Blisko, bliżej… uważaj! Czyli dlatego intymność może zabić dobry seks?

Nie tylko intuicja, ale i naukowe dowody podpowiadają nam, że miłość w swojej kompletnej postaci składa się z intymności i zaangażowania oraz namiętności. W modelowym związku wszystkie te elementy przenikają się wzajemnie. I jeśli już taki związek się zdarza, to jest on raczej wynikiem dojrzałej pracy nad relacją, a nie efektem celnego strzału Amora.

Niestety, „real life is brutal” i przeważnie pierwotną namiętność oraz ognisty seks dość szybko wypiera bliskość (która generalnie jest super i bardzo dobrze nam w życiu robi, może jednak niekiedy stać się małą pułapką) oraz zaangażowanie (też niezbędne w trwałym związku, jednak samo w sobie niewystarczające do szczęścia). Brzmi mało optymistycznie, prawda? Jest jednak światełko w tunelu. Trzeba po prostu odrobinę wysiłku. Przyda się też refleksja nad samym/samą sobą i własnym zachowaniem wobec i w obecności drugiej połówki 😉

Wedle trójskładnikowej teorii miłości R.Sternberga i stworzonej na jej podstawie klasyfikacji rodzajów miłosnych relacji Bogdana Wojciszke najbardziej doskonała forma miłości (tzw. kompletnej) składa się właśnie ze wszystkich trzech wymienionych wyżej czynników (namiętność, intymność i zaangażowanie). Jednak, aby związek funkcjonował w tej „wersji” przez długie lata potrzeba nie tylko dobrego dopasowania partnerów na wielu płaszczyznach, ale też pracy i dojrzałości w podejściu do tej dynamicznie zmieniającej się relacji. Choć trudno nam to przyjąć (szczególnie na początku), miłość niestety nie jest czymś danym nam raz na zawsze. Pierwszy „ogień” wypala się najdalej po 2 latach!! Zaskoczeni? A może teraz u niektórych z Was pojawiła się jakaś refleksja? 😉 Dlatego, aby relacja mogła trwać dłużej, musi pojawić się intymność i zaangażowanie. Jednak kto z nas nie marzy o tym, by nawet w długoletnim związku doznawać (przynajmniej od czasu do czasu) dawnego powiewu oszałamiającej namiętności i przypominać sobie ten nieco „narkotyczny” stan zakochania z pierwszych miesięcy znajomości? Na szczęście jest to możliwe z dozą wysiłku z dwóch stron. Oczywiście nie chodzi o to, by zaklinać rzeczywistość – miłość ewoluuje i może być to piękna ewolucja. Namiętność powinna dojrzewać razem z partnerami i właśnie dzięki dobrej znajomości drugiej strony może okazać się, że seks jest nawet lepszy niż na początku. Ale nieodpowiednio rozumiana bliskość i owa „dobra znajomość” żony lub męża może być też zabójcą namiętności. Żeby wspomniana namiętność mogła trwać dłużej niż to, co oferuje nam biologia, konieczne jest, by na moment zapomnieć o całej reszcie świata i partnera postawić w swoim centrum. To niełatwe, szczególnie gdy przytłacza nas masa obowiązków rodzinnych czy zawodowych. Poza tym, kiedy wkrada się poczucie, że im lepiej się znamy i więcej o sobie wiemy, wtedy zaczynamy z tym mniejszym zaintrygowaniem patrzeć na swoją drugą połowę. I tu dochodzimy do sedna.

Bądź dziś moim nieznajomym…

Kasia Nosowska w piosence „Zakochani” śpiewa, że „początek miłości to czas udawania, że wszystko co ludzkie jest nam obce”. I sporo w tym prawdy. Bo na początku relacji ulegamy złudzeniom. Zakochujemy się nie tyle w prawdziwej osobie, ale w kimś, kogo w znacznej mierze sobie wyobrażamy. Dzieje się tak dlatego, że bardzo wielu rzeczy nie wiemy o naszym wybranku czy wybrance, a w konsekwencji dopowiadamy sobie sporo na jego temat. I to kręci nas najbardziej. Z czasem jednak okazuje się, że ten ideał jest normalnym człowiekiem z krwi i kości, ma swoje wady, gorsze dni, wreszcie fizjologię, o której istnieniu (oczywiście poza sferą seksualności) na początku raczej zapominamy. Z czasem, gdy budujemy między sobą bliskość i przywiązanie, dowiadujemy się i zauważamy więcej. Przez jakiś czas hormony jeszcze i tak skutecznie zalewają nasz mózg, więc różne mankamenty charakteru, wyglądu czy zachowania drugiej strony wydają się być mało znaczące. Ale z czasem…

Właśnie dlatego każdy z nas, nawet po wielu latach związku powinien mieć swoją strefę prywatną tylko dla siebie, w której pewne rzeczy pozostaną dla partnera „tajemnicą”. Taką przestrzeń na nawet niewielkie niedopowiedzenia i wypełnienie wizerunku drugiej połówki tym, co podpowiada nam nasza fantazja.

Blisko,bliżej, byle nie za blisko!

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto w dłuższej relacji nie pozwolił sobie na cichego „bąka” pod kołdrą, kto nie paradował przez cały dzień w wyciągniętym dresie i z nieświeżymi włosami albo nie próbował pocałować partnera po kolacji, w której królował czosnek. I generalnie nie chodzi o to, żeby udawać, że nie puszczamy bąków, że wcale się nie pocimy, że nasz oddech zawsze pachnie lawendą. Absolutnie, w normalnym związku nie można tego ukryć i wcale zresztą nie o to chodzi o jakąś „grę w chowanego” przed sobą. W dojrzałej miłości jest przestrzeń na to, by kochać również w tych momentach, gdy jesteśmy słabsi, chorzy, grubsi, brzydsi, starsi… Generalnie niedoskonali. Chodzi jednak o to, żeby pokazać partnerowi czy partnerce, że się dla nich staramy. Żeby wiedzieli, że chcemy im się podobać i żeby czuli się w naszej obecności dobrze, komfortowo. Żeby się nie zatracić w zgubnym przekonaniu, że przecież już wszystko o sobie wiemy i dlatego możemy sobie pozwolić na nasze różne – mniej lub bardziej nieprzyjemne ułomności i niedbałość. Pomijam już fakt, że oczywiście tolerancja na takie „szczegóły” u każdego jest inna i w związku ważne jest to, żeby partnerzy znali swoje granice i wiedzieli, co jest dla nich do przyjęcia, a co już nie. Moim zdaniem dbałość o siebie i unikanie (w miarę możliwości oczywiście) pewnych zachowań w obecności partnera to również wyraz szacunku do niej/niego.

Mówi się często, że udany związek to zjednoczenie dusz i ciał. Moim zdaniem jest to delikatna przesada… W nawet najlepszym związku musimy zachować swoją indywidualność i pamiętać, że mąż czy żona– nawet po wielu latach – nie jest przedłużeniem nas samych. Ma swoją wrażliwość, poczucie estetyki, własne upodobania. I mimo, że pewnie z czasem przyzwyczai się nawet do najokropniejszych nawyków czy zaniedbań swojej drugiej połówki, to jednak dla wzajemnej atrakcyjności może być to gwoździem do trumny. Trumny, w której pogrzebana zostanie namiętność i udane życie seksualne.

Ciekawi siebie

Co więcej, gdy mówię o tym, że w długotrwałych związkach mamy tendencje do tego, by się trochę zaniedbać, nie mówię tylko o kwestiach fizjologicznych, higienicznych, wyglądzie czy – mówiąc prosto z mostu – niesmacznych zachowaniach. Mam na myśli również zaniedbanie intelektualne, lenistwo umysłowe. Nie ma nic gorszego,jeśli po jakimś czasie, w związku nie mamy o czym ze sobą porozmawiać (wyłączając bieżące kwestie takie jak lista zakupów, wychowanie dzieci czy sprawy rodzinne). Dla drugiej strony stajemy się nudni i nieatrakcyjni, gdy nie potrafimy zainteresować jej/jego tym, czego się dowiedzieliśmy, co spostrzegliśmy, jako oceniamy różne zjawiska czy zdarzenia. Oczywiście w dobrym związku bardzo wartościowe jest też, gdy umiemy sobie wspólnie pomilczeć w miłej atmosferze 😉 Ale generalnie bez nici porozumienia intelektualnego i komunikacji wykraczającej poza omówienie codziennych obowiązków i spraw do załatwienia, związek dość szybko może znaleźć się w fazie, w której pozostaje co najwyżej samo zaangażowanie. A stąd już tylko krok do rozstania.

Trochę się rozpisałam, więc zmierzając już do brzegu! Myślę sobie, że do związku, który będzie spełniony we wszystkich swoich aspektach i nie zabraknie w nim zaangażowania i dobrze rozumianej intymności, a równocześnie będzie namiętny, nie istnieje jeden klucz, ale ich solidny pęk!!! O innych elementach składających się na (potencjalnie!) satysfakcjonujący, trwały związek na pewno jeszcze będziemy pisać – w końcu kto nie szuka recepty na miłość idealną? 😉

Ale podsumowując to, o czym pisałam dziś – ważne jest, by nieustannie okazywać swojej drugiej połówce szacunek (nawet a może przede wszystkim w drobnych codziennych gestach i zachowaniach) i to, że jest dla nas ważna, że chcemy być dla niej atrakcyjni. Warto zrezygnować lub zmodyfikować część własnych przyzwyczajeń wynikających z rozleniwienia, wygodnictwa czy wreszcie fałszywego przekonania, że ta druga strona wszystko widziała, wszystko o nas wie i nic nie zrobi już na niej wrażenia. A właśnie, że zrobi! Ale żeby było ono pozytywne, wcale nie potrzeba aż tak wiele. Po prostu postarajmy się oszczędzić swoim partnerom tych wszystkich złych odczuć i niekomfortowych sytuacji. Od czasu do czasu zróbmy coś zaskakującego, czym nam obojgu sprawimy niespodziewaną radość wybijemy z codziennej rutyny. Tylko tyle i aż tyle!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s