Alkoholik. Alkoholiczka. Dlaczego to właśnie ja?!

Zaczynałam pracę zawodową od problematyki uzależnień. Pamiętam też, że podczas studiów ten temat był dla mnie szczególnie ciekawy i zgłębiałam go tak po prostu, w ramach czasu wolnego. Ostatni miesiąc przyniósł mi zawodowe zmiany, które dały mi szansę na pracę terapeutyczną z osobami uzależnionymi głównie od alkoholu. Nie zrezygnowałam oczywiście z moim innych zainteresowań (tj. psychoterapia zaburzeń osobowości, diagnostyka neuropsychologiczna pacjentów po wypadkach komunikacyjnych czy seksuologia kliniczna) i dalej również tymi obszarami się zajmuję. Ale akurat dziś napiszę o problemie uzależnienia od alkoholu.

Zarówno z perspektywy naukowej (przywołam trochę badań), jak i mojego klinicznego doświadczenia – pokażę Wam, kto może mieć predyspozycje do uzależnienia się. Istotne jest tu słowo „może”, jak się z resztą zaraz sami przekonacie.

Jakie sytuacje „dokładają do pieca”?

No i właśnie… Trudno jednoznacznie stwierdzić, kto ma tego pecha i będzie osobą uzależnioną od alkoholu. Owszem, mówi się o tym, że pewne cechy osobowości (o czym napisze za chwilkę) predysponują do uzależnienia się od substancji psychoaktywnych. Poza tym, także w środowisku mogą zaistnieć jakieś zjawiska, które uruchomią lawinę picia. Mam tutaj na myśli sytuacje, z którymi można sobie po prostu nie poradzić… Osoba, która ma poukładane i zdrowe mechanizmy adaptacyjne np. zwróci się do kogoś po pomoc, pozwoli sobie na słabość, przegada sprawę z najbliższymi. Mówiąc wprost, będzie szukała rozwiązania, które pozwoli zaradzić zaistniałemu problemowi. Jednak ktoś, kto nie wykształcił dojrzałych mechanizmów radzenia sobie będzie wybierał destrukcyjne sposoby odreagowania i zamiatał sprawę pod dywan. Jedną z takich form (nie)radzenia sobie jest właśnie sięganie po alkohol. Część z Was pomyśli „Picie!? No i co to da?”, „Przecież z zachlaną głową albo na kacu będzie jeszcze trudniej!”. Dlatego tutaj zechcę wyjaśnić, dlaczego niektórzy wybierają akurat takie sposoby. Nie wynika to z ich świadomej chęci skrzywdzenia innych, (braku) siły, czy poczucia, że dzięki temu ich przyszłość będzie się malować w jasnych kolorach. Sięgają po alkohol właśnie po to, by zagłuszyć to, co trudne lub żeby nie mierzyć się z poczuciem, że pewne sprawy ich przerosły i czują się sami wobec nich bezsilni. Już tutaj widać (czuć), że chodzi o emocje, o czym za chwilę. Co ważne! Nie jest kwintesencją pomocy takiej osobie tylko i wyłącznie: współodczuwanie, rozczulanie się i wyręczanie!!! Efektywne będzie raczej zachęcanie do przyjęcia pomocy, wsparcie w odzyskaniu poczucia własnej ważności i siły oraz pokazanie, że problem można rozwiązać w sposób konstruktywny (oczywiście bez robienia tego za tą osobę ;)) Chodzi o to, by dać wędkę, a nie rybę.

Jak emocje przyczyniają się do rozwoju uzależnienia?

Tak jak już napisałam, w sytuacji nieradzenia sobie mogą pojawiać się trudne przekonania o własnej osobie, np. „Jestem słaby/-a, bo nie umiem sobie sam/-a poradzić”, „Jestem gorszy/-a, bo inni sobie jakoś radzą, a ja nie”, „Jestem nieważny, bo inni nie widza jak mi trudno i sobie nie radzę”, „Jestem złym człowiekiem, skoro myślę o tym, żeby się napić, a przecież mam rodzinę”. Kiedy w głowie pojawiają się tego rodzaju myśli na swój temat, towarzyszą temu bardzo silne i trudne emocje. Zaczyna się robić dwa razy trudniej, bo sytuacja przerasta i do tego złe myśli na własny temat przytłaczają. Ciągle wrzą kotłujące się emocje, m.in.: lęk, złość, smutek, poczucie winy i wstydu. Gdyby sposoby radzenia były zdrowe, to w najgorszym wypadku doszłoby do tzw. jednorazowej wpadki (czyli mężczyzna napił się, ale żałuje i teraz myśli, jak to ogarnąć), a w najlepszym od razu wybrałby w telefonie numer swojego przyjaciela i spróbował obgadać, co tym fantem zrobić. Kobiety jednorazowo „zalałyby robaka”, a później zebrałyby się na posiedzeniu przyjaciółek i „ogarniały”, jak problemowi zaradzić. Kiedy jedynak okazałoby się, że najlepszym regulatorem i panaceum na trudne sprawy, a w konsekwencji towarzyszące im emocje jest alkohol, w tym momencie powinno zapalić się czerwone światło!!! To właśnie ten czas, gdy należy się udać do specjalisty psychoterapii uzależnień (moim zdaniem najlepiej będącego też psychologiem). Właśnie przeoczenie takiego momentu, w którym pojawia się widoczna tendencja do powtarzania zagłuszania kryzysu (a raczej siebie w kryzysie) alkoholem prowadzi nierzadko do uzależnienia. Aby odreagować daną emocję, należy ją zidentyfikować. Zatrzymać się na chwilę i po prostu zadać sobie pytanie, co czuję? Zastanowić się, dlaczego to czuję? I opracować plan odreagowania, np. spacer, rozmowa z przyjaciółką. Osobom z tendencją do uzależnienia trudno znieść frustrację, zatrzymać się na swoim napięciu. Chcą najczęściej natychmiast złagodzić ból emocjonalny i odciąć się od tego, co sprawia dyskomfort. Może to wynikać z tego, że nikt nie nauczył ich, co to są emocje, jak można z nimi „pobyć”, jak sobie z nimi poradzić. Dlatego w życiu szukają intuicyjnie sposobów na problemy i zdarza się, że na ich drodze niestety staje alkohol, który wybierają, aż do utraty kontroli…

A dlaczego w tych sytuacjach, akurat ja mogę się uzależnić?

Tutaj pojawia się kolejne pytanie: jak to jest, że jeden uzależnia się od alkoholu, drugi dostaje depresji, a trzeci zaburzeń lękowych? I tu wchodzimy w obszar tzw. predyspozycji osobowościowych. Chciałabym Wam przedstawić trochę wniosków z przeprowadzonych już w tym zakresie badań. Jest to o tyle istotne, że stale są one kontynuowane i pewne zależności się potwierdzają. Zacznijmy zatem od Stanton Peele’go, który na podstawie badania testem TAT stwierdził, że uzależnieni wykazywali wyższą od innych potrzebę mocy i znaczenia, a biorąc pod uwagę wyniki w teście MMPI zauważył, że osoby uzależnione uzyskują wyniki wskazujące na tendencję do poszukiwania przyjemności i agresywność, a także na śmiałość, brak zahamowań i towarzyskość. Z kolei w innym badaniu z wykorzystaniem w tym celu biologicznie zorientowanego modelu cech osobowości Hansa Eysencka, okazało się, że z tendencją do używania substancji psychoaktywnych u młodzieży wiąże się wysoki wynik w skali ekstrawersji, niski w skali neurotyczości oraz wysoki w skali psychotyczności. Najmocniej natomiast z tą skłonnością wiąże się impulsywność. Została też potwierdzona silna korelacja między impulsywnością a nadużywaniem alkoholu oraz uzależnieniem od nikotyny. Te badani oparte są na metodach testowych i wskazują na te cechy, które bada dany test. Z perspektywy praktyka najbardziej znacząca wydaje mi się  impulsywność oraz niska wrażliwość na frustrację.

Jednak bardzo istotne jest to, że na rozwój uzależnienia mogą mieć wpływ zarówno cechy osobowości, jak i środowisko. Najczęściej jest właśnie tak, że aby uzależnienie się rozwinęło, zadziałać musi kilka różnych czynników.

Skąd wziąć mechanizmy adaptacyjne? 

Skoro napisałam o tym, co mówią badania dotyczące cech predysponujących do uzależnienia się oraz o tym, jak trudne sytuacje i pojawiające się wtedy myśli oraz emocje mogą ułatwić popadanie w nałóg, to zechcę też króciutko wspomnieć o tych mechanizmach, które chronią nas przed destrukcją. W końcu zawsze jest światełko w tunelu 🙂

Żeby rozwinęły się zdrowe mechanizmy radzenia, musimy sięgnąć do dzieciństwa. Rodzic powinien być wspierający, kochający, doceniający, ale i wymagający, stawiający granice. Pozwala to na pielęgnowanie bezpiecznego przywiązania dającego (nie koniecznie wprost) komunikat „wiem, że dasz rade, ale jak tylko zechcesz i czujesz, że jest ci za ciężko, możesz do mnie przyjść i damy sobie radę razem”. Tego typu komunikatów i rodzaju przywiązania niejednokrotnie brakuje m. in. w rodzinach dysfunkcyjnych, np. przemocowych, alkoholowych czy takich, gdzie żałoba lub choroba przysłania wszystko inne… Dobrze jeśli opiekunowie prezentują taką postawę od pierwszych chwil dziecka, bo wtedy mała, bezbronna istotka otrzymuje ochronny pancerz odporny na różne trudne sytuacje.

Ale, co zrobić, jak go nie ma? Czy wtedy tylko pozostaje czekać, aż jakaś sprawa nas przerośnie i skończy się to katastrofą? Oczywiście, że nie! Dzięki ogromnym możliwościom, jakie daje psychoterapia, tego typu mechanizmy adaptacyjne można wypracować i ukształtować. Człowiek, jako żywa, zdolna do  uczenia się istota, jest przystosowany do tego, żeby się zmieniać.

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę badania i doświadczenie kliniczne w pracy z pacjentami uzależnionymi, mogę tylko potwierdzić, że nie ma jasnego algorytmu, który wskaże, jakie cechy osobowościowe i jakie sytuacje na pewno przyczynią się do rozwoju uzależnienia. Jednak impulsywność, niska odporność na frustrację i problem w odraczaniu gratyfikacji wydają się być istotnymi elementami, które można przeważnie zaobserwować u osoby uzależnionej. Poza tym też wspomniane przekonania na temat własnej osoby i towarzyszące im wtedy emocje, które pojawiają się w sytuacjach trudnych, dokładają cegiełki do (bardzo trudnej skądinąd do zburzenia) ściany, jaką jest uzależnienie.

Jeżeli już wspomniane „czerwone światło” zapaliło się u Ciebie, nie zwlekaj! Bądź silny/-a, wyjątkowy/-a, dobry/-a dla siebie! Zadbaj o siebie! Psychoterapia jest na wyciągniecie Twoje ręki! Dlaczego nie zacząć zmiany już dziś? Pomyśl, co ma się stać jutro, za tydzień za miesiąc, żebyś był/-a gotowy/-a na zmianę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s