Patyk, czas i wolna przestrzeń, czyli jak nie zabić kreatywności kilkulatka?

Po Świętach pewnie wielu rodziców zastanawia się, gdzie upchnie kolejne stosy zabawek i gadżetów, które ich pociechy znalazły pod choinką. Tymczasem okazuje się, że piękne, grające, świecące i Bóg jeden wie co jeszcze robiące akcesoria nie zagwarantują naszym dzieciom ciekawej i niezapomnianej zabawy. Co gorsza, ich nadmiar – w domu, na sklepowej półce czy w reklamie, sprawia, że żadna, nawet najbardziej atrakcyjna i wymyślna zabawka nie jest w stanie zatrzymać uwagi najmłodszych na dłużej niż kilka chwil. Jej miejsce zajmuje kolejny obiekt westchnień, z którego radość znów potrwa najwyżej kilka dni.

Patrząc na dzisiejsze maluchy – nawet te, które nie wychowują się w zamożnych domach – mam wrażenie, że są niemal zasypane zabawkami. Przeważnie jest ich tak dużo, że dzieciaki same nie pamiętają, co tak właściwie już mają. Z rozrzewnieniem wspominam, że gdy miałam kilka lat, marzyłam o najmniejszym chociaż zestawie LEGO czy domku dla lalek znanej marki (ten ostatni został z resztą to dziś niespełnionym życzeniem;). Choć moje pokolenie urodzonych w latach 80./90. i tak nie mogło narzekać już na szare dzieciństwo i puste półki w sklepach, to jednak próżno szukać porównania z „klęską urodzaju”, z którą do czynienia mają dzisiejsze dzieci. Zabawki, które dziś możemy kupić są przeważnie piękne, interaktywne, kolorowe, mają walory edukacyjne i w założeniu dają ogromne możliwości spędzania wolnego czasu – zarówno w pojedynkę, jak i z rówieśnikami. Tymczasem okazuje się, że dzieciaki przeważnie szybko się nimi nudzą, rzucają je w kąt i (o zgrozo!) bez pomocy z zewnątrz nie potrafią zorganizować sobie angażującej zabawy – nawet w grupie. Czy przypominacie sobie może sytuację z własnego dzieciństwa, w którym mając do dyspozycji trochę wolnego czasu i towarzystwo choć jednego kolegi lub koleżanki nie wiedzieliście, co ze sobą zrobić? Jeśli tak bywało, trwało to przeważnie kilka sekund – aż do momentu, w którym uzgodniliśmy „w co się bawimy”. Nawet, jeśli do dyspozycji mieliśmy tylko piłkę, kawałek kredy, czy stary trzepak.

Skąd zatem wzięły się takie problemy u naszych dzieci? Przecież intelektualnie często przewyższają nas, gdy byliśmy w ich wieku. Nie wynika to więc z jakiś „braków”. Raczej przeciwnie – z nadmiaru, który często fundujemy im my – rodzice i najbliższe otoczenie.

Fot. Pixabay

Co za dużo to niezdrowo. Ale dobrze, żeby było różnorodnie 😉

Myślę sobie, że to nie dzisiejsze zabawki same w sobie są złe. Przeciwnie, wiele z nich jest naprawdę wartościowych, tyle tylko że jest ich zwyczajnie za dużo. Jak pokazuje jedno z  badań legendarnych amerykańskich naukowców ;), dzieci znacznie chętniej i dłużej bawią się danymi im przedmiotami, gdy jest ich wokół nich po prostu mniej. Zaburzeniu uległy też proporcje i formy zabawy, w jakich uczestniczą dzieci. Nie zmienimy tego, że dziś tablet, komputer czy smartfon jest towarzyszem większości zadań, które każdego dnia wykonujemy my sami, a więc i nasze dzieci. Warto jednak znaleźć alternatywę, która pozwoli osiągnąć jako taką równowagę pomiędzy czasem spędzonym przed monitorem czy wyświetlaczem a innymi formami zabawy. Myślę tu o wszelkich grach ruchowych – zarówno na dworze, jak i w domu czy na sali, ale też – a może przede wszystkim – zabawach, w których samemu trzeba stworzyć i wynegocjować reguły, stworzyć rekwizyty czy po prostu poudawać, że coś jest czymś innym. Zabawa symboliczna to absolutna podstawa naszego rozwoju, dlatego wszelkie teatrzyki, zabawy „w dom, lekarza czy biuro” nie wymagają gotowych akcesoriów. Największą frajdą i jednocześnie stymulacją wyobraźni jest samodzielne wykonanie „scenografii” lub znalezienie przedmiotów symbolizujących konkretne atrybuty postaci, w którą wciela się dziecko.

Warto też zachęcać dzieciaki do aktywności, w których będą poznawały bliższe i dalsze otoczenie za pomocą kilku zmysłów równolegle. Nawet jeśli będzie się to czasem wiązało z brudem, jakimś drobnym zadrapaniem czy zniszczeniem garderoby 😉 Im więcej różnorodnych doznań i dróg poznania, tym większa ciekawość tego, co nowe. Mechanizm działający jak perpetum mobile. Grzechem byłoby więc nie rozwijać naturalnej dla dzieci otwartości i „ciekawskości”, bo to dzięki niej być może w przyszłości będą chętnie się uczyć i rozwijać pasje.

Zestaw gotowych rozwiązań

Chcąc dogodzić naszym pociechom, staramy się spełniać ich zachcianki, a czasami nawet je wyprzedzać (szczególnie w przypadku najmłodszych dzieci). Gdy patrzę na mojego rocznego syna, który pomiędzy grająco-gadającą kierownicą, migocącą kulą, świecącym bączkiem i tańczącym kurczakiem wybiera… pustą butelkę po wodzie, drewnianą łyżkę albo troczek przy bluzie, to samej z siebie chce mi się śmiać. Choć dzieci rosną i z czasem same upominają się o kolejne zabawki z reklamy, to gdy przyjdzie co do czego, okazuje się, że najlepszą zabawą jest zrobienie „laboratorium” z garnków, misek i kuchennych miarek. I mimo, że już znamy ten mechanizm, wciąż wpadamy w tą samą pułapkę. A to wszystko z miłości! Chcemy naszym dzieciom dać to, czego sami nie mieliśmy, więc przesadzamy. Tymczasem zamiast po kolejną supernowoczesną zabawkę, może lepiej pójdźmy razem do parku po kasztany i żołędzie, a potem zróbmy z nich jakieś oryginalne budowle. Albo upieczmy razem ciastka, które można dowolnie przyozdobić. Albo przyszykujmy dzieciakom kilka kartonów, wytłaczanek po jajach, rolkach po papierze i butelek. Dajmy im nożyczki, klej, taśmę i pozwólmy stworzyć coś, co tylko przyjdzie im do głowy. Albo opowiadajmy historię, do której zakończenie maluch „dopisze” sam. Szybko okaże się, że nasze dzieci nie są kreatywne tylko dlatego, że nie dajemy im na to szansy. Nam – choć mogło brakować wielu rzeczy – na pewno nie brakowało możliwości, by rozwijać wyobraźnię, kreatywność i elastyczne myślenie. Paradoksalnie jednak wciąż nadgorliwie próbujemy dzieciakom zorganizować czas w najmniejszym szczególe. Świetnym przykładem są moim zdaniem imprezy urodzinowe dla przedszkolaków czy dzieci we wczesnym wieku szkolnym. Rodzice dostają „kręćka”, gdy muszą zorganizować kolejną imprezę dla maluchów – bo przecież plac zabaw juz był, zoo, aquapark i restauracja dla najmłodszych też. Wpadamy w popłoch, gdy okazuje się, że nie mamy jeszcze animatora. Zupełnie jakby grupa starszaków nie potrafiła (oczywiście pod dostosowanym do wieku „dzikiej bandy” nadzorem) sama sobie wymyślić zabawy. Serio? Naprawdę sądzicie, że te inteligentne małe bestie nie poradzą sobie z takim zadaniem? Jeśli tak się zdarzy, to wyłącznie dzięki nam. Bo dbając o to, by tym naszym wychuchanym skarbom nie zabrakło ptasiego mleka, niechcący robimy z nich nieprzystostowane do życia w społeczności, odtwórcze roboty. Tymczasem naturalną cechą rozwoju człowieka jest to, że we wczesnym dzieciństwie jego potencjał kreatywny jest największy – i jeśli na tym etapie go hamujemy, czynimy dzieciom dużą krzywdę. Dlatego w erze nadmiaru wygpospodarujmy im zatem przestrzeń i czas na to, by mogły pobawić się czasem bez współczesnych zabawek, wedle reguł i z atrybutami, które same stworzą. Pamiętajmy, że w końcy za zabawkę wszechczasów uznany został… patyk!

Czasem dobrze się ponudzić

W zagonionym świecie nie mamy czasu się na nudę. Wiecznie pędzimy – do pracy, do szkoły, na fitness, na zajęcia dodatkowe, do domu, żeby odrobić lekcje. Z kieratem codzienności ciężko skutecznie walczyć. Gdy jednak przychodzi czas wytchnienia – weekend, ferie czy wakacje, warto żebyśmy czasem zafunowali sobie i dzieciakom luksus – odrobinę nudy. Badacze z University of Central Lancashire udowodnili bowiem, że znudzenie sprzyja popadaniu w stan rozmarzenia, który z kolei stymuluje kreatywne myślenie u człowieka. Okazuje się więc, że w odpowiedniej dawce (czyli nie w nadmiarze;) nuda stwarza przestrzeń dla czegoś nowego, wbudza naszą wewnętrzną motywację, by zrobić coś ciekawego i angażującego. I dotyczy to zarówno dorosłych, jak i dzieci. W stosunku do najmłodszych dobrze jest też przeanalizować i odpowiednio dobrać liczbę oraz rodzaj zajęć dodatkowych. Bo ich nadmiar i niedopasowanie do upodobań dziecka może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego i zamiast wspierać wszechstronny rozwój malucha, może go przyblokować. Jednak o pozytywach i zagrożeniach, które niosą ze sobą fakultatywne zajęcia dla najmłodszych, napiszę innym razem. Bo pisać zdecydowanie jest o czym 😉

Jedna myśl w temacie “Patyk, czas i wolna przestrzeń, czyli jak nie zabić kreatywności kilkulatka?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s