Polecane

„Rozwód to nie koniec świata!” Zależy dla kogo.

Długo zastanawiałam się, jak zabrać się do pisania tego tekstu, bo temat jest naprawdę trudny i złożony, a z drugiej jednak strony coraz bardziej powszechny. Rozwód to niezwykle stresujące wydarzenie, które nawet jeśli nie dotyczy nas bezpośrednio, zdarza się w bliższym lub dalszym otoczeniu niemal każdego z nas. A jego konsekwencje dotykają nie tylko samych (byłych) małżonków, ale również ich rodziny. Niestety najmocniej dzieci…

Dlatego dziś będzie w stu procentach na poważnie i mam nadzieję, że nie odstraszy Was nieco bardziej niż zazwyczaj naukowy ton i charakter tego tekstu.

Liczba rozwodów na przestrzeni ostatnich 11 lat utrzymuje się w Polsce na mniej więcej stałym poziomie sześćdziesięciu kilku tysięcy rocznie (raz delikatnie rosnąc, innym razem spadając), jednak nie oznacza to, że sytuacja w tym zakresie jest niezmienna, ponieważ równolegle, od około 10 lat spada liczba zawieranych małżeństw. Wśród źródeł rosnącego udziału rozwodów w stosunku do nowo zalegalizowanych związków z pewnością można wymienić coraz bardziej indywidualistyczne postawy wśród młodych ludzi oraz rosnącą samoświadomość i chęć samorozwoju, a co za tym idzie lepsze wykształcenie, niezależność finansową i emancypację kobiet. Potwierdza to fakt, że 2/3 pozwów do sądów wnoszą właśnie panie. Z drugiej strony społeczeństwo jest coraz mniej religijne (lub religijne w inny, nie tak tradycyjny sposób) i w związku z tym mniej konserwatywne, przez co rozwód, szczególnie w dużych miastach, przestaje być czymś szokującym i potępianym. Ba! Coraz częściej słyszymy głosy (z którymi z resztą ja sama się przeważnie zgadzam), że nie ma sensu trwać w związku, który nie rokuje, unieszczęśliwia obie strony lub jest wręcz toksyczny. Żeby nie było, nie jestem zwolenniczką tezy, że jeśli coś nie gra, to lepiej od razu wymienić partnera/partnerkę na „lepszy model”, bo bardzo często jest tak, że to co wymaga naprawy w związku, w dużej mierze dotyczy nas samych i bez wysiłku i świadomej pracy nad sobą prawdopodobnie popsuje kolejną relację, w którą wejdziemy. Jednak do tanga trzeba dwojga i jeśli oboje małżonkowie nie zechcą zaangażować się w naprawę tego, co w związku szwankuje, jedna strona nie będzie w stanie tego nadrobić. Ale to nie mnie oceniać, w jakim przypadku rozwód jest uzasadniony, a kiedy nie. To bardzo indywidualna i delikatna materia, w którą nie chcę teraz wchodzić, bo nie o tym zamierzałam napisać.

Miało być natomiast o tym, jakie konsekwencje może on rodzić dla tych, którzy choć nie mają na to niemal żadnego wpływu, mogą w tej całej rewolucji najmocniej „oberwać”. Tak właśnie! Chodzi o dzieci…

Trauma czy nowy początek? Czytaj dalej „„Rozwód to nie koniec świata!” Zależy dla kogo.”

Polecane

Bądź grzeczny – czyli jaki? Uważaj na kosmiczne oczekiwania wobec dziecka.

 

Jako matka „temperamentnego” brzdąca, wchodzącego właśnie w etap rozwoju, który daje mu już pewną autonomię (głównie motoryczną, ale oczywiście nie tylko) i co za tym idzie wiąże się z coraz częstszym „konfliktem interesów” na linii rodzic-maluch, zastanawiam się co to właściwie znaczy wychować GRZECZNE dziecko? Obawiam się niestety, że odpowiedź – jak całe rodzicielstwo – nie jest prosta a interpretacji tyle, ilu rodziców. Co gorsza, na każdym kolejnym etapie rozwoju, owa „grzeczność” oznacza co innego. Ale nie ma rady! Przyszedł czas, w którym muszę tę odpowiedź odnaleźć – sama dla siebie i dla mojego Syna 😉 A mam nadzieję, że też i dla Was.

My, dorośli bardzo często mamy skłonność, by patrzeć na dzieci (a dokładniej oceniać je na skali grzeczne-niegrzeczne) z perspektywy ich posłuszeństwa i poddawania się naszym nakazom i zakazom. Męczy nas ruchowa aktywność dzieciaków i hałasowanie, a do pasji (szczególnie, gdy się spieszymy) doprowadza konieczność kilkukrotnego powtarzania tych samych komunikatów (dość często z resztą bez zakładanego rezultatu). Czy zatem dziecko, które biega, głośno się śmieje, emocjonalnie pokrzykuje lub nie reaguje na komendy jest dzieckiem niegrzecznym? Często wydaje nam się, że tak (szczególnie gdy nie chodzi o nasze własne dzieci). Jednak takie myślenie to bardzo niebezpieczna pułapka. Bo wszystko to, o czym napisałam w poprzednim zdaniu tak naprawdę może być (i przeważnie jest!) objawem zdrowego rozwoju i stanowi normę w zachowaniu – szczególnie, gdy mówimy o naprawdę małych dzieciach. Czy wiedzieliście na przykład, że dopiero pomiędzy drugimi a trzecimi urodzinami dziecko zyskuje pierwsze neurologiczne podstawy do tego, by przynajmniej na chwilę zaprzestać działania – na przykład przestać biegać czy skakać w odpowiedzi na komunikat rodziców? Co więcej, chłopcy umiejętność tę zyskują później niż dziewczynki, ponieważ ich płat czołowy odpowiedzialny za rozwój samokontroli dojrzewa około roku później.

Grzeczny, czyli jaki? Czytaj dalej „Bądź grzeczny – czyli jaki? Uważaj na kosmiczne oczekiwania wobec dziecka.”

Polecane

„Porady na zdrady”, czyli kilka słów o tym, kto ma problem z wiernością

Z perspektywy kilkuletniej pracy jako seksuolog – psychoterapeuta zauważam, że coraz więcej par trafia do gabinetu z problemem zdrady. Przychodzą zarówno osoby zdradzające i zdradzane. Zadawałam sobie pytania, dlaczego jest jej coraz więcej? Czy naprawdę zdradzamy częściej? Wydaje mi się jednak, że po prostu coraz więcej osób decyduje się tym problemem podzielić i szuka pomocy u specjalisty.

Co to jest zdrada?

Wg definicji SJP jest to „niedochowanie wierności wobec partnerki lub partnera, złamanie jakiś zasad, idei”. Pracując jako psychoterapeuta i słuchając historii ludzi, widzę, że pewne rzeczy nie są jednak takie oczywiste i nie można ich traktować w kategorii zero-jedynkowej. Zastanawiałam się przed napisaniem tego tekstu, czym zatem jest zdrada. I przed oczami „wyświetlił mi się film” ze spotkań z moimi pacjentami, odtwarzałam ich historie, szukając wspólnego mianownika. Doszłam do wniosku, że najistotniejsze jest to, że granicę co już jest zdradą a co nią jeszcze nie jest ustalają między sobą oboje partnerzy. Bo choć istnieją wartości uniwersalne m.in. przestrzeganie ustalonych zasad, wspólnie ustalonego poziomu wyłączności i dochowanie tajemnic, to już ich interpretacja i poruszanie się w zakresie tych wartości zależy od wzajemnych uzgodnień. Żeby móc zdradzić, trzeba najpierw coś ustalić z drugą osobą, a później świadomie złamać „dane słowo”. Nierzadko słyszę, „ale ja nie wiedziałem, że żona to (czyli na przykład oglądanie filmów erotycznych) odbierze jako zdradę”, albo „że przecież to, że z kolegą chodziłam na tenisa i nie mówiłam mężowi to nie zdrada”. W takiej sytuacji, jeżeli faktycznie osoba nie była świadoma, że jej postawa czy zachowanie może ranić uczucia partnera/-ki, warto wspólnie, na spokojnie usiąść i ustalić, jakie znaczenie dane zachowanie miało dla tej konkretnej osoby. Idąc za powyższym przykładem, świetnie byłoby, gdyby mężczyzna, który ogląda filmy erotyczne powiedział partnerce, dlaczego to robi, czego tam szuka i czy dostrzega tam jakiś cień zdrady. Powinien też starać się zrozumieć perspektywę partnerki i jej uczucia. Podobnie kobieta, która nie miała zamiaru zdradzić partnera i po prostu jeździła na tenisa z kolegą, bo akurat miała wygodny transport i nie pomyślała, że zatajenie tego faktu może mieć dla męża znamiona zdrady, powinna wyjaśnić, dlaczego tak robiła, co było jej zamierzeniem. Po takiej rozmowie można zobaczyć i zrozumieć punkt widzenia partnera/-ki, a co najważniejsze ustalić granice, które obie strony są w stanie zaakceptować.

Kto zdradza? Czytaj dalej „„Porady na zdrady”, czyli kilka słów o tym, kto ma problem z wiernością”

W łóżku we trójkę… czyli słów kilka o spaniu z dzieckiem

Już od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, żeby napisać coś na ten (dość kontrowersyjny) temat. Skądinąd sama długo zastanawiałam się, dlaczego wzbudza on tak wiele skrajnych emocji – zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników spania razem z dzieckiem. Z drugiej jednak strony sama po sobie widzę, że opinie ekspertów i „obiektywna” wiedza to jedno, a własne doświadczenia to zupełnie co innego. I może akurat w tym przypadku właśnie to co subiektywne, instynktowne i wynikających z naszych (i dziecka) emocji jest kluczem do odpowiedzi na to niełatwe dla wielu pytanie: spać czy nie spać z dzieckiem?

W sumie sama ledwo to pamiętam 😉 ale w czasach, gdy na świecie nie było mojego syna, byłam niemal przekonana, że jeśli będę miała dziecko, to od początku będę je uczyć spania we własnym łóżeczku. Wydawało mi się, że to zapewni bezpieczeństwo maluchowi i komfort mnie. Muszę przyznać, że pewien lęk wzbudzała we mnie myśl, że po porodzie wszystko zmieni się tak bardzo, że nawet sen nie będzie już czasem tylko dla mnie, a do łózka miałby wkroczyć ktoś inny niż mój mąż i ja. Żeby było śmiesznie, sama byłam dzieckiem, które długo, bez pardonu ładowało się swoim rodzicom do łóżka :P. Nieobce były mi założenia rodzicielstwa bliskości, znałam teorie przywiązania, o których uczyłam się na zajęciach z psychologii rozwojowej, czytałam sporo artykułów na ten temat, ale nie do końca mnie one przekonywały. CZUŁAM, że w moim przypadku to się chyba nie sprawdzi. Jednak gdy urodził się mój syn, wraz z budującą się między nami więzią i z każdym dniem wspólnych doświadczeń, moje podejście i przede wszystkim emocje ulegały ewolucji. Początkowo bałam się kłaść go koło nas (bo go przygniotę, bo spadnie, bo było mi strasznie niewygodnie), jednak z czasem zaczęłam odczuwać przyjemność z tego, że synek część nocy przesypia z nami. Dziś (Młodzian ma obecnie 20 miesięcy) jest tak, że czas zasypiania to moment na przytulanie i czułości (w dzień też ich nie brakuje), potem synek ląduje w swoim łóżeczku, gdzie przesypia kilka godzin (coraz częściej całą noc) i w ciągu nocy przeważnie przychodzi do nas. I przyznam szczerze, że taki układ jest dla nas idealny – pozwala na to, byśmy my dorośli złapali trochę oddechu wieczorem i pierwszych kilka godzin mieli tylko dla siebie, zaś gdy mały pędrak poczuje w nocy potrzebę, by się do nas przytulić, z radością witamy go w naszym łóżku. I choć czasami nasze pozycje podczas snu nadawałyby się do cyrku i niekiedy budzimy się trochę „połamani”, to nic nie zastąpi tych chwil bliskości, czułości i fizycznego odzwierciedlenia tej wyjątkowej więzi. Powiem więcej, podczas tych nocy, gdy nasz synek śpi słodko i ani myśli opuścić swoje łóżeczko, sama wstaję do niego co jakiś czas i zerkam, czy aby na pewno wszystko jest w porządku… i troszkę jest mi żal, że tym razem nie uśnie ponownie wtulony w nas 😉

Czytaj dalej „W łóżku we trójkę… czyli słów kilka o spaniu z dzieckiem”

Mamo, tato skąd się biorą dzieci?! Czyli trudne pytania i proste odpowiedzi na pytania dotyczące seksualności najmłodszych.

 Idąc za zasadą świeżości (mówiącą o tym, że najbardziej zapamiętujemy to, co na początku) zacznę od najważniejszej kwestii: każdy z nas rodzi się istotą seksualną i pozostaje nią do śmierci! Nie ma od tego ucieczki, co często zaskoczeni rodzice zauważają wtedy, gdy ich ledwo odrosłe od ziemi pociechy zaczynają zadawać krępujące dorosłych pytania.

Dlatego dziś zajmiemy się najmłodszymi, czyli seksualnością dzieci do 6 roku życia (w fazie wczesnego dzieciństwa do 4 roku życia i dzieciństwa do wspomnianego 6 roku życia), a przede wszystkim odpowiedziami na nurtujące najmłodszych pytania.

Dzieciaki pytają „A co to? A dlaczego? A po co?”

Maluchy pytają o rzeczy, których nie znają lub mają niewielkie pojęcie (czyli prawie o wszystko 😉 ). Bywa też, że chcą zweryfikować swoją wiedzę z tym, co powie dorosły. W swojej ciekawości i spontaniczności są wzorem do naśladowania! Myślę sobie (to taka dygresja, która właśnie mi wpadła do głowy), że kreatywność i fajne pomysły zaczynają się właśnie wtedy, gdy dopuszczam do głosu swoje wewnętrzne Dziecko. Owszem nie zawsze jest na to czas i miejsce, zdarza się, że mówię „hola, hola poczekaj”, ale jeśli tylko mam przestrzeń, to ogarnia mnie „dziecięce wariactwo”, z którego często wynika wiele pozytywów.

Ale wracając do Dzieci!

Zalewanie pytaniami, na które niełatwo odpowiedzieć to jest to, co dzieci lubią najbardziej. Pamiętam, jak jeden chłopiec w Poradni zapytał „proszę Pani, a czemu rak chodzi do tyłu?”. I mówiąc szczerze, nie miałam bladego pojęcia dlaczego. Jakoś wybrnęłam szukając informacji w Internecie. Kolejne to pytanie dziewczynki „jadę do zakopanego miasta, a czemu ono jest zakopane?” Yyy… no w sumie nie wiem czemu! Tego typu pytania jednak, choć bywają dla dorosłych „zagwozdką”, najczęściej wywołują u nas zaskoczenie i uśmiech na twarzy.

Jednak kiedy dziecko zaczyna szukać informacji o swojej i innych seksualności zdarza się, że na rodziców pada blady strach …

Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo mogę namnożyć przykładów z gabinetu, kiedy to rodzice wpadali w panikę, bo ich maleństwo, noworodek wkładał ręce w pampersa i się cieszył, albo gdy nie wiedzieli, co robić, kiedy 5 latek pyta „skąd się wziąłem?”. Na jednym z prowadzonych przeze mnie szkoleń z zakresu podstaw seksuologii przygotowałam listę pytań dzieciaków i propozycje odpowiedzi, których mogliby udzielić rodzice. Pomyślałam, że to doskonała okazja, by było się z Wami tym podzielić i nieco bardziej szczegółowo je omówić.

Wczesne dzieciństwo

Już od samego początku maluch ma płeć, określone narządy płciowe i rozwojowe zachowania, które podejmuje, żeby eksplorować świat. Tę fazę określa się jako tzw. „matczyną”. Dziecko spędza najwięcej czasu przy mamie, ssie pierś, co daje mu poczucie ukojenia i bezpieczeństwa. Matka dzięki swoim pozytywnym reakcjom na karmienie daje informacje dziecku, że cieszy się z doświadczanej bliskości, a dziecko odczuwając to, jak matka reaguje tworzy sobie matryce na przyszłość – kontakt cielesny niesie dużo radości i przyjemności. Tutaj pojawia się pytanie: „a co, jeśli ja nie karmię piersią?” I na to jest rada, bo przecież nierzadko zdarza się, że okoliczności zmuszają do szybkiego odstawienia pokarmu matczynego i zastąpienia go butelką ze smoczkiem. Wtedy ważna jest bliskość matki, kontakt cielesny, przytulanie.

W tej fazie na pewno bardzo, ale to bardzo ważny moment, to słynny „trening czystości”. Co do trenowania, pytania pojawiają się już na starcie: „jak to zrobić, żeby dziecko sikało i robiło kupę do nocnika, a później toalety?” Doprecyzuję, że czas na ostateczne odpieluchowanie jest elastyczny (powinno to się zadziać między 24 a 32 miesiącem) i każde dziecko przechodzi to indywidualnie. Warto wybrać dobry, spokojny moment, np. wakacje, a w następnej kolejności zacząć oswajać dziecko  z nocnikiem. Dla malucha jest to gigantyczne wyzwanie i należy podejść do niego z wielką dozą wyrozumiałości, a zarazem konsekwencji połączonej ze spokojem. U dziecka kształtują się nowe umiejętności tj. musi zauważyć, że mu „się chce”, skojarzyć, co to znaczy, powstrzymać się na moment i dać znak, że „już czas i właśnie teraz potrzebny mi nocnik”. Warto, żeby rodzic analizował zachowanie dziecka przed załatwieniem potrzeby np. kuca, podchodzi do rodzica i robi minę itd., co ułatwi wcześniejszą reakcję. Należy zapamiętać, żeby nie robić nic na siłę! Żeby dziecko nie kojarzyło tego z negatywnymi emocjami i reakcjami rodziców. Poza tym, jak każdemu i we wszystkim zdarzają się dziecku gorsze dni i tzw. wpadki, czyli kupa do pieluchy lub w majtki… Wtedy należy zaopiekować się dzieckiem, dać informacje, że tak się zdarza i ewentualnie wspólnie zastanowić się (tzn. głownie rodzic po tym, co dziecko powie), jak temu zaradzić.

A! O mało bym nie zapomniała, omawiając kwestie istotne w tej fazie rozwoju! Tak – dzieci wkładają rączki do pieluchy i dotykają siebie, sprawdzając, co tam mają. Dotyk sprawia im przyjemność w znaczeniu poznawczym – mówiąc na skróty to dziecko myśli i reaguje w ten sposób: „wow, fajnie! dotykam siebie, poznaję swoje ciało”. Najgorsze, co można zrobić dziecku to wyjmować te rączki i siać niepokój „co to moje dziecko robi, w takim wieku masturbacja?!”. Konsekwencją niewiedzy i takich oto nerwowych reakcji rodzica może być uwarunkowanie zachowania dziecka, które w sytuacji braku odpowiedniej uwagi ze strony rodzica dziecko będzie wkładało ręce w majtki, pieluchę. I dopiero wtedy z braku problemu może wyniknąć problem…

 Dzieciństwo

Dziecko identyfikuje się z rodzicem tej samej płci, dużo obserwuje i jest bardzo ciekawe świata. Zaczyna też podkreślać swoją odrębność, np. chłopak chce bluzę z samochodem, a dziewczynka różowe spinki do włosów. Pojawiają się pierwsze głębsze relacje z rówieśnikami, zabawy w szkole i na dworze. W tym okresie erotyzm u dziecka przybiera różne formy. Pierwsza z nich jest określana jako ekshibicjonizm dziecięcy. Wygląda to najprościej rzecz ujmując tak, że dziecko staje i z ogromnym zaciekawieniem ogląda swoje genitalia. Tutaj pojawia się pytanie od rodzica: „jak mam na to reagować?”. Najlepiej nie reagować. Przyjąć do wiadomości, że to jest normalny etap rozwoju psychoseksualnego i że mam zdrowe dziecko. Kolejna to poznawanie ciała płci przeciwnej, która polega na tym, że maluchy kombinują na wszelkie możliwe sposoby, żeby porównać, co pod majtkami ma dziewczynka, a co chłopczyk. Prowokują też sytuacje, w których mogą zajrzeć np. do łazienki, kiedy rodzice biorą kąpiel, albo cichaczem zaglądają do przebieralni w sklepach odzieżowych. A co robić, jak dziecko podgląda rodziców? I znowu odpowiedź nie zaskoczy! Zachować się naturalnie i znowu ze spokojem przyjąć, że taka to kolej rozwoju, a dziecko to istota seksualna (chociaż taka malutka) i przede wszystkim ciekawa świata, a więc i ludzkiego ciała. Trzecią formą są zabawy erotyczne. To jest super sprawa, bo dzieciaki w swoim gronie zaspakajają własną poznawczą ciekawość dotyczącą różnić w budowie narządów płciowych kobiet i mężczyzn. Bawią się w lekarza, dom, dokonują transakcji „ja pokażę, co mam pod majtkami, jak ty mi też pokażesz”. Tutaj jest ryzyko, że rodzic wejdzie akurat w czasie takiej zabawy… i co robić?! Kluczowe jest niewpędzenie dzieci w poczucie winy i wstydu! Można np. przerzucić uwagę albo podjąć merytoryczną, adekwatną do możliwości rozwojowych dziecka rozmowę o różnicach między dziewczynami i chłopakami w budowie genitaliów.

W tym czasie dzieci się też w sobie zakochują. I to jest czwarta forma erotyzmu dziecięcego – miłość. Przypominacie sobie może też i swoje pierwsze motyle w brzuchu? Kiedy to w przedszkolu siadaliście obok siebie, albo jak w geście miłości dawaliście sobie np. bułkę na śniadanie? Ja pamiętam!!! Ważne, żeby dziecku dać przestrzeń do mówienia o tym i dzielenia się swoimi przeżyciami. Te miłości maluchów są urocze, a czasami i zabawne, ale należy pamiętać, że dla dziecka to bardzo ważne odkrycie i ogrom emocji! Naprawdę zachęcam do traktowania ich poważnie (nie śmiać się) i z szacunkiem (nie lekceważyć, bo to dziecko), empatią.

Ostatnia forma to masturbacja wczesnodziecięca. Pozostawiona na koniec, ale to właśnie jej dotyczy najwięcej pytań od rodziców. W ramach edukacji podkreślę, że masturbacja wczesnodziecięca może mieć różny charakter. Taka, która po prostu jest i należy do normalności to masturbacja rozwojowa. U jej podłoża leży zasada przyjemności z samej stymulacji obszarów erogennych. Ta aktywność przynosi przyjemność sama w sobie, co powoduje, że dziecko ją powtarza w ten sam sposób i stara się to robić w tajemnicy. Z czasem samoistnie przemija. Masturbacja eksperymentalna, jak sama nazwa wskazuje prowadzi do różnego rodzaju eksperymentów, które mogą prowadzić nawet do uszkodzenia ciała (np. wkładanie patyka do majtek, gumki do pochwy). Podstawą tego typu zachowań jest ciekawość poznawcza właściwości fizycznych narządów płciowych (na co oczywiście dziecko nie jest gotowe), a efektem ubocznym przeżycie pozytywnych doznań w związku ze stymulacją określonych okolic swojego ciała w tym genitaliów. Kiedy dziecko robi sobie krzywdę należy zareagować. Dać informacje zwrotną na temat szkodliwości tych zachowań i więcej czasu oraz uwagi poświęcać dziecku. Ostatni rodzaj to masturbacja instrumentalna. Ze względu na jej charakter, trzeba to powiedzieć wyraźnie: wymaga ona interwencji i terapii! Kluczowe w niej jest to, że poprzez zachowanie masturbacyjne dziecko realizuje inne potrzeby niż uzyskanie fizycznej przyjemności. Tą drogą próbuje bowiem zaspokoić potrzebę np. bliskości, bezpieczeństwa czy miłości. A tego typu zachowanie przynosi ulgę i redukcję napięcia emocjonalnego. Przypiera postać nałogu i szczególnie się nasila w sytuacji trudnej dla dziecka. Pojawia się np. gdy rodzi się koleje dziecko a uwaga matki jest skoncentrowana na noworodku i „zdetronizowany” maluch czuje się porzucony, osamotniony, niekochany. Dziecko np. siada na brzegu stołu i wykonuje ruchy uciskowe, albo wkłada ręce pomiędzy uda i napina mięśnie. Kiedy już doszło do tego typu masturbacji, należy udać się do psychoterapeuty i dotrzeć do źródła napięć dziecka. Wcześniej jednak należy rozpoznać, że z tego rodzaju masturbacją mamy właśnie do czynienia. A jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości w tej materii, warto skonsultować się ze specjalistą. Dla spokoju dziecka i własnego 🙂

Tysiąc pytań i jedna odpowiedź… 😉

Zasad, którymi warto się kierować przy odpowiadaniu na pytania dziecka jest trzy i wcale nie są tak skomplikowane jak mogłoby się to wydawać. Po pierwsze, mów na tyle prosto, by maluch zrozumiał, co do niego mówisz. Po drugie, na tyle zgodnie z prawdą, by nie musiało się później oduczać tego, czego nauczyło się dziś (i żeby dzieci nie wyśmiały go w przedszkolu) i odpowiadaj w sposób na tyle pozbawiony emocji, by nie koncentrowało nadmiernej uwagi na uzyskanej informacji. A po trzecie i najważniejsze! Mów w taki sposób, żeby w przyszłości dziecko poprosiło Cię o dalsze informacje, gdy tylko będzie ich potrzebować.

Zatem, czy już wiesz, co powiesz 5 – 6 letniemu dziecku, gdy zapyta „skąd się biorą dzieci?”. Mam nadzieję, że tak, ale na wszelki napiszę i swoją propozycję. Zachęcam do korzystania z książek, schematów oraz zadawania pytań i weryfikowania, co Wasz maluch już wie. Często się okazuje, że jest świetnie wyedukowany, tylko należy mu tę wiedzę poukładać i prawidłowo nazwać tj. penisa penisem, a nie sikawką, a pochwę i wargi sromowe właśnie tak, a nie jakimś pierogiem. Skoro już to wie i wie na dodatek, że istnieje komórka jajowa i plemnik (choć taka wiedza to raczej już na nieco późniejszym etapie rozwoju. Ale ponieważ dzieciaki to sprytne bestie, to wierzcie mi, że i kilkulatki potrafią dorosłych „zagiąć” taką wiedzą) to najlepiej na schemacie pokazać, że mężczyzna wkłada penisa do pochwy, łączą się komórki i dochodzi do zapłodnienia. Później ten zarodek rośnie aż wyrasta z niego malutki człowiek – dzidziuś, który gdy przychodzi czas, wychodzi na świat tędy, skąd przyszedł.

Najbardziej to zachęcam Was do rozmów z dzieckiem i dopasowania takiego przekazu, który wiecie, że dziecko będzie gotowe przyjąć (na przykład 3-latkowi zazwyczaj wystarcza odpowiedź, że dzieci biorą się z miłości rodziców, którzy bardzo chcą mieć dzidziusia). Zarazem odradzam posługiwania się opowiastkami o kapuście czy bocianach, bo jest niemal pewne, że takie dziecko w przedszkolu będzie obiektem żartów i kpin, a dźwiganie takiego ciężaru przez malucha nie jest łatwe i potrafi zostawić ślad na długo!

Młodzieńczy bunt czy depresja – co może świadczyć o tym, że nastolatek potrzebuje pomocy?

Chwiejność nastroju, wybuchy złości, obrażanie się na cały świat (szczególnie rodziców), płacz a chwilę po nim euforia, próby zaznaczenia swojej odrębności i budowanie własnej niezależności – często poprzez zachowania buntownicze… Doskonale zna to więszkość rodziców nastolatków, a niemal każdy dorosły jest sobie w stanie przypomnieć to z własnego doświadczenia. I faktycznie, wszystko to może (a nawet powinno) być elementem prawidłowego procesu dojrzewania, tyle tylko, że utrzymane w pewnych granicach, które czasami trudno określić i zauważyć. Dlatego jest w tym jednak pewien haczyk, z powodu którego powstał ten tekst.

Młodzieńczy okres „burzy i naporu” jest naturalną częścią dojrzewania konieczną do ukształtowania tożsamości dorosłego, świadomego siebie człowieka. Towarzyszą mu skrajne emocje, obawy związane z coraz większą niezależnością, rosnącą odpowiedzialnością za swoje czyny i decyzje, rozterki miłosne oraz mniej lub bardziej udane próby odnalezienia odpowiedzi na pytanie „kim jestem?”. Dlatego to, że nastolatek przeżywa całą gamę emocji – również tych negatywnych – jak smutek, strach, złość oraz frustracja jest normalne. Rolą rodzica jest przede wszystkim słuchać, obserwować i nieustannie dawać dziecku do zrozumienia, że jest się blisko i zawsze służy się wsparciem czy radą. Nie oznacza to oczywiście, że należy na wszystko się godzić, nie stawiać granic oraz pobłażać czy bagatelizować konfliktowe i ryzykowne sytuacje lub niebezpieczne zachowania. Bo mimo że młody człowiek musi stawić czoła zbliżającej się dorosłości i naturalnie dąży do niezależności, wciąż bardzo potrzebuje oparcia i poczucia bezpieczeństwa dawanego przez najbliższy osoby – przeważnie rodziców.

Wracając jednak do chwiejności nastroju i emocjonalnych tornad przechodzących przez głowę nastolatka, to należy pamiętać, że to, co w odpowiednim natężeniu stanowi rozwojową normę, może przerodzić się w coś, co istotnie wykracza poza jej margines. Mogą to być tzw. zaburzenia zachowania lub zachowania opozycjno-buntownicze, o których napiszę innym razem oraz depresja. Dlatego rodzice nastolatków stoją przed bardzo trudnym zadaniem, by nie utracić czujności oraz kontaktu z dzieckiem i w odpowiednim momencie prawidłowo reagować. Tym bardziej, że liczba diagnozowanych wśród młodzieży przypadków depresji rośnie lawinowo – dotyczy ona 8% nastolatków (częściej chorują dziewczęta). Co więcej, szacuje się, że szeroko rozumiane zaburzenia depresyjne mogą występować nawet u 20% nastolatków, a niektóre źródła podają wręcz, że objawy depresyjne stwierdza się u blisko co trzeciego nastolatka!!!

Co zatem może świadczyć o tym, że nasze dziecko nie przechodzi przez naturalny w okresie dojrzewania czas buntu oraz związanego z nim smutku czy agresji i towarzyszącej jej zlości, ale boryka się ze znacznie poważniejszym problemem jakim jest depresja? Oto kilka wskazówek dotyczących symptomów, które powinny wzbudzić nasz niepokój i skutkować natychmiastową konsultacją ze specjalistą.

Co może wskazywać na depresję u nastolatka?

Najważniejszym czynnikiem świadczącym o tym, że nie mamy do czynienia z rozwojową normą jest utrzymywanie się obniżonego nastroju (i powiązanym z nim objawów, które opiszę poniżej) dłużej niż dwa tygodnie. Ale czym właściwie objawiać się może ten „obniżony nastrój”? Oto lista jego możliwych przejawów:

  • smutek, rozdrażnienie, płaczliwość
  • trudności w szkole tj. problemy z koncentracją uwagi, a wtórnie do nich z pamięcią, co odbija się na nauce i ocenach (czasami może to być jeden z pierwszych objawów depresji, któremu towarzyszy obniżony nastrój)
  • wrogość wobec otoczenia
  • apatia i zobojętnienie wobec tego, co dzieje się w najbliższym otoczeniu (np. nastolatek przestaje cieszyć się tym, co jeszcze chwilę temu było powodem do euforii lub przeciwnie – nie reaguje na to, co wcześniej go „wkurzało”)
  • ograniczenie aktywności, utrata zainteresowań
  • ciągłe znudzenie i zniechęcenie do podejmowania codziennych obowiązków, jak i czynności stanowiących rozrywkę
  • ograniczenie kontaktów z rówieśnikami
  • niska samoocena („jestem beznadziejny”, „do niczego się nie nadaję”, „wszyscy mają mnie gdzieś, bo jestem do niczego”)
  • nieproporcjonalnie pesymistyczna ocena własnych możliwości i perspektyw życiowych
  • podejmowanie niebezpiecznych, impulsywnych, nieprzemyślanych działań z myślą, że przecież „i tak mi na niczym nie zależy, więc co mi tam” – np. ryzykowne eksperymentowanie z narkotykami czy alkoholem, ucieczki z domu, wagary
  • działania autoagresywne (tzw. „cięcie się”, przypalanie i inne formy celowego zadawania sobie bólu)
  • fantazjowanie na temat śmierci
  • myśli samobójcze – nie zawsze są werbalizowane, co stanowi dodatką trudnośc, nie mniej wszelkie sygnały, które mogą o nich świadczyć, nie powinny być bagatelizowane – mitem jest to, że ktoś, kto planuje samobójstwo nie będzie o tym mówił, dlatego wszelkie komunikaty, które wysyła dziecko (np. „lepiej żebym się nie urodził”, „po co ja żyję?”, „macie przeze mnie tylko problemy, lepiej byłoby wszystkim beze mnie”) powinny być traktowane poważnie
  • zachowania agresywne wobec otoczenia
  • uporczywe dolegliwości somatyczne (np. bóle głowy, bóle brzucha, nudności, wymioty, biegunki, omdlenia, kołatania serca itd.), które nie mają ustalonej przyczyny organicznej

Warto jasno zaznaczyć, że u młodego człowieka nie muszą pojawić się wszystkie te objawy, mogą również pojawić się inne, mniej charakterystyczne symptomy. Jednak jeśli rozpoznajemy przynajmniej część z powyższych, a całość zachowań prezentowanych przez nastolatka istotnie zmieniła się w ostatnim czasie, to nie ma na co czekać i należy zgłosić się do specjalisty – psychologa lub psychiatry w celu przeprowadzenia badań i postawienia diagnozy oraz co najważniejsze, wdrożenia odpowiednich działań terapeutycznych. Wśród konwekwencji zbagatelizowania depresyjnych problemów młodego człowieka są nie tylko te najbardziej tragiczne jak udane próby samobójcze, ale również inne negatywne skutki odbijające się na późniejszym życiu osoby dorosłej – nawracające epizody depresji, zaburzenia osobowości, które istotnie utrudniają funkcjonowanie czy wreszcie bardziej prozaiczne jak choćby przerwanie edukacji, wejście w toksyczne relacje uczuciowe czy społeczne, zerwanie kontaktów z rodziną itd.

Dlatego nie można sobie pozwolić na to, by na niepokojące zachowania młodego człowieka patrzeć „z przymrużeniem oka” czy myślą, że „samo minie”. Liczba depresji wśród młodzieży rośnie, podobnie z resztą jak liczba prób samobójczych, zatem dbajmy o możliwie jak najlepszą komunikację i więź z dzieckiem, nawet jeśli w okresie dojrzewania utrzymanie jej wymaga od dorosłych ogromnej cierpliwości, czujności i innych „supermocy” wśród których najważniejszą jest po prostu bezwarunkowa miłość do dziecka.

Pomysł na Psycholifestyle, czyli lepiej próbować i robić, nawet jeśli będzie to giga wyzwanie, niż później żałować, że się nie zrobiło

Dzisiaj będzie bardziej osobiście, a więc jeśli jesteście ciekawi tego, jak powstał blog i chcecie nas lepiej poznać, zapraszamy do tej krótkiej lektury 😉

 Długi czas chodził za mną pomysł stworzenia swojego bloga. Na początku pisałam sama teksty o tematyce seksuologicznej, co dało mi wiele fajnych doświadczeń. Biłam się z myślami, czy zacząć z czymś innym, czy nie i jeśli tak, to jak…

 Na pewno nie chciałam bloga, który będzie „wstawał z martwych” raz na pół roku, gdzie teksty w jednym miesiącu, a w innym ich nie ma. Chciałam w końcu zrobić coś, z czego będę zadowolona. Tylko po czym poznam, że jestem zadowolona? Gdy zadałam sobie to pytanie, zaczęłam zapisywać swoje cele i pomysły na kartce. Jedną z myśli, która pojawiła się na gorąco, było, żeby może pisać to z kimś?! I kolejna na szybko: „dzwonię do Ewki!” Jak pomyślałam tak zrobiłam! Ona na to, że też o tym myślała tylko ciągle odkładała to w czasie. Ja miałam na głowie pracę, specjalizację, szkołę psychoterapii, Ewa pracę i maleńkie dziecko. Dzięki wspólnej rozmowie i podzieleniu się swoimi przemyśleniami podjęłyśmy decyzję: zaczynamy działać! Z jednej strony pamiętam czułam „wow, jak fajnie będziemy robić nowy projekt, z drugiej jednak obawiałam się, czy sprostamy temu, czego będą od nas wymagać czytelnicy, słuchacze, obserwatorzy…  Jestem jednak zdania, że lepiej próbować i robić, nawet jeśli będzie to giga wyzwanie, niż później żałować, że się nie zrobiło. Oczywiście rozmowa z Ewą przez telefon trwała z godzinę i nie poszło tak szybko, jak to napisałam. Ustalałyśmy kwestie techniczne i debatowałyśmy, po co każda z nas miałaby to robić.

Przede wszystkim miałyśmy na celu (i dalej mamy!) przekazywanie rzetelnej wiedzy i doświadczenia z zakresu szeroko rozumianej psychologii! Zdarzało się tak, że czasami szukałam tematu, żeby podesłać moim pacjentom, który byłby opracowany w sposób, który mogłabym to przekazać, ale nie zawsze takie znajdowałam. Albo po prostu chciałam poczytać o jakimś obszarze i czułam, że czegoś mi brakuje. Na pewno jest kilka dużych rzetelnych portali i sama je bardzo lubię oraz chętnie czytam, ale jest ich naprawdę jeszcze za mało. A psychologia jest przecież wszędzie, w życiu każdego z nas i uważam, ze dobrze się z  Wami podzielić tym, co wiemy czy doświadczamy w pracy i na co dzień! Czytaj dalej „Pomysł na Psycholifestyle, czyli lepiej próbować i robić, nawet jeśli będzie to giga wyzwanie, niż później żałować, że się nie zrobiło”

T jak trudny temat „TRANS”…

W mediach znów ostatnio bardzo głośna jest dyskusja o tzw. „ideologii LGBT”. Dlatego postanowiłam, że w związku z licznymi błędami merytorycznymi, które pojawiają się przy okazji podejmowania tego tematu przez media i wiele wypowiadających się w nich osób, istnieje potrzeba, by pewne pojęcia klarownie wytłumaczyć. Nie ma bowiem nic gorszego niż wyrabianie sobie opinii na dany temat bez wcześniejszej weryfikacji i zdobycia przynajmniej podstawowej wiedzy dotyczącej pojęć, o których się mówi. Tymczasem niestety mam wrażenie, że w przestrzeni publicznej dominuje postawa „nie znam się, ale się wypowiem”. Przyprawia mnie to o dreszcze, bo jestem przekonana, że najwięcej podziałów i napięć dotyczących odmiennych poglądów spowodowana jest właśnie niewiedzą oraz myleniem opinii z faktami i naukową wiedzą…

Dlatego w tym niedługim wpisie chciałabym wyjaśnić podstawowe różnice pomiędzy pojęciami, które sprawiają chyba najwięcej problemów i budzą najwieksze wątpliwości osób, których temat nie dotyczy osobiście lub zawodowo. Zatem, jaka jest różnica między transseksualistą a transwestytą? Otóż mniej więcej taka jak między słowami „przynajnniej” i „bynajmniej”. Słowa brzmią podobnie, ale problemy, z jakimi zmagają się takie osoby dotyczą innych sfer i mają zupełnie inne natężenie. Problemów nastręcza również nazewnictwo medyczne, które dodatkowo komplikuje sytuację, bowiem dwa odmienne zjawiska nazywa w bardzo podobny sposób – chodzi o transwestytyzm o typie podwójnej roli oraz transwestytyzm fetyszystyczny.

Zatem podsumowując – omawianych w tym tekście zjawisk z przedrostkiem „trans” jest łącznie trzy:

  • transseksualizm,
  • transwestytyzm o typie podwójnej roli oraz
  • transwestytyzm fetyszystyczny.

Czytaj dalej „T jak trudny temat „TRANS”…”

Po co psychoterapia?!

Pamiętam krótki post o psychoterapii, który jakiś czas temu dodałam na Facebooku

„Po co #psychoterapia?”

„Sam/-a dam radę”

„To dla tych, co nie ogarniają”

Niestety wciąż często słyszę tego typu wypowiedzi na temat procesu psychoterapeutycznego. Co ciekawe, ci, którzy tak mówili, ale jednak odważyli się i podjęli prace nad sobą, zupełnie zmieniają zdanie na jego temat. Dzięki rosnącej w społeczeństwie świadomości tematu, coraz więcej osób trafia na „kozetkę”. Po skończonej terapii mówią: „teraz wiem, czego potrzebuję”, „wiem, co czuję”, „teraz mogę więcej”.

Psychoterapia to niesamowita #podróż (pełna też i zakrętów), podczas której można dotrzeć do wielu nowych miejsc w swoim wnętrzu. Miejsc wcześniej nieodkrytych. Takie doświadczenia sprawiają, że #życie zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.

Jak się do tej podróży przygotować? Czytaj dalej „Po co psychoterapia?!”