Co mam zrobić dziś, zrobię jutro, czyli co zrobić, żeby nie odkładać na później?

Ten tekst miałam napisać już kilka dni temu. Ale dziecko było chore, noce nieprzespane, mąż pracował całymi dniami… I tym sposobem wpis powstaje dopiero dziś. Wpis o prokrastynacji, czyli odkładaniu zadań na później 😉

Wcześniej Beata pisała na temat mechanizmów prokrastynacji, czyli o tym skąd ona się bierze (dla zainteresowanych link będzie na końcu). Teraz przyszedł czas na kontynuację tematu. Tym razem proponuję Wam kilka konkretnych sposobów radzenia sobie z tą, nazwijmy to, „przypadłością”. Zatem, nie odwlekam dłużej i przechodzę do sedna 😉

Odwlekanie pewnych spraw czy zadań na dokładnie nieokreślone „później” to przypadłość, która w mniejszym lub większym stopniu dotyka niemal wszystkich. I oczywiście nie ma sensu roztrząsać problemu, gdy są to sytuacje rzadkie lub nie dotyczą one naprawdę istotnych spraw. Jeśli jednak prokrastynacja powoduje, że w naszym codziennym życiu rządzić zaczyna chaos lub zawalamy zadania, które mają kluczowe znaczenie dla naszej edukacji, kariery czy co gorsza zdrowia albo społecznych relacji, to – jak mawiał klasyk – wiedz, że coś się dzieje. I czas coś z tym zrobić. Tylko co?

Dane naukowe wskazują, że odwlekanie nie musi mieć nic wspólnego z lenistwem. Co więcej, istnieją nawet badania, które ujawniają związki między tendencją do odkładania a wysokim poziomem inteligencji oraz perfekcjonizmem (tak!). Niezależnie od tego, uporczywe odwlekanie realizacji ważnych zadań może być dla nas zgubne lub przynajmniej dezorganizujące życie nam i osobom w najbliższym otoczeniu. Dlatego, jeśli prokrastynacja zaczyna być uciążliwa, warto spróbować wdrożyć poniższe rady.

Zasada 3P – po pierwsze priorytety

A niech to, wymyśliłam właśnie własną zasadę – a właściwie nazwę dla zasady 😉 Krótko mówiąc chodzi o to, że jeśli już uświadomiliśmy sobie, że mamy kłopot z odwlekaniem, to warto regularnie konstruować własną listę priorytetów na najbliższe dni. Dobrym rozwiązaniem może być ustalanie ich w miarę na bieżąco – na przykład raz w tygodniu. Zdefiniowanie zadań i ułożenie ich w kolejności od najbardziej do najmniej istotnych i pilnych, to pierwszy krok, by zrealizować je na czas. Jeśli mamy problem z ustaleniem ważności spraw, pomocne może być rozważenie, jakie konsekwencje wynikną z wykonania ich terminowo a jakie z opóźnienia. Ewentualny bilans zysków i strat może być całkiem dobrą motywacją.

Oto schemat 🙂

Data:

Zadania od najbardziej istotnego do najmniej istotnego:

1.

2.

3.

(…)

Jeżeli wykonam zadania nr 1/2/3/(…) na czas, to wynikną z tego następujące korzyści (co zyskam):

1.

2.

3.

(…)

Jeżeli nie wykonam zadania nr 1/2/3/4/(…) na czas, to wynikną z tego następujące konsekwencje (co stracę):

1.

2.

3.

(…)

Tik tak, tik tak…

Goni nas czas, terminy, a od „pani prokrastynacji” na deser dostajemy giga napięcie emocjonalne, które dodatkowo paraliżuje i sprawia, że cele fruną coraz dalej i dalej. Aż wreszcie znajdują się poza naszym zasięgiem. Ale i z tym można sobie poradzić 🙂 Tutaj zaproponuję dobrze znaną metodę S.M.A.R.T. Dzięki niej można sformułować cele i zaplanować kolejne kroki.

O co w tym chodzi? Otóż o to, żeby jasno ustalić cel, który ma być:

Specyfic – skonkretyzowany, czyli nikt nie powinien mieć problemu z jego zrozumieniem. Każdy kto spojrzy na zapisany cel ma go odczytać tak samo.

Measurable – mierzalny, a więc tak sformułowany, żeby można było monitorować (najlepiej liczbowo) i porównywać postęp w jego realizacji.

Achievable – osiągalny, to znaczy taki, który można osiągnąć (skoro jest zbyt wymagający, to po co się za niego zabierać, jeśli i tak jest nie do zrealizowania). Takie większe cele warto rozbić na mniejsze i monitorować postępy właśnie tych mniejszych etapów składających się na większe zadanie.

Relevant – istotny, czyli będący ważnym krokiem do przodu (dającym jakieś postępy) i zarazem ważny dla tej osoby, która go realizuje.

Time-bound – określony w czasie, czyli mający jasną perspektywę czasową, początek i koniec.

„Czas – mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel” – śpiewała kiedyś Anja Orthodox (fani Closterkellera będą wiedzieć o co chodzi 😉 i miała sporo racji. Bo to właśnie (jak czytaliście wcześniej) odpowiednie rozłożenie zadań w czasie jest jednym z kroków do sukcesu. Poza tym chcę podkreślić, że nawet na co dzień warto planować zadania realistycznie (gdy narzucimy sobie za duże tempo, raczej pewne jest, że i tak z niektórymi sprawami nie zdążymy i przerzucimy „na później”). Lepiej nawet uwzględnić pewien margines na ewentualne poślizgi i czynniki, których działania nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć. Moim zdaniem najlepiej wpisywać je do kalendarza albo przynajmniej na kartce – w końcu nie od dziś wiadomo, że słowo pisane jest jakoś „poważniej” traktowane niż to, co ustalimy sobie w głowie lub ustnie. Przekonujemy się o tym co chwila, choćby w urzędzie czy w pracy.

Małymi krokami do celu

Odwlekamy zazwyczaj te zadania, które z jakiegoś powodu nie są dla nas zbyt przyjemne – nudne, żmudne albo skomplikowane. I w przypadku tych ostatnich – gdy obawiamy się niepowodzenia, błędów i krytyki za ich niewystarczająco dobre wykonanie, warto rozłożyć je sobie na „czynniki pierwsze”. Mam na myśli tutaj takie poszczególne etapy, które będziemy realizować po kolei, w drodze do celu. Definiując najtrudniejsze elementy zadania, możemy też przemyśleć, czy jest ktoś, kto mógłby nas jakoś wesprzeć w ich realizacji – zarówno merytorycznie, jak i mentalnie – dobrym słowem czy „motywacyjnym kopem” 😉 Albo zastanowić się, gdzie możemy poszukać rozwiązania napotkanego problemu. Element wsparcia od innych ludzi ważny jest także w przypadku zadań, które może nie są bardzo trudne, ale nie specjalnie sprawiają nam przyjemność. Dobrym przykładem jest na przykład wspólne podejmowanie aktywności fizycznej – zawsze łatwiej jest odłożyć wypad na siłownię, jeśli mamy iść tam w pojedynkę. Co innego, gdy umowiliśmy się z koleżanką czy kumplem – głupio się wtedy wycofać, prawda? 😉

„Na kanapkę”

Jeśli wykonanie istotnego zadania jest dla nas katorgą, warto rozważyć skorzystanie z tak zwanej metody kanapkowej, która zakłada, że poszczególne etapy przeplatamy jakimiś drobnymi przyjemnościami (spacer, odcinek ulubionego serialu, mała przekąska albo kawa – co kto lubi). To pomoże nam zaspokoić potrzebę natychmiastowej gratyfikacji, która wraz z układem limbicznym w naszym mózgu jest głównym sprawcą i winowajcą odwlekania. Pamiętajmy jednak, że te małe przyjemności trzeba uwzględnić w planie realizacji – żeby na wszystko wystarczyło nam czasu.

A jak to nie pomoże?

Pamiętajcie, że zawsze, nawet od dzisiaj można skorzystać z pomocy psychoterapeuty, który będzie towarzyszem i przewodnikiem w procesie odkrywania siebie i przyczyn problemu- w tym przypadku np. prokrastynacji. Lepiej spróbować od razu i nie odwlekać. Bo co musi się wydarzyć (jutro, za miesiąc, za rok?), żeby było nam łatwiej podjąć pracę nad sobą?

I na koniec obiecany link do tekstu o przyczynach odwlekania: https://psycholifestyle.blog/2019/01/07/od-jutra-od-pierwszego-od-nowego-roku/

Fot.Pixabay

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s