Matka nie-wariatka, czyli jak nie utonąć w morzu macierzyńskiej miłości

„Jesteś najlepszą mamą na świecie” – dla tych słów usłyszanych z ust dziecka każda matka zrobiłaby wiele. Czasami nawet zbyt wiele. A jak wiadomo, nadmiar bywa szkodliwy. Nawet jeśli jest to nadmiar miłości. A raczej tego, co za przejawy miłości niekiedy mylnie bierzemy.

„Złoty środek” to najtrudniej osiągalne i jednocześnie najlepsze remedium na większość naszych problemów. Tych wychowawczych w szczególności. W ostatnim czasie chyba nie tylko ja dostrzegam, że dla rodziców największym wyzwaniem bywa pozwalanie swoim pociechom na samodzielność i odpowiednie „dawkowanie” wolności oraz wystawienie dzieci na wszelkie związane z tym konsekwencje.Chcąc chronić małego człowieka przed całym złem tego świata –bólem, porażką, negatywną oceną ze strony otoczenia – budujemy wokół niego złotą klatkę, która może uniemożliwić mu pełne rozwinięcie skrzydeł. Tymczasem już od pierwszych miesięcy życia dziecka, gdy tylko zyskuje ono wystarczające kompetencje motoryczne,naturalnym staje się poszerzanie obszaru własnej swobody. Krok po kroku – aż do dorosłości. I właśnie mądre, pełne miłości wsparcie w zyskiwaniu tej życiowej samodzielności jest największym dowodem miłości rodziców.

Niestety,chcąc „uchylić nieba” maluchowi, zapominamy, że poczucie własnej wartości i sprawczości a także liczne kompetencje społeczne oraz postawy wobec świata i ludzi nie kształtują się wyłącznie na bazie pozytywnych doświadczeń. Przeciwnie – to właśnie umiejętność współpracy z innymi oraz radzenia sobie z porażką, krytyką i stresem bywają kluczowe dla osiągnięcia satysfakcji z naszego późniejszego dorosłego życia. Dlatego spełniając wszystkie zachcianki ukochanej małej księżniczki lub księcia oraz usuwając wszelkie przeszkody sprzed ich stóp, musimy mieć świadomość, że to prosta droga do wychowania pozbawionego poczucia odpowiedzialności i empatii, egoisty, który tak naprawdę nigdy nie zdobędzie pełnej życiowej samodzielności – a tym samym stabilnego poczucia własnej wartości, autonomii i przekonania, że poradzi sobie w życiu bez pomocy i „sterowania” z zewnątrz.

Nie zgubić siebie w morderczym wyścigu

Najczęściej, sami nawet nie wiedząc kiedy i jak do tego doszło, orientujemy się,że biegniemy w wyścigu na najlepszą matkę lub ojca galaktyki. Pędząc w kierunku podium, zapominamy, że tego wyścigu nie da się wygrać, rywalizując z innymi rodzicami. Stosy zabawek,najhuczniejsza impreza urodzinowa dla kolegów, markowe ciuchy,nowoczesne gadżety, slalom między setką dodatkowych zajęć czy wykonany za dziecko rysunek na konkurs wcale nie przybliża nas do zaszczytnego tytułu. Ba! Nawet dziesiątki przeczytanych poradników dla idealnych rodziców i próby wcielenia wszystkich tych rad w życie nie gwarantują sukcesu. Co gorsza, biegnąc z klapkami na oczach, możemy przegrać sami ze sobą, zostawiając gdzieś w tyle własne potrzeby, zainteresowania, pasje i życie w roli innej niż rodzica. A to prędzej czy później musi skutkować frustracją, przemęczeniem (które i tak towarzyszy rodzicom nawet wtedy, gdy starają się zachować równowagę i dystans w opiece nad latoroślą), obniżoną samooceną a nawet depresją –szczególnie, gdy zdajemy sobie sprawę, że nie udało nam się sprostać wyidealizowanym wyobrażeniom, a nasze dziecko nie spełnia wszystkich oczekiwań, które mniej lub bardziej świadomie wyhodowaliśmy w swojej głowie.

Chcąc stworzyć dziecku jak najlepsze, pełne miłości warunki rozwoju,wiele kobiet nie chce też dopuścić do siebie jakichkolwiek negatywnych emocji, które odczuwają w związku z byciem matką szczególnie w pierwszym okresie życia dziecka. To błąd, bo każda z nas ma do nich pełne prawo. Zaakceptowanie tego faktu pozwala uwolnić przeżywane napięcie i zrozumieć przyczyny frustracji –zarówno nam samym, jak i najbliższym. Przemęczenie, wahania hormonów, niekiedy poczucie bezradności wobec licznych wyzwań w codziennym życiu matki to naprawdę wystarczające usprawiedliwienie dla smutku i złości przeżywanej w stosunku do dziecka – nawet tego najbardziej ukochanego i wyczekanego. Materiałem na oddzielny post jest jednak forma, w jakiej tą złość wyrazimy, ale o tym kiedy indziej.

Wiele kobiet wręcz za życiowy punkt honoru stawia sobie bycie „Matką Polką na medal”, która poświęciła wszystko dla swoich dzieci. Tymczasem – jeśli się mylę, to mnie poprawcie -rodzicielstwo nie powinno być poświęceniem a świadomym wyborem,który, choć niesie ze sobą liczne i poważne konsekwencje (jak na przykład tymczasowe i przynajmniej częściowe wycofanie z życia towarzyskiego czy zawodowego), nie oznacza jednak rezygnacji z siebie. Okazuje się to kluczowe, gdy najukochańszy maluszek dorasta i zaczyna żyć własnym życiem. Pojawiające się wtedy poczucie pustki czy wręcz bycia niepotrzebnym samodzielnemu już dziecku może być źródłem depresji, obniżonej samooceny i poczucia przegranej. A takie emocje mogą zatruć więź i uczynić z niej bardzo toksyczną relację, którą młody człowiek z dużym prawdopodobieństwem będzie próbował przeciąć lub – jeśli nie jest wystarczająco silny – utknie w niej, coraz bardziej nieszczęśliwy i pogrążony w poczuciu winy podsycanym przez równie sfrustrowanego rodzica.

Dlatego warto stale przypominać sobie (tym, którzy szczególnie lubią rodzicielską rywalizację i wyścigi polecam powiesić sobie to zdanie nad łóżkiem), że rodziców idealnych nie ma. Szczęście młodszym i starszym dzieciom zapewnią natomiast kochający, czuli,wspierający i stawiający dość jasne granice matka i ojciec,których za Bruno Bettelheimem zaczęto nazywać „wystarczająco dobrymi rodzicami”. Bądźmy więc niedoskonałymi WDR 😉 i pamiętajmy, że mając dzieci, jesteśmy również najważniejszymi dla nich wzorcami dorosłych zachowań i postaw – tak wobec innych,jak i samych siebie. Dając dojść do głosu własnym potrzebom, marzeniom, zainteresowaniom i ambicjom uczymy dzieciaki, jak być spełnionym i i zadowolonym z siebie dojrzałym człowiekiem. I żeby było jasne – nie chcę tu pisać scenariusza na „dobre życie”– każdy ma swój. Najważniejsze jednak, by rodzice byli dla młodszego pokolenia inspiracją i dowodem na to, że w życiu pełnimy wiele ról i dopiero wszystkie razem składają się na pełny obraz człowieka. Człowieka, który jest również matką lub ojcem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s