektywy ich posłuszeństwa i poddawania się naszym nakazom i zakazom. Męczy nas ruchowa aktywność dzieciaków i hałasowanie, a do pasji (szczególnie, gdy się spieszymy) doprowadza konieczność kilkukrotnego powtarzania tych samych komunikatów (dość często z resztą bez zakładanego rezultatu). Czy zatem dziecko, które biega, głośno się śmieje, emocjonalnie pokrzykuje lub nie reaguje na komendy jest dzieckiem niegrzecznym? Często wydaje nam się, że tak (szczególnie gdy nie chodzi o nasze własne dzieci). Jednak takie myślenie to bardzo niebezpieczna pułapka. Bo wszystko to, o czym napisałam w poprzednim zdaniu tak naprawdę może być (i przeważnie jest!) objawem zdrowego rozwoju i stanowi normę w zachowaniu – szczególnie, gdy mówimy o naprawdę małych dzieciach. Czy wiedzieliście na przykład, że dopiero pomiędzy drugimi a trzecimi urodzinami dziecko zyskuje pierwsze neurologiczne podstawy do tego, by przynajmniej na chwilę zaprzestać działania – na przykład przestać biegać czy skakać w odpowiedzi na komunikat rodziców? Co więcej, chłopcy umiejętność tę zyskują później niż dziewczynki, ponieważ ich płat czołowy odpowiedzialny za rozwój samokontroli dojrzewa około roku później.

Grzeczny, czyli jaki?

I dlatego w definiowaniu „bycia grzecznym” kluczowy jest wiek i etap rozwoju dziecka. Największą trudność stanowi to, by rozpoznać, czego możemy już od malucha wymagać i co mieści się w granicach jego możliwości a co jeszcze nie. Dlatego rodzice malców do około 4 roku życia muszą zdawać sobie sprawę, że to, iż ich pociecha biega, krzyczy, spontanicznie eksploruje otoczenie i ostentacyjnie okazuje swoje emocje (których przeważnie jeszcze nie rozumie), nie oznacza, że jest niegrzeczne. Gdy starszak próbuje stawiać na swoim lub wchodzi w konflikty również nie znaczy to, że jest „trudny”. Takie zachowania nie świadczą o żadnej patologii, a tym bardziej o złośliwości dziecka czy jego nieprawidłowym rozwoju! Nie zmienia to jednak faktu, że wprowadzanie i prezentowanie norm istniejących w społeczeństwie, tłumaczenie ich i stopniowe egzekwowanie jest koniecznością dobrego wychowania. Dziecko potrzebuje bowiem jasnych granic i zasad postępowania, bo dzięki nim czuje się szczęśliwsze, spokojniejsze i przede wszystkim bezpieczne. A poczucie bezpieczeństwa, które dają małemu człowiekowi najbliżsi w pierwszych latach życia, stanowi podwaliny dla kształtującej się tożsamości i prawidłowego rozwoju emocjonalnego oraz społecznego. Dlatego w życiu dzieci rutyna i konsekwencja jest niezwykle istotna, bo pomaga im odnaleźć się we wciąż „rozszerzającym się” wokół nich świecie. A rodzice muszą pamiętać, że tłumaczenie i egzekwowanie norm to jedno, a prezentowanie ich w praktyce i bycie wzorem do naśladowania w konkretnych sytuacjach (np. w kłótni) to drugie, niestety – dla nas, niedoskonałych dorosłych – ważniejsze.

Dlatego ja definiowałabym „grzeczność” jako umiejętność dostrzegania pewnych norm zachowania i obowiązujących zasad (z czasem rozumienie z czego wynikają i czemu służą) oraz świadomość następstw własnego zachowania. Dlatego tak istotna w procesie wychowania jest konsekwencja i przewidywalność postaw (tzw. modelowanie!), jakie rodzice prezentują swoim dzieciom – zarówno jeśli chodzi o relacje z nimi, jak i inne, które maluchy na co dzień u nas obserwują.

Oczywiście czynników kształtujących zachowania dziecka jest bardzo wiele. Część z nich ma źródła na zewnątrz i szczególnie w przypadku najmniejszych dzieci ich wpływ bywa ogromny. Co gorsza, często są to rzeczy czy sytuacje, które dorosłym wydają się być bez znaczenia. Dlatego tak ważna jest komunikacja z dzieckiem i próba zrozumienia jego emocji, stanowiących reakcję na otaczający go świat, którego zasad funkcjonowania przecież dopiero się uczą. Tylko dzięki uważnej obserwacji, a później rozmowie możemy dowiedzieć się, że niesforne zachowanie jest wynikiem strachu (czasem przed wyimaginowanym niebezpieczeństwem), zmęczenia, konfliktów z równieśnikami itp., itd.

Innym bardzo istotnym czynnikiem jest temperament dziecka i jego zapotrzebowanie na stymulację (zainteresowanych odsyłam do zapoznania się z założeniami teorii temperamentu Strelaua i Zawadzkiego) – jedne dzieci są bardzo aktywne i potrzebują wielu doznań i bodźców z zewnątrz, inne przeciwnie. Niedostosowanie trybu życia i otoczenia do ich indywidualnych preferencji może skutkować zachowaniami, które my dorośli interpretujemy jako niegrzeczne, histeryczne czy złośliwe. Dlatego obserwowanie, w jakich warunkach dziecko czuje się komfortowo, jakie aktywności lubi (i w jakim natężeniu) jest aż tak ważne. Być może nasza pociecha wcale nie przepada za dużymi skupiskami ludzi i nie najlepiej czuje się w parku rozrywki, restauracji czy centrum handlowym. Inne dziecko zaś rozpiera energia i cierpi, gdy musi długo siedzieć w domu czy innym dobrze znanym mu otoczeniu ubogim w nowe bodźce. Im młodsze dziecko, tym mniejszą ma świadomość co tak naprawdę mu nie odpowiada. I nie tylko nie potrafi nam o tym opowiedzieć, ale nawet samo tego zrozumieć. Dlatego to rolą rodzica jest wnikliwa obserwacja i próba dotarcia do źródeł „nieodpowiedniego” zachowania.

Oczywiście temat jest rozległy, więc mogłabym pisać dużo więcej i bardziej szczegółowo, ale blog to nie miejsce na długie naukowe wywody, dlatego do brzegu. Choć to niełatwe, my rodzice musimy pamiętać, że błędne definiowanie grzeczności może problem wzmagać – czyli prowadzić do tego, że dziecko w którymś momencie zacznie prezentować przejaskrawione tzw. zachowania opozycyjno-buntownicze – po to, by zaznaczyć swoją odrębność i autonomię. Równie dobrze jednak, próbując „ustawić” małego człowieka wedle swoich wyobrażeń i oczekiwań możemy go „złamać”, a stosując metody oparte na agresji i strachu (niekonieczne tylko przed karą fizyczną albo materialną, ale przede wszystkim stratą emocjonalną), sprawić, że dziecko nie wykształci w sobie tak potrzebnej w życiu dorosłym asertywności, będzie nadmiernie uległe i wycofane, a jego samoocena krucha i niestabilna.

Ale, ale – żeby nie było tak łatwo 😉 Nadmierna surowość to zło, jednak zbyt wiele wolności i swobody (niedostosowanej do wieku i etapu rozwoju dziecka) wcale nie jest lepsze. Bo tak jak już pisałam – brak granic jest dla dziecka tak samo szkodliwy jak zbyt sztywne i ciasne granice.

Pewnie teraz myślicie sobie: „Odezwała się mądrala – w teorii wszystko pięknie, ale jak okrągłe słowa przełożyć na życie?” Łatwo nie będzie (mnie też!), ale żeby choć odrobinę sobie i Wam pomóc, pokusiłam się o kilka praktycznych porad w punktach. Może dzięki nim będzie przynajmniej trochę prościej 😉

Co robić a czego nie robić?

1. Wymagać tego, co na danym etapie dla dziecka jest możliwe do zrealizowania oraz zgodne z jego poziomem rozwoju motorycznego, poznawczego i emocjonalnego (im starsze dziecko, tym większe znaczenie ma rozmowa: tłumaczenie motywacji, argumentowanie i wyjaśnianie a przede wszystkim słuchanie tego, co dziecko ma do powiedzenia).

2. Ustalać jasne granice i konsekwentnie się zachowywać (zarówno w zakresie kar, jak i pochwał czy nagród):

a. w przypadku zachowań pozytywnych zawsze chwalić, dziękować i doceniać (a często o tym zapominamy!)

b. w przypadku zachowań niepożądanych (ale nie niebezpiecznych czy szkodliwych) ignorować

c. w przypadku zachowań jednoznacznie negatywnych wyciągać wcześniej zakomunikowane i znane dziecku konsekwencje i znów: tłumaczyć, rozmawiać, przedstawiać swoją argumentację i pytać o motywy zachowania dziecka (ten element powtarzamy do znudzenia 😉 )

3. Jasno komunikować swoje oczekiwania – przekaz powinien być prosty i konkretny (np. „Spróbuj mówić trochę ciszej” a nie „Uspokój się”). W miarę możliwości formułować pozytywny komunikat („Pozwól Jasiowi pobawić się Twoją zabawką – na pewno będzie mu miło i sprawisz mu przyjemność” zamiast „Nie zabieraj zabawki Jasiowi”).

4. Nazywać swoje emocje w związku z zachowaniem dziecka (np. „Jest mi smutno, że tak się zachowałeś”, „Jestem zdenerwowany, bo obawiam się, że przez Twoje zachowanie będziemy spóźnieni”, „Jestem szczęśliwy i dumny, że tak zrobiłeś”).

5. Ustalać jasno: co wolno a czego nie wolno i pokochać słowo konsekwencja 😉 czyli w analogicznych sytuacjach starać się zachowywać tak samo lub podobnie, ponieważ dziecko czuje się bezpiecznie w przewidywalnych warunkach i szybciej się do nich adaptuje. W przypadku starszych dzieci niektóre zasady warto spisywać i wspólnie z nimi tworzyć swego rodzaju „kontrakt”. Zatem nie robić odstępstw od zasad!

6. Nie zaprzeczać emocjom dziecka (np. nie mówić: „Daj spokój, nic się nie dzieje, czemu histeryzujesz?!”), ale nazywać przeżywane emocje i dać dziecku do zrozumienia, że je zauważamy i chcemy mu pomóc.

7. Nie liczyć na natychmiastowe efekty – wciąż próbować, być niestrudzonym w swojej konsekwencji i nie poddawać się!

No to do dzieła i powodzenia! 🙂

3 myśli w temacie “Bądź grzeczny – czyli jaki? Uważaj na kosmiczne oczekiwania wobec dziecka.

  1. Dlaczego wg Pani nie można tego robić?

    „Nazywać swoje emocje w związku z zachowaniem dziecka (np. „Jest mi smutno, że tak się zachowałeś”, „Jestem zdenerwowany, bo obawiam się, że przez Twoje zachowanie będziemy spóźnieni”, „Jestem szczęśliwy i dumny, że tak zrobiłeś”).”

    Polubione przez 1 osoba

    1. Faktycznie, jak czytam raz jeszcze to zdanie to może ono nie brzmi tak jasno i wyprost… Dziękujemy za pytanie !!!
      Chodziło nam o to, żeby wyjaśniać, a nie tylko nazywać emocje. Czyli, np. rzucałeś pierogami po pokoju (to spowodowało, że jest bałagan) i teraz w konsekwencji posprzątasz to wszystko po sobie, zamiast tekstu „jestem na Ciebie wściekły”. Żeby nie osiadać na emocjach, ale głównie koncentrować się na wyjaśnianiu (element poznawczy).
      Co do tej dumny np. można zaznaczyć, że jest się dumnym rodzicem, ale przede wszystkim podkreślić, że to dziecko ma powody do dumy i radości.

      Polubienie

    2. Jako autorka tekstu, muszę się odnieść do Pani komentarza – po pierwsze bardzo za niego dziękuję 🙂 Pani pytanie jest jak najbardziej zasadne i ma Pani rację – emocje trzeba nazywać, ale i tak jak dopisała Beata, warto je uzasadniać i wyjaśniać skąd się wzięły, pokazywać, że mają swoje źródło w różnych zdarzeniach i zachowaniach innych ludzi (to uczy malucha, że jego zachowanie wpływa i dotyczy innych, pozwala z czasem przejść na kolejny poziom emocjonalnej dojrzałości i odrzucić tak charakterystyczne dla dzieci egocentryczne rozumienie otaczającego świata). A po trzecie – podczas redakcji tekstu wkradł się chochlik i poprzestawiał nagłówki oraz podpunkty 😉 dlatego mogła Pani być nieco zdezorientowana czytając tekst – teraz już wszystko jest w porządku i mam nadzieję, że czytelnie.

      Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam! 🙂
      Ewa

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s